Ultrace pożegnał Wrocław. To było bardzo potrzebne rozstanie.
Ultrace 2026… to już 5 raz kiedy byłem na tej imprezie. Po takim stażu myślę, że nie muszę już nikomu przypominać co to konkretnie za wydarzenie, ale jeśli ktoś mimo to nie wie z czym to się je, to krótko wyjaśnię czym jest Ultrace zanim przejdziemy do wszystkich wad i zalet tegorocznej edycji.
Ultrace to jedna z największych w Europie imprez samochodowych… Wróć. Przy takim stażu jaki ma Ultrace, takich gościach i wystawcach myślę, że mogę powiedzieć, że Ultrace to jedna z największych na świecie imprez samochodowych poświęconych tuningowi samochodowemu. Chociaż tak naprawdę obecnie Ultrace to nie tylko tuning, ale też cała kultura motoryzacyjna. Od projektów typu stance i obniżanie do ziemi, przez drift i kanjozoku aż po prototypy i wyjątkowe, krótkoseryjne samochody produkcyjne. Innymi słowy – jako entuzjasta motoryzacji znajdziecie na Ultracewszystko, co tylko pojawia się przed Waszymi oczami gdy słyszycie „wyjątkowy samochód”.
Gdańsk to piękne miasto
Chciałbym napisać, że po raz pierwszy w historii imprezy Ultrace nie odbył się we Wrocławiu – bo to prosty i przejrzysty komunikat, który jest łatwo przyswajalny. Problem w tym, że jest on nieprawdziwy. Ultrace – a nawet wcześniej Raceism – zawsze odbywał się we Wrocławiu, ale były pewne wyjątki. W 2020 roku z powodu… globalnych obostrzeń rzutem na taśmę został przeniesiony do Katowic. W 2026 roku z kolei Ultrace został rozdzielony na dwa wydarzenia. Pierwsze, w okolicach kwietnia odbyło się w niemieckim Dusserdorfie, a drugie czerwcowe w Gdańsku. Jak spodziewacie się po dacie publikacji tego wpisu – dziś przeczytacie o polskiej edycji Ultrace. O niemieckiej nie przeczytacie, bo mnie tam nie było. Kiedyś się wybiorę, ale to nie jest ten moment.
Zaadresuję słonia w pokoju od razu, a potem przejdziemy do spraw bardziej generalnych. Zmiana lokalizacji Ultrace’u dla mnie osobiście była hm… cóż, chyba po prostu mniej wygodna. Głównie dlatego, że to drugi koniec Polski i dojazd oraz powrót trwały po 9h. Gdy piszę te słowa dalej czuję się zmęczony podróżą, a mamy wtorek wieczór (w domu byłem w poniedziałek o 23:00).
Ale pomijając osobiste animozje uważam, że zmiana lokalizacji z Wrocławia do Gdańska to była jedna z najlepszych rzeczy jaka przytrafiła się tej imprezie. Już od lat powtarzałem, że wrocławski Tarczyński Arena był za mały na tak dużą imprezę. Ultrace robił co mógł by rozplanować wszystkie atrakcje, ale obiekt i tak pękał w szwach. W Gdańsku nie było tego problemu. Myślę nawet, że sami organizatorzy nie wiedzieli jak duży obiekt mają do dyspozycji i zdarzyło się kilka kompletnie pustych miejsc. Zanim mnie źle zrozumiecie – to był dobry ruch. Łatwiej było się przegrupować lub po prostu spojrzeć na imprezę z szerszej perspektywy.
Swoją drogą – ta ogromna ilość miejsca była po prostu odświeżająca. Dwa ciągi piesze dookoła stadionu, schody, zjazdy i place oznaczały mnóstwo miejsc do siedzenia i chłonięcia klimatu. W Gdańsku nie było znanego z Wrocławia przepychania się przez tłum ludzi. Wszystko było spokojniejsze, z miejscem na spokojny oddech.
Ostatnia rzecz o lokalizacji – pogoda była… wymagająca, ale po raz pierwszy w historii Ultrace był przygotowany. Dla uczestników przygotowana była darmowa woda pitna oraz zraszacze jeśli ktoś naprawdę musiał się schłodzić. Dodatkowo na stoisku Monstera można było dorwać darmowe napoje energetyczne wyjęte prosto z lodówki. Powtórzę – jestem pod dużym wrażeniem jak Ultrace przygotował się do upałów i naprawdę cieszę się, że nie było powtórki z lat poprzednich.
A co do samych samochodów...
Absolutnie nie mogę narzekać. Nie mam na co. Poziom modyfikacji był absurdalnie wysoki. Myślę nawet, że projekty, które 5 lat temu zrobiłyby „wow” dziś są już raczej jako wypełniacze. I to nie jest kwestia tego, że spadł stan techniczny. Na Ultrace przyjeżdżają samochody z całego świata. W tym roku pojawił się Ruffian z GT40 i Galaxy 500, OilStainLab z Half-11, Rhino Racing z RR01, BMW z oryginalnym wyścigowym M3 GTR, Mercedes-AMG z kompletną linią Black Series i wyścigówkami Le Mans, a nawet La Squadra ze swoją wystawą. Pewnie pominąłem znakomitą większość gwiazd, ale jest tego tyle, że nie jestem w stanie tego zapamiętać. Wystarczy powiedzieć, że poziom jest abstrakcyjnie wysoki i gdzie nie kopnąć (nie dosłownie!) jest na czym zawiesić oko.
Cieszy mnie też fakt, że na tegorocznym Ultrace zabrakło debili. Co mam na myśli – nikt nie odpalał swojego Polo czy innego Golfa tylko po to, żeby postrzelać z wydechu i zrobić rumor. Każdy uczestnik zachowywał się kulturalnie i bardzo jestem z tego faktu kontent. Powiecie, że nie lubię spalinowych silników. Uwielbiam, ale rozróżniam dobrze zrobiony wydech, który wyciąga z silnika najlepsze tony od tego, który powstał tylko po to, żeby było głośno i strzelało z wydechu.
Odwołam się jeszcze do kontrowersyjnej decyzji organizatorów do absolutnego zakazu oklein na całe auto. Popieram to w 100%. Większość aut po takiej zmianie koloru wyglądała tragicznie i na Ultrace spływało z tego powodu mnóstwo hejtu. Teraz tego nie ma i co? Cisza, hejtu brak. Nie znaczy to oczywiście, że wszystkie naklejki są zabronione – nadal możecie oklejać swoje auta, ale raczej w formie naklejek czy kalkomanii, nie całościowej zmiany lakieru.
Ultrace PA Revival
Już chyba od dwóch lub trzech lat strefa driftu na Ultrace nazywa się Ultrace Parking Area – nawiązując między innymi do japońskiego Daikoku PA. We Wrocławiu oczywiście było po prostu Ultrace PA, ale przy zmianie lokalizacji zmieniła się także strefa driftu więc tym razem nazwa brzmi „Ultrace PA Revival”. Proste, prawda?
Większa ilość miejsca na całej imprezie przełożyła się oczywiście na większą ilość miejsca na Ultrace PA. Sam tor do driftu był dłuższy i szerszy niż we Wrocławiu, a Ci, którzy chcieli oglądać latanie bokiem nie musieli gnieździć się przy barierkach – dostępna była cała, wielo-piętrowa trybuna. Cieszy mnie to niesamowicie, bo mogłem podejść i przez godzinkę pić wodę i patrzeć na obłoki dymu z opon. Czułem się nieco sfrustrowany, że nie ja driftowałem, ale… ciężko byłoby to zrobić w Audi A3, prawda?
Najważniejsze – udało mi się zrobić zdjęcie driftującego Forda Probe, który w zeszłym roku mi umknął. To mało istotne, ale już sam nie wiedziałem czy mi się coś przywidziało czy to prawda. No dobra, to nie było najważniejsze, ale cieszę się, że mi się nie przywidziało.
Ultrace 2026 - zakończyło się jak zwykle
Czyli za szybko. Ultrace trwa tylko dwa dni. Niezależnie od kondycji fizycznej i ilości okrążeń dookoła obiektu nie ma szans na zobaczenie wszystkiego. Tak naprawdę, żeby wszystko zobaczyć i nacieszyć się imprezą w 100% potrzeba by było… chyba tygodnia. A i nawet to mogłoby być za mało.
Mój ostatni powód do narzekań jest dość błachy. W tym roku na Ultrace pojawiły się dwa naprawdę wyjątkowe supersamochody: C1000 i Sirius marki Lotec. Oba wyprodukowane w jednej sztuce. I z jakiegoś powodu C1000 dostał się do najlepszej 16 imprezy, z której potem wybrane było najlepsze auto Ultrace. To nie dobrze, bo to był seryjny wóz, jedyne co trzeba zrobić, by mieć Loteca to mieć odpowiednio grupy portfel. A już nie wspominam o tym, że tytuł najlepszego samochodu Ultrace zdobyło auto należące do jurora. Porażka.
Mimo to – na 100% widzimy się Ultrace za rok. Impreza prezentuje taki poziom, że naprawdę warto zaznaczyć sobie w kalendarzu termin kolejnej edycji i śledzić kiedy pojawią się bilety. Tak, bilety są drogie i jest ich mało. Ale jeśli tylko możecie sobie pozwolić na wyjazd na Ultrace to to zróbcie. Nie będziecie żałować.
