ivolucja.pl

Jakie marki zasłużyły w tym roku na prezent? A jakie na rózgę?

Na pewno wiecie, że Święty Mikołaj ma listę grzecznych i niegrzecznych dzieci i zależnie od tego przyznaje prezenty. A jakby to wyglądało w przypadku samochodów?

Wszyscy wiemy na jakich zasadach operuje Święty Mikołaj – tworzy on listę grzecznych i niegrzecznych dzieci i zgodnie z tą listą dostarcza prezenty. Niegrzeczne dzieci dostają rózgę/węgiel/obierki po ziemniakach (niepotrzebne skreślić), a grzeczne to co napiszą w liście do siwego brodacza. Oczywiście nie zawsze tak to działa – co prawdopodobnie będziecie w stanie potwierdzić przykładami z Waszego dzieciństwa. 

W świątecznym duchu zacząłem się jednak zastanawiać – co by było gdyby listy grzecznych i niegrzecznych dzieci dotyczyły również marek samochodowych? Czy w ogóle są na obecnym rynku marki, które w przeciągu ostatniego roku zasłużyły na rózgę/węgiel/obierki po ziemniakach (niepotrzebne skreślić)? I czy są marki, które zdecydowanie wyróżniły się na plus i faktycznie zasłużyły na dowolny prezent świata?
Oczywiście nie będę tutaj wypisywał wszystkich marek obecnych na świecie, bo to zajęłoby zdecydowanie za dużo czasu – ale te, które w mojej opinii najbardziej zasłużyły na bycie wpisanymi na którąś z list.

Te marki dostaną prezent

Zacznijmy może od dobrych wieści. Kilka marek, które w tym roku faktycznie zasłużyło na bycie wpisanym na listę grzecznych czy to z powodu technologii, designu, albo po prostu ogólnego poziomu premier i modeli. Tak, nawet w erze powszechnej elektryfikacji i narzekania entuzjastów na „brak prawdziwych samochodów” są marki, które robią świetne rzeczy i zdecydowanie wyróżniają się na plus. 

Renault

Czy to już ten moment gdy auto produkowane w 2012 jest retro? Najwyraźniej...

Wciąż słyszę płacz i narzekania entuzjastów na wycofanie modeli Renault Sport oraz smutek mojego własnego taty, że Renault już nie produkuje żadnego fajnego kombi jak Talisman (wcześniej Laguna) lub Megane, ale to było w latach ubiegłych.
Obecnie Renault jest, jakby to powiedzieli ludzie anglojęzyczni „on fire” i tegoroczne premiery tego producenta to jest po prostu pasmo hitów i nie da się tego inaczej określić. Nowe Renault 5, 4 oraz Twingo to samochody bardzo udane stylistycznie –  z resztą to nie tylko moja opinia, ale także innych entuzjastów, którzy nie potrafią wyjść z zachwytu na nowymi francuskimi autkami miejskimi. Dość powiedzieć, że nowa „Czwórka” zostało crossoverem roku, a Renault producentem roku według redakcji Top Gear.
Tak, możemy narzekać, że to wszystko samochody elektryczne i że to bez sensu, bo przecież ładowanie, zasięg… hurr, durr. Ale prawda jest taka, że po pierwsze miejskie samochody raczej nie jeżdżą na długie trasy (a 5, 4 i Twingo to typowe mieszczuchy), a po drugie Renault zrobiło retro tak dobrze, że chyba tylko Frank Stephenson z Mini i Fiatem 500 zrobił to lepiej. A nawet tego nie jestem pewny.

Hyundai

Hyundai nie przestaje zaskakiwać poziomem swoich samochodów.

Na tej pozycji mógłbym umieścić zarówno Hyundai’a, jak i Kię i Genesisa, bo każda z marek tego koncernu zasługuje na znalezienie się na liście grzecznych dzieci – a raczej marek. Całe to koreańskie trio zrobiło w tym roku rzeczy wyjątkowe i godne pochwały. Kia rozwija swoją linię EV, a do tego zaprezentowała świetnie wyglądającego sedana i hatchbacka K4. Genesis pokazał koncepcyjnego G90 Wingback, który jest jego odpowiedzią na BMW M5 Touring, a jakby tego było mało to w ramach rozwoju dywizji Magma odpowiadającej za najszybsze modele pokazano model GT prawdopodobnie napędzany silnikiem V8.
Ja wyróżniłem jednak Hyundaia z jednego prostego powodu – Ioniq 5 N doczekał się większego brata z nadwoziem sedan czyli Ioniqa 6 N, który ma ogromny spoiler. To oraz nowy Inster, czyli kolejne urocze autko miejskie, którym nie sposób się nie zachwycić. Swoją drogą – wiedzieliście, że Inster to wydłużona wersja sprzedawanego na rynku koreańskim modelu Casper?

Porsche

911 S/T to najlżejsza odmiana najnowsze 911. I nadal ma manualną skrzynię biegów!

Przyjaciele z krajów anglojęzycznych stwierdziliby, że pozytywne wyróżnianie Porsche to nisko wiszący owoc – innymi słowy coś oczywistego, często nie wartego wspominania. 
Ale ja wspomnę, bo to co Porsche robi to jakieś totalne szaleństwo. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, ma się rozumieć. Sytuacja wygląda tak, że Porsche w roku 2025 nadal ma w ofercie 4-litrowego, 6-cylindrowego Boxera kręcącego się do ponad 9000 obrotów na minutę. Kto inny robi takie rzeczy? Ferrari, Lambo, tak, tak. Ale Porsche jest jednak bardziej codzienną marką – nie tak jak Skoda, ale bez problemu podczas pójścia do sklepu zobaczymy jakieś Porsche w ruchu ulicznym. Inna sprawa, że Porsche Taycan jest jedynym realnym konkurentem dla nowo powstałych marek z Doliny Krzemowej i co najważniejsze – bez względu na napęd, Taycan ciągle jeździ jak na Porsche przystało.
A najlepsze jest to, że Porsche wróciło po rozum do głowy i nowy Cayman/Boxster nie będą elektryczne tylko spalinowe. Hurra!

Toyota

Od lewej: nowy Lexus LFA, GR GT3 oraz drogowy GR GT.

Toyota przez lata uchodziła za producenta nudnego. Bez duszy. Bez polotu. Takiego, którego produkty są wśród samochodów tym samym czym mąka wśród przypraw. Owszem, były czasy Supry, Celiki, MR2 i zwycięstw w WRC, ale wraz z początkiem XXI w. ekscytacja została skutecznie wykluczona z portfolio marki. 
Aż do teraz. Toyota znów postanowiła rozwijać wachlarz ekscytujących modeli. Mamy GR86, GR Suprę, GR Yarisa, GR Corollę oraz Priusa, który w końcu wygląda jak powinien. Co ja mówię jak powinien – Prius wygląda świetnie!
A teraz Toyota postanowiła do końca zagiąć konkurencje modelem GR GT czyli samochodem od podstaw zbudowanym z myślą o wyścigach w klasie GT3, który będzie można kupić w salonie. Najlepszym elementem GR GT nie są jednak jego osiągi czy design, a to, że produkcja nie jest limitowana i jeśli tylko masz pieniądze możesz wejść do salonu i takie auto po prostu kupić. 

Dacia

Bigster jest to po prostu duży samochód. Niewiele pozostało aut, które nie próbują do tego na siłę dorzucić "premium".

Wiecie co? Nie tylko samochody sportowe i emocje podczas szybkiej jazdy mają znaczenie. Czasem fakt, że samochód po prostu działa również jest ważny. A jeśli jest do tego w rozsądnej cenie, prowadzi się akceptowalnie i sprawdzi się w każdym zadaniu jakie będzie mu powierzone to także należy docenić.
A takie są właśnie Dacie. Wszyscy kochają Dustera, bo jest nieduży, pakowny, wygląda dobrze i jest naprawdę rozsądnie wyceniony. Sandero pomimo niskiej ceny również idealnie spełnia swoje zadanie, nie jest co prawda tak uniwersalne jak Duster ale doskonale sprawdzi się w warunkach miejskich. Jogger pomimo wyglądu kombivana też zasługuje na pochwałę, bo jest jedynym samochodem w segmencie tanich aut dla dużej rodziny, w końcu ma 7 miejsc! Najmniejszy obecnie produkowany model Dacii czyli elektryczny Spring też zdobył serca klientów niską ceną i zeroemisyjnym napędem – a najlepsze jest to, że nie wygląda koślawo czego nie można powiedzieć o konkurencyjnym Leapmotorze.
Najnowsza premiera Dacii, czyli Bigster udowadnia, że SUV słusznych rozmiarów nie musi być drogą kolubryną klasy premium, a zamiast tego może pozostać praktycznym samochodem, który da się kupić za rozsądną cenę. Niesamowite to jest, że w momencie gdy każdy producent przesuwa się w kierunku premium Dacia pozostaje tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – czyli po prostu samochodem.

Te marki dostaną rózgę

Niestety nie każdy może być na liście grzecznych, zawsze znajdzie się jakiś ananas, który na prezent nie zasłużył. Marki, które widzicie poniżej w mojej opinii nie zasłużyły na prezent – czy to z powodu braku innowacji, nieciekawych modeli lub po prostu generalnie dlatego, że z jakiegoś powodu się na danym producencie zawiodłem.

Alfa Romeo

Od lewej: Junior, Tonale (to ten, o którym zapomniałem), Stelvio i Giulia.

Alfa Romeo powinna być awangardą motoryzacji. Powinna pokazywać jak zrobić samochód tak, by połączyć komfort, emocje i styl. Alfa Romeo powinna być, z braku lepszego określenia, włoskim BMW. Charakterne silniki, precyzja prowadzenia oraz świetnie narysowane nadwozie i wnętrze. Tego powinniśmy się spodziewać po tym producencie – szczególnie po szumnym wskrzeszeniu marki modelami Giulia i Stelvio.
A tymczasem Alfa Romeo prezentuje dwa modele. Oba będące skokiem na kasę. Pierwszym było 33 Stradale, które było niesprzedalnym i niechcianym bratem Maserati MC20 – które swoją drogą również się nie sprzedaje. Drugi model to Milano Junior czyli kolejny niewielki crossover napędzany felernym 1.2 koncernu Stellantis. To właśnie mamy z Alfy Romeo – przestarzałe modele flagowe, niechciany supersamochód oraz nudnego crossovera. Świetny powrót, chapeu bas.

Śmieszna sprawa, pisząc ten akapit zapomniałem o istnieniu Alfy Romeo Tonale. To pokazuje jak ważna jest ta marka na rynku.

Jaguar

Jest minimalizm i jest M I N I M A L I Z M

Żeby nie było – rózgi Jaguar nie dostanie za premiery nowych samochodów. Jaguar rózgę dostanie za ich brak. W roku 2025 Jaguar przestał produkować samochody, wypuścił dziwaczną reklamę, jeszcze dziwniejszy samochód koncepcyjny, a do tego zaorał już właściwie gotowy projekt nowego elektrycznego XJ-a. 
W jakim celu? Nie wiem. Zdaję sobie sprawę, że Jaguar nie przynosił zysków od… cóż, tak długo jak pamiętam. Ale po kontrowersyjnych ruchach tej marki jeszcze trudniej będzie zrobić cokolwiek z sensem, szczególnie, że rynek się zmienił od czasu pokazania konceptu Type-00 i samochód tego typu się nie sprawdzi. Przekonało się o tym Porsche z Taycanem, Maserati z Gran Turismo Folgore i Rimac z Neverą. I fajnie, cieszę się, że nowy Jaguar będzie miał 3 silniki elektryczne i ponad 1000hp mocy. Ale po co? Obawiam się, że to auto jest martwe już przed narodzinami…

Ferrari

Ferrari określa F80 jako pierwszy samochód z układem siedzeń 1+1. Nie, też nie rozumiem.

Wiele razy pisałem, że Ferrari nie jest moją ulubioną marką produkującą supersamochody i gdybym był w pozycji kupowania takiej zabawki to bez wahania kupiłbym Lamborghini.
Ale fakt, że Ferrari zostaje przeze mnie wpisane na listę „złych dzieci” nie ma nic wspólnego z osobistymi poglądami, marka sama się podłożyła. Jak zapewne wiecie, Ferrari ma całą historię flagowych samochodów z silnikami V12 – F50, Enzo, LaFerrari… Wszystkie limitowane, wszystkie niewyobrażalnie szybkie i wszystkie będące popisem technologii, ale każdy z nich brzmiał i miał charakter, który mogą mieć tylko samochody z V12. Tymczasem najnowszy flagowiec Ferrari ma… turbodoładowane V6. Wiem, że to specjalny silnik bazujący na jednostce stosowanej w wyścigowym 499P. Ale turbodoładowane V6 znajduje się w każdym większym SUVie klasy premium, a V12 było jednak czymś specjalnym, innym. Wielki, wkręcający się na szalone obroty silnik miał w sobie duszę. A V6 Turbo? Cóż… Nie chcę powiedzieć, że ten silnik brzmi źle, ale jest bardziej stłumiony niż poprzednicy i to nie ulega wątpliwości.
A jakby tego było mało, to nowe Ferrari 849 Testarossa to po prostu lifting kontrowersyjnego SF90, który zupełnie nie wygląda poprzedni model o tej nazwie. Do tej pory zachodzę w głowę co stylista miał na myśli dając pionowy, czarny pas na boku auta.

Lotus

Do jakiej marki idziesz chcąc kupić szalenie mocnego, elektrycznego SUVa? Do Lotusa oczywiście!

W przeciwieństwie do Ferrari Lotusa jestem wielkim fanem. Albo raczej – byłem wielkim fanem. Póki Lotus kierował się zasadą Colina Chapmana „uprość i dodaj lekkości” wydawał mi się idealnym kontrastem do nowoczesnych, przekombinowanych i często po prostu zbyt mocnych supersamochodów. Elise lub Exige nie potrzebowały szalonych mocy by dostarczyć frajdę – wystarczyła niska masa i silnik, który miał wystarczająco mocy by wykorzystać potencjał podwozia. To nie były auta sportowe, którymi dało się jeździć codziennie po bułki – to były auta, które zawsze dostarczały wrażeń. Nawet pierwszy Elise z silnikiem 1.8 produkcji Rovera dawał więcej frajdy niż nie jedno Ferrari.
Więc dlaczego rózga? Bo Lotus został wykupiony przez chińczyków, którzy zupełnie nie zrozumieli jak działa ta marka. Zamiast lekkich aut sportowych mamy 2-i-pół tonowe limuzyny i SUVy, a zamiast niewielkich mocy mamy czterocyfrowe liczby z dwójką z przodu. Jest oczywiście Emira, ale z masą prawie 1500kg daleko temu do Elise’a.
Lotus nie polega na pogoni za cyferkami. Lotus polega na przyczepności i zwinności. I właśnie za tą zdradę ideałów Lotus dostaje ode mnie rózgę.

Mercedes

To jest zrzut ekranu z konfiguratora Mercedesa - ta cena jest jak najbardziej realna.

Mercedes przez lat uchodził za markę, która nie tylko wprowadzała innowacje, ale przede wszystkim powodowała, że one działają właściwie od samego początku. Czegokolwiek Mercedes się nie dotknął działała i do tego działało dobrze. Zupełnie inną stroną medalu było AMG, które brało sprawdzoną technikę Mercedesa i budowało z niej najbardziej szalone samochody na rynku. W przeciwieństwie do M, AMG nie celowało w osiągi, a raczej czystą moc i nieprzeciętne zdolności zamieniania gumy w dym. 
A w tym roku zaskoczenie. AMG tworząc nowe C63 zamiast V8 wstawiło pod maskę… rzędową czwórkę turbo z układem hybrydowym. Moc wzrosła, osiągi też, ale co z tego skoro ten niewielki sedan waży więcej niż W220 na pełnej opcji, a do tego sam skomplikowany układ hybrydowy połączony z wieczną turbodziurą powoduje, że auto wydaje się bez przerwy zagubione? W ogóle, głupia sprawa, bo skoro już Mercedes ma tę mocną rzędową czwórkę – której kariera zaczęła się w A-klasie przypominam – to zamontowali ją też w AMG GT. Tym o to sposobem, można kupić 4-cylindrowe coupe za ponad 900 000PLN. Jakiś obłęd.

Czy to wszystkie marki?

Oczywiście, że nie. Na europejskim rynku marek jest zatrzęsienie, a jakby brać pod uwagę cały świat to myślę, że liczba poszłaby w tysiące. Ale marki, które wymieniłem wcześniej wyróżniły się w mojej opinii najbardziej.

Jeśli uważacie, że się mylę lub macie inne ciekawe spostrzeżenia – komentarze są Wasze, chętnie poczytam.

Zostaw komentarz