NFSU-Cover

Need For Speed Underground po 20 latach – czy nadal warto?

Need For Speed Underground był rewolucją w branży gier.

Obecnie seria Need For Speed próbuje przeżyć renesans. Mówię próbuje, bo średnio jej się to udaje. I nie chodzi o to, że to złe gry – najnowszy Unbound ryje banie i uważam, że jest jednym z najlepszych NFSów w historii. Po prostu fani są zapatrzeni w stare części i oczekują dokładnie takiej samej gry, jaką dostali w łapki 20 lat temu.

Problem polega na tym, że jeśli ktoś chce grę dokładnie taką jaką była 20 lat temu, to powinien zagrać w grę sprzed 20 lat. Sorry Winnetou, nie ma szans, by było inaczej. A 20 lat temu premierę miała gra, do której gracze wzdychają po dziś dzień.

Czyli Need For Speed Underground

Owszem – dwie kolejne części są zdecydowanie bardziej rozpoznawalne, niż bohater dzisiejszego wpisu, ale dla mnie Underground z 2003 zawsze będzie TĄ GRĄ, o której myślę gdy przypominam sobie moje początki z motoryzacją i grami komputerowymi.

Prawdopodobnie nie jestem jedyną osobą dla której stary NFSU był wstępem do świata 4 kółek. I niektórzy pewnie powiedzą, że Szybcy i Wściekli byli pierwsi i dla nich to właśnie film był zapalnikiem. Owszem, ale należy pamiętać, że film odbieramy tylko i wyłącznie jako bierny widz – Need For Speed Underground był grą, a co za tym idzie pozwalał po uszy zanurzyć się w świecie nielegalnych wyścigów jako aktywna postać, która ulepszając swój samochód pnie się na szczyt w rankingach, by zdobyć dziewczyny, pieniądze i respekt. No i najważniejsze: styl, który nie tylko pozwalał odblokować nowe części, ale także umożliwiał nam umieszczenie swojego samochodu na okładkach pism i płyt CD.

Fabuła, czyli dzień jak codzień

To jest właśnie Eddie i jego dziewczyna - Melissa

Jeśli ktoś mi powie, że którykolwiek NFS wyrywa z kapci fabułą, to go wyśmieję – ta seria gier nigdy z tego nie słynęła. Owszem – zdarzało się, że wydarzenia i dialogi dobrze oddawały klimat gry i zdecydowanie poprawiały immersję, ale to nigdy nie był aspekt, który był na pierwszym miejscu w grach tej serii.

W Underground nie jest inaczej. Fabuła jest prosta jak budowa silnika LS. Zaczynamy jako nieistotny, jakby to powiedział mój tata, “bolek”, który ogląda samochody zaparkowane na starcie wyścigu. Oczywiście, każdy zastanawia się o co chodzi i kto to taki, więc ktoś daje mu kluczyki do swojej mocno odpicowanej Hondy Integry Type-R i każe graczowi się popisać. Zadanie dość proste, wszak jest to wyścig samouczkowy, czyli w skrócie – przeciwnicy to debile.

Tego na zdjęciu nie widać, ale to auto toczy się po mału

Zaliczamy sukces, wszystko gra i buczy dopóki nasza koleżanka Samantha nie zapyta “ej, a czym przyjechałeś?”. Wtedy następuje wybór pierwszego samochodu – i to nie jest Forza Horizon 5, w której na start mamy dostępne fury wysokiej klasy, o których marzymy. Nie ma szans! Do wyboru na start mamy: Volkswagena Golfa IV GTi, Hondę Civic Si EM1, Mazdę MX-5 NB, Peugeota 206 GTi lub Dodge’a Neona I. I tyle – zero superfur czy innych aut marzeń. Zaczynasz od shitboxa, a jak coś Ci się nie podoba to wracaj do Forzy – w Need For Speed Underground nie ma miękkiej gry. 

I właśnie w tym momencie zaczyna się Twoja przygoda w roli pretendenta do zostania najlepszym kierowcą na rejonie. Celem jest ulepszanie samochodu, wygrywanie wyścigów i zdobywanie reputacji, by na końcu pokonać Eddie’go – najlepszego kierowcę w mieście, prowadzącego Nissana Skyline’a R34 GT-R.
Oczywiście na swojej drodze spotykasz również innych przeciwników, których musisz zostawić w chmurze dymu – i w tym momencie warto skupić się na Eastsiders, czyli na gangu najlepszych kierowców założonym przez Eddiego. Pilnują oni, by gracz za bardzo nie podskakiwał i przypadkiem nie próbował wyzwać ich szefa na pojedynek. Wychodzi im to całkiem nieźle, bo są szybsi niż normalni przeciwnicy, a wyścigi z nimi często są dłuższe lub mają większy ruch uliczny niż pozostałe. 

Ale jakie miasto?

Need For Speed Underground ma miejsce w fikcyjnym Olympic City, po którym niestety nie możemy poruszać się w sposób dowolny, na przykład po to by dojeżdżać na wyścigi lub wyzywać innych kierowców na pojedynki uliczne. Jedyną naszą rozrywką jest ściganie się w zawodach wybranych w menu trybu kariery zwanym trybem “Underground” lub w menu trybu “szybki wyścig”.

Miejsce akcji Undergrounda można opisać jako miasto żyjące nocnym trybem; pewnie dlatego, że nie uświadczymy w tej grze światła słonecznego. Niezależnie w którym miejscu jesteśmy, po ulicach zawsze jeżdżą samochody, a światła neonów odbijają się w mokrej nawierzchni, tworząc charakterystyczny dla wyścigów ulicznych klimat. Gdy mówimy o mokrych nawierzchniach warto wspomnieć, że w kałużach odbijają się także samochody i ich reflektory – a to jest sztuczka, której wiele nowoczesnych gier nie ogarnia.
Warto wspomnieć, że mapa i trasy w Undergroundzie są dość zróżnicowane, i to pomimo , że miasto zaprojektowane zostało tak, by poszczególne lokacje tworzyły spójną całość. Ulice, na których odbywają się poszczególne zawody łączą się ze sobą – na przykład na kilku wyścigach możemy zobaczyć to samo skrzyżowanie, ale przejeżdżamy przez nie w inne strony i w innych kierunkach. Jest to celowy zabieg, a nie niedoróba: Olympic City nie jest duże, więc ilość ulic do ścigania się jest ograniczona. Mimo to niektóre trasy mają skoki przez mosty zwodzone, fragmenty autostrad, wąskie uliczki z rozpadającymi się budynkami lub tory tramwajowe czy chińskie dzielnice niczym z San Francisco.

Sztuczki graficzne Need For Speed Underground

Gra momentami wygląda jakbyśmy zalali kawę RedBullem i najedli się cukru

Na początku XXI wieku komputery były o wiele słabsze niż są dziś – nie odkryłem tym zdaniem Ameryki, ale jest ono potrzebne, abyście zrozumieli jak wielkim szokiem była szata graficzna Undergrounda.
Obecnie, zarówno modele jaki i tekstury w tej grze nie robią wielkiego wrażenia, ale warto docenić jakie sztuczki twórcy wykorzystali by gracz nie miał szans zauważyć niedoskonałości grafiki.

Definitywnie najbardziej zauważalną z arsenału zastosowanych sztuczek jest jest tak zwany “blur” czyli rozmycie. NFSU jest bardzo szybką grą, szczególnie w późniejszych etapach rozgrywki, więc rozmywające się tekstury tylko potęgują odczuwanie prędkości.
Innym elementem, który ukrywa wiek gry jest fakt, że samochody są w ciągłym ruchu – nawet w menu – co oznacza, że koła zawsze się obracają, więc nie widać tego, że to opony to właściwie wielokąty, nie okręgi.

Auta w menu poruszają po nieskończonym tunelu

Mimo tych atutów, po 20 latach od premiery gra zaczyna trącić myszką. I mówię to z przykrością, bo mam niesamowity sentyment NFSU i bardzo chciałbym, żeby ten tytuł się nie starzał. Ale niestety starzeje się i obecnie ta gra jest po prostu… no, nie brzydka, ale ma ten sam problem, który mają wszystkie inne gry, które próbowały być realistyczne. Technologia poszła do przodu, a wydane gry stoją w miejscu i nie mają do zaoferowania ciekawych i dziwnych elementów graficznych, które zatrzymają proces starzenia lub spowodują, że dany twór zawsze będzie świeży.
Szczególnie komiczne w NFS Underground są realizowane na silniku gry scenki filmowe. W 2003 roku były szczytowym osiągnięciem technologii z modelami postaci i ich ruchem wykonanym przy pomocy CGI. Obecnie są one po prostu brzydkie i toporne – tyle dobrze, że nie ma ich zbyt wiele.

A jak się w tę grę… gra?

Dokładnie tak samo jak łapie się pchły. Czyli szybko! Serio, gameplay jest szybki. A w każdym razie taki się wydaje. 
Gra wydaje się szybka, bo nie jest zbyt długa: w trybie Undergound mamy do przejechania niewiele ponad 100 wyścigów. Ale żeby nie było zbyt nudno, są one podzielone na 5 rodzajów:

Circuit – jazda po torze. Każdy kierowca musi przejechać określoną liczbę okrążeń, a wygrywa ten, który przejedzie je jako pierwszy.

Lap Knockout – to samo co Circuit, ale co okrążenie odpada najwolniejszy kierowca – radzę mieć się na baczności, tu nie ma miejsca na błędy.

Sprint – wyścig z punktu A do punktu B. Warto zaznaczyć, że gra nie podaje, jaki procent wyścigu już przejechaliśmy.

Drag – wyścig w prostej linii, w którym biegi trzeba zmieniać ręcznie, ten tryb wyścigów nie obsługuje skrzyni automatycznej. Trzeba także pamiętać o tym, że by osiągnąć idealny czas przełożenia należy zmieniać w idealnych momentach – inaczej tracimy czas. No i inna ważna rzecz: nie rozbijcie się; uderzenie w barierkę lub inne auto kończy wyścig.

Drift – obecnie to oczywiste: nie liczy się prędkość a styl i finezja, z którą możemy ustawić nasze auto bokiem w zakręcie. Im większa prędkość i kąt tym więcej punktów. Ale uwaga! Uderzenie w ścianę anuluje wszystkie zebrane w danym poślizgu punkty!

Napiszę to jeszcze raz: największą zaletą NFSU jest odczuwanie prędkości. Feeria neonów, refleksów i różnorakich źródeł światła w połączeniu z rozmyciem i uwagą skupioną na… właściwie wszystkim, bo gra zaskakuje, powoduje, że często po dłuższym wyścigu gracz potrzebuje kilku sekund na dojście do siebie. 

Ale to nie znaczy, że gra jest niesprawiedliwa – samochody prowadzą się przewidywalnie, więc gracz jest w stanie przewidzieć, jaka będzie reakcja na określone działanie. Problem zaczyna się, gdy gramy na najwyższym poziomie trudności. Wtedy pojawiają się typowe dla gier z tamtego okresu sposoby na sztuczne utrudnianie, takie jak rubberbanding. Mankamentem, który doprowadzał mnie do szewskiej pasji jest fakt, że AI (czyli realnie wasi rywale) często wie gdzie pojawi się auto ruchu ulicznego i jest w stanie “zobaczyć je” zanim będzie ono w polu widzenia. Albo, co gorsza, auta ruchu ulicznego lubią wyjechać z bocznej uliczki i zatrzymać się przed graczem, tylko po to, żeby ten stracił trochę czasu. Na szczęście to problem najwyższego poziomu trudności – reszta jest okej i nie ma odczucia, że gra aktywnie spiskuje przeciwko graczowi.

Jest jeszcze jeden element Need For Speed Underground, o którym muszę wspomnieć czyli “Punkty Stylu”. Jest to element, którego w tej formie nie znalazłem w żadnej innej grze. A działa on tak: za sztuczki wykonywane podczas jazdy (takie jak skoki, drifty czy ryzykowne omijanie innych aut) dostajemy punkty. Na koniec wyścigu są one podliczane i mnożone przez wskaźnik reputacji naszego samochodu. Gdy zdobędziemy odpowiednią ilość punktów, dostajemy nagrod: na przykład zestaw naklejek na samochód lub unikalne auto do użytku w trybie szybkiego wyścigu. 

A właśnie - wskaźnik reputacji

5 gwiazdek czyli szał na mieście

Ci, którzy grali w Underground 2 wiedzą mniej więcej o czym mówię. W Underground mechanika ta jest prostsza, bo gwiazdek do zdobycia jest tylko 5. Mniej jest też ulepszeń wizualnych, ale nadal auto można dostosować do swoich potrzeb. Do wyboru są setki zderzaków, felg, spoilerów, lakierów, naklejek i innych dupereli, które obecnie nieco bawią, ale wtedy naprawdę robiły szał na mieście. Warto zaznaczyć, że wiele z tych elementów faktycznie można było zobaczyć na amerykańskich zlotach i ulicach, nie są one po prostu wymyślone przez twórców gry.

A’propos samochodów

Musicie wiedzieć, że Need For Speed Underground to była pierwsza gra, w której nacisk położono na tak zwane “tuner cars” czyli auta, które po wyjściu z fabryki są przeciętne, ale dzięki dobrym silnikom czy ciekawym sylwetkom mogą służyć za idealną kanwę do budowy personalnych dzieł sztuki. Dlatego w tej grze nie znajdziemy Lamborghini czy Porsche, a mnóstwo Hond, Mazd i Toyot.
Innym elementem gry, z którym nie spotkałem się nigdy później jest to, że w NFSU nie możemy posiadać więcej niż jednego samochodu na raz. Gdy chcemy zmienić samochód, musimy oddać stary i dopłacić do nowego odpowiednią sumę pieniędzy. I nie martwcie się, ulepszenia przenoszą się między samochodami, więc w trybie kariery nie musimy każdej fury ulepszać od początku, niezależnie czy chodzi o osiągi czy wygląd. 
Zabawną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest fakt, że nigdy nie płacimy pełnej ceny za samochód; to zawsze jest jakiś jej ułamek, co powoduje, że zdarzają się takie kwiatki jak Dodge Neon za 9 pieniędzy (brak jednostki monetarnej). Jakby mi ktoś oferował Neona za 9 to bym brał bez zastanowienia; najlepszy deal życia.

Zawartość hitów w hitach: 100%

EA obecnie próbuje budować dobre soundtracki do swoich gier – w 2003 nie było próbowania, po prostu im to wychodziło. W Undergroundzie usłyszymy takie gwiazdy jak Lil’ John, Rob Zombie, Static-X czy T.I.. Prezentowany w grze kolaż metalu, rocka, punku, elektroniki, rapu i hip-hopu idealnie budował atmosferę zlotów samochodowych lat 2000, gdzie świat ostrej muzy wcale nie kolidował z brudnymi wersami dźwięków ulicznych.
Rozdział muzyki również wyszedł nieziemsko: gdy budujemy furę marzeń i przeskakujemy po menu słuchamy dudniącego basem hip-hopu, natomiast podczas wyścigów w głośnikach (lub słuchawkach) rozbrzmiewa metal i elektronika wprowadzające nas w swego rodzaju trans.

Garść innych ciekawostek

Nie byłbym sobą gdybym się nie dowalił do kilku małych detali, które zawsze mnie zastanawiały lub dziwiły w tej grze. Przejdźmy więc od nich.

Nissan Skyline GT-R – problem z tym samochodem jest taki, że w 2003 roku nie było siły żeby legalnie nabyć takie auto w USA. Na ulicach pojawiło się kilka sztuk importowanych na różne, niezbyt legalne, sposoby. Jedną z nich miał Craig Liebermann, który odpowiadał za samochody zarówno w NFS Underground jak w serii filmów Szybcy i Wściekli. Fun Fact: Skyline Briana O’Connora to auto Craiga. Tak samo jak replika Skyline’a Eddie’go używana do promocji omawianej dziś gry.

Volkswagen Golf GTi – tutaj mój zarzut jest minimalny, pomijalny wręcz, ale wydało mi się to ciekawe. Gdy zaglądamy pod maskę tego auta wyraźnie widać napis “1.8T”. Mimo to samochód ten nie ma turbo, a według wiki napędzany jest silnikiem wolnossącym o pojemności dwóch litrów. 

Toyota Supra – w Need For Speed dostępna powinna być flagowa wersja modelu, prawda? Nie! Supra obecna w tej grze to wersja z 2JZ-GE, nie 2JZ-GTE. Czyli wersja bez turbo. Dziwne.

Dodge Neon – w Underground jest dostępny Dodge Neon, ale jest to model pierwszej generacji w nadwoziu 2-drzwiowym. Jest to o tyle zaskakujące, że w 2003 roku w sprzedaży była już druga generacja w zionącej ogniem odmianie SRT-4. Dlaczego wykorzystano stary model? Nie mam pojęcia. 

Czy warto zagrać w NFS Underground?

Nie. Zdecydowanie nie. Na tle nowoczesnych gier to jest przedszkole, gra obiektywnie brzydka i nieciekawa. Jeśli jednak chcecie poczuć nostalgię lub zobaczyć jak kiedyś grało się w gry – miłego grania. To dobra gra, ale ma już 20 lat i nie da się tego ukryć.
A jednak: nawet jeśli nie zamierzacie zagrać w tę grę, posłuchajcie chociaż muzyki. Ciekawe czy Wam soundtrack siądzie tak samo jak mi.

Jeśli bardzo chcecie zagrać w tej antyk, ale macie nowoczesny system operacyjny, to na MyAbandonWare jest do pobrania za darmo wersja z patchem, który dopasowuje Need For Speed Underground do nowoczesnych ekranów i pozwala ominąć zabezpieczenia antypirackie kolidujące z Windows 10.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis:

czytaj inne wpisy:

Suzuki X-90 kładzie nacisk na Sport w Sport Utility Vehicle

“Sportowe” SUVy to chwyt marketingowy – oprócz jednego: Suzuki X-90. Wiecie jaki kraj produkuje najdziwniejsze samochody? Utarło się mówić, że Francja. Coś w tym jest – hydropneumatyczne zawieszenia, 3-drzwiowe minivany, hot-hatche z silnikiem umieszczonym centralnie i długo jeszcze można by wymyślać.  I po co? Ale nawet najbardziej szalony pomysł Francuzów nie dorasta do pięt pomysłom

Czytaj więcej »

Haldex w większości przypadków nie pomaga.

Na pewno kojarzycie układy napędu AWD realizowane przy pomocy Haldexu – o to dlaczego to bez sensu. Podchodząc do swojego samochodu zapewne czujecie dumę widzą emblemat mówiący o obecności napędu na 4 koła. Bo wyciągnie Was z opresji, bo ułatwi jazdę na mokrej nawierzchni, bo Was stać na kupno bezpieczniejszego samochodu. Ja czuję pogardę. No

Czytaj więcej »

Typowy niemiecki porządek – historia Porsche 911 cz. 2

W modelach chłodzonych cieczą ciężko nie dostrzec ręki Volkswagena. Gdy Porsche 911 chłodzone było powietrzem, to rozwój tego modelu był bardzo chaotyczny, poprawki często wprowadzane były losowo albo bez ładu i składu – pisałem o tym w pierwszej części historii tego modelu (KLIK!). W przypadku modeli chłodzonych cieczą natomiast rozwój był już uporządkowany, a zmiany

Czytaj więcej »

Wiecie co? Mam tego dość. I Stellantis pewnie też.

Rewitalizacja Alfy Romeo? Co proszę? Na pewno obiło Wam się o uszy, że od niedawna istnieje motoryzacyjny moloch o nazwie Stellantis, który jest połączeniem dwóch koncernów – FCA i PSA. I ostatnio zacząłem się zastanawiać jaki jest pożytek z tak wielkiego koncernu. Nie, nie żartuję, naprawdę wydaje mi się, że to maszyna do generowania strat

Czytaj więcej »

Chcesz Teslę Model 3, ale nie chcesz Tesli? Oto alternatywy.

Naprawdę ciężko znaleźć lepszy nowoczesny wóz niż Tesla Model 3 – nawet jeśli producent zbiera… mieszane opinie. I tak, wiem, uczepiłem się ostatnio tej Tesli Model 3 jak rzep psiego ogona, ale naprawdę nie widzę powodu, żeby kupić inny samochód. Stosunek ceny do wyposażenia jest poza jakimkolwiek pojęciem, a jeśli dodamy do tego możliwości zdalnego

Czytaj więcej »

Najlepsze motoryzacyjne technologie, które zostały porzucone.

Motoryzacja obfitowała w wiele rewolucyjnych idei – takich, które miały zmienić oblicze samochodów. Zwykle jednak kończyło się zupełnie inaczej. Jest trochę tragedii w chwili gdy technologia robiąca szum swoim przybyciem na scenę trafia do skansenu porzuconych idei. To trochę jak z tym uzdolnionym dzieckiem w szkole – to przykry widok, gdy ktoś ambitny, mający na

Czytaj więcej »