drift-missile-cover

Byle czym byle bokiem czyli DRIFT MISSILE

Wierzę, że znacie przysłowie z tytułu tego wpisu. A jeśli nie, to już znacie. Byle czym byle bokiem jest najszybszym i najprostszym sposobem na wyjaśnienie czym jest Drift Missile. Lata jednak mijały, a styl Drift Missile przestał być koniecznością. Stał się… stylem. I to całkiem rozbudowanym i ważnym.

Jazda w kontrolowanej nadsterowności czyli w drifcie jest stylowa i niebezpieczna. Stylowa, bo hurtownia dymu zwana tylnymi oponami jest bardzo widowiskowa. Niebezpiecznym, bo auto nie jest wtedy w pełni kontrolowalne. Nie znaczy to oczywiście, że w ogóle jest niekontrolowalne. Chodzi raczej o to, że ciężej nim uciec gdy wydarzy się coś niespodziewanego. Wracając jednak do samego stylu Drift Missile. Styl ten różni się od Bippu tym, że Bippu powstało tylko po to by się pokazać. Drift Missile natomiast powstał… z potrzeby zabawy i ograniczonych funduszy.

Zabawy mówisz…?

Widzicie, że nadwozie tego auta jest tylko niewiele wartą obudową/zdjęcie: Stance Works

Zabawy. Zwykle drift jest rozrywką i tylko niewielki procent ludzi na nim zarabia, a jeszcze mniej się z niego utrzymuje. Drift potrafi być także mocno destrukcyjny mimo swojej finezji. Zarówno dla otoczenia jak i dla samochodów. To pierwsze nie jest problemem, bo zawsze liczysz na to, że jeśli zawiniesz się odpowiednio szybko to nikt nie ogarnie kto wygiął słup albo połamał płot. Jeśli chodzi o samochód sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo życie to nie gra. Nie wystarczy zaparkować auta w garażu, a rano będzie ono magicznie naprawione. Na nowe zderzaki, błotniki, światła trzeba niestety wydać swoje własne pieniądze. I tu pojawia się problem, czy opłaca się kupować nowy zderzak, skoro i tak za kilka chwil będzie znów pęknięty? Nie bardzo. Naprawia się go więc szybko na trytki i driftuje dalej. I właśnie takie połatane trytkami i taśmą auto nazywamy “Pociskiem Driftowym” czy Drift Missile.

Blizny wojenne są jednak fajne

Nawet na Ultrace zdarzają się wpadki w drifcie/zdjęcie: Michał Kokot @Lysy_w_kartonie

Styl Drift Missile w pewnym momencie przestał być tylko koniecznością, a stał się swoim własnym kierunkiem w tuningu samochodów. Ludziom spodobał się wygląd poobijanych aut, pełnych autentycznych przetarć i wgnieceń. Nie dziwię się, jest to prawdziwe i charakterne. Łatwo wtedy uwierzyć, że dany driftowóz nie służy tylko do ładnego wyglądania. Inną sprawą jest to, że dodatkowymi smaczkami pocisków driftowych jest prawie idealna mechanika przy maksymalnie ograniczonych finansowo modyfikacjach nadwozia. Błotniki są więc wtedy wygięte albo wycięte nierówno, a tylne klapy doklejone na taśmę do reszty nadwozia, bo przy kolejnym uderzeniu padł zamek. Ot życie. Chodzi o frajdę i tylko tyle. Jazda broni się sama, niezależnie od wyglądu auta.

Celowe Drift Missile

To ten Nissan S14a jest dla mnie definicją celowego Drift Missile/zdjęcie: SpeedHunters

Gdyby spojrzeć na to z boku, człowiek zastanawia się “po kiego grzyba, psuć swoje auto?”. Właściwie, to ciężko znaleźć modyfikacje do samochodu, która go nie zepsuje w taki lub inny sposób. Ale domyślam się, że w pytaniu chodzi o psucie czystego wyglądu seryjnego auta bliznami wojennymi. Nie mam chyba innej odpowiedzi niż “bo to fajne”. Są auta, które już od początku modyfikowania są przewidziane jako celowe Drift Missile. Zastępuje się wtedy tylne boczne szyby metalowymi panelami, poszerzenia błotników zrobione są ze starych rejestracji. Spotkałem się nawet ze spoilerami zrobionymi ze znaków drogowych. Ma być dziwnie, kontrowersyjnie i “tanio”, nawet jeśli koszt modyfikacji jest droższy niż normalna część tego rodzaju.

Ale skąd to się wszystko wzięło?

To normalny wygląd auta podczas Ebisu Matsuri/zdjęcie: SpeedHunters

To jest chyba pytanie od którego powinienem ten wpis zacząć, ale lepiej o tym napisać późno niż wcale. Styl ten wziął się głównie z Ebisu Matsuri. Chodzi o festiwal Driftu na torze Ebisu w Japonii odbywający się trzy razy w roku (na wiosnę, lato i jesień). Nazwa tego wydarzenia nie jest zbyt kreatywna, bo Matsuri to z japońskiego festiwal, a Ebisu to nazwa toru. Festiwal Ebisu. Proste prawda? Fenomen tego eventu wziął się z nietypowej formuły. Uczestnicy mają wstęp na tor przez siedem dni. Dzień i noc. Nie ma ograniczeń. Co oznacza, że drifterzy kombinują jak koń pod górkę, jak wyciągnąć z wydarzenia jak najwięcej zabawy i driftują swoimi autami dopóki nie rozlecą się do końca. Skutkiem tego jest mnóstwo stłuczek, połamanych zderzaków, rozwalonych felg i uszkodzonych błotników. Często właśnie auta, które kupuje się specjalnie pod Ebisu Matsuri nazywane są Drift Missile, bo to dosłownie pociski do rozwalenia podczas festiwalu.

Oj.../zdjęcie: Coub

Teraz już wiecie wszystko o Drift Missile. Jak wam się podoba ten styl?

Zdjęcie główne: Aaron Mai Media

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis:

czytaj inne wpisy:

Suzuki X-90 kładzie nacisk na Sport w Sport Utility Vehicle

“Sportowe” SUVy to chwyt marketingowy – oprócz jednego: Suzuki X-90. Wiecie jaki kraj produkuje najdziwniejsze samochody? Utarło się mówić, że Francja. Coś w tym jest – hydropneumatyczne zawieszenia, 3-drzwiowe minivany, hot-hatche z silnikiem umieszczonym centralnie i długo jeszcze można by wymyślać.  I po co? Ale nawet najbardziej szalony pomysł Francuzów nie dorasta do pięt pomysłom

Czytaj więcej »

Haldex w większości przypadków nie pomaga.

Na pewno kojarzycie układy napędu AWD realizowane przy pomocy Haldexu – o to dlaczego to bez sensu. Podchodząc do swojego samochodu zapewne czujecie dumę widzą emblemat mówiący o obecności napędu na 4 koła. Bo wyciągnie Was z opresji, bo ułatwi jazdę na mokrej nawierzchni, bo Was stać na kupno bezpieczniejszego samochodu. Ja czuję pogardę. No

Czytaj więcej »

Typowy niemiecki porządek – historia Porsche 911 cz. 2

W modelach chłodzonych cieczą ciężko nie dostrzec ręki Volkswagena. Gdy Porsche 911 chłodzone było powietrzem, to rozwój tego modelu był bardzo chaotyczny, poprawki często wprowadzane były losowo albo bez ładu i składu – pisałem o tym w pierwszej części historii tego modelu (KLIK!). W przypadku modeli chłodzonych cieczą natomiast rozwój był już uporządkowany, a zmiany

Czytaj więcej »

Wiecie co? Mam tego dość. I Stellantis pewnie też.

Rewitalizacja Alfy Romeo? Co proszę? Na pewno obiło Wam się o uszy, że od niedawna istnieje motoryzacyjny moloch o nazwie Stellantis, który jest połączeniem dwóch koncernów – FCA i PSA. I ostatnio zacząłem się zastanawiać jaki jest pożytek z tak wielkiego koncernu. Nie, nie żartuję, naprawdę wydaje mi się, że to maszyna do generowania strat

Czytaj więcej »

Chcesz Teslę Model 3, ale nie chcesz Tesli? Oto alternatywy.

Naprawdę ciężko znaleźć lepszy nowoczesny wóz niż Tesla Model 3 – nawet jeśli producent zbiera… mieszane opinie. I tak, wiem, uczepiłem się ostatnio tej Tesli Model 3 jak rzep psiego ogona, ale naprawdę nie widzę powodu, żeby kupić inny samochód. Stosunek ceny do wyposażenia jest poza jakimkolwiek pojęciem, a jeśli dodamy do tego możliwości zdalnego

Czytaj więcej »

Najlepsze motoryzacyjne technologie, które zostały porzucone.

Motoryzacja obfitowała w wiele rewolucyjnych idei – takich, które miały zmienić oblicze samochodów. Zwykle jednak kończyło się zupełnie inaczej. Jest trochę tragedii w chwili gdy technologia robiąca szum swoim przybyciem na scenę trafia do skansenu porzuconych idei. To trochę jak z tym uzdolnionym dzieckiem w szkole – to przykry widok, gdy ktoś ambitny, mający na

Czytaj więcej »