ivolucja.pl

Pamiętasz gdy Brabus wsadził V12 do E-klasy?

Firmy tuningowe często podkręcają osiągi w samochodach. Ale Brabus przez lata wsadzał V12 tam gdzie nie powinno go być.

Swapy silników to obecnie temat na tyle popularny, że nawet ja zastanawiam się jaki głupi silnik można wstawić do mojego auta zamiast „legendarnego” 1.8T. Nie żeby 1.8T był zły, ale… no, nie mogę przestać myśleć nad 5-cylindrowym 2.5 stosowanym między innymi w Volkswagenie Jetta piątej generacji. Nie mam ku temu żadnych rozsądnych powodów, po prostu myślę, że pięć garów fajnie mruczy. 

Z podobnego założenia wychodzą inżynierowie pracujący w największych markach świata. Tak, oni też są trochę szaleni i od czasu do czasu potrzebują zrobić coś innego niż zastanawiać się jak włożyć jak najmniejszy silnik do jak największego auta – patrz Ford Mondeo 1.0EcoBoost. Były na przykład przypadki, kiedy uznali, że trzeba zrobić wręcz przeciwnie i upychali wielkie silniki do malutkich aut.
Patrzcie na to:

BMW Z3 V12 - ćwiczenie polegające na wstawieniu silnika z Serii 7 do niewielkiego roadstera.

Konstruktorzy BMW podczas nudy w pracy postanowili włożyć V12 z Serii 7 do najmniejszego roadstera czyli Z3. Totalny pokaz możliwości, a może raczej… sztuka dla sztuki, bo ten model nigdy nie miał wyjechać na ulice. No ale udało się, brawo BMW, gratuluje, szkoda tylko, że Z3 M Coupe nie dostało takiego silnika.

Czasem takie dziwadła wyjeżdżają na drogę

Białe Renault Clio v6 od frontu, podczas jazdy
Samochodowy świr. Nie mogę tego inaczej określić.

Przykład pierwszy z brzegu: Renault Clio V6. Samochód nikomu nie potrzebny, ale zbudowany na tyle szybko zanim do kogoś dotarło, że to bez sensu. Tak, było trudne w prowadzeniu. Tak, nie było dużo szybsze niż Clio 182, ale za to dużo droższe. Tak, silnik był nieco bez charakteru, bo to po prostu V6 z Laguny. Tak, to bez sensu, ale pal to sześć. Żart niezamierzony, jak coś.

Lancia Thema 8.32 była pierwszym sedanem z aktywną aerodynamiką.

To nie jest jedyny przykład niepotrzebnie wielkich silników w normalnych autach, bona przykład weźmy Passata B5. Oferowana w nim jednostka W8 nie była w nim tak naprawdę do niczego potrzebna – ale klient z wyjątkowo zasobnym portfelem mógł ją wybrać. Swoją drogą zastanawiam się na ile Passat B5 budowany był z myślą o W8, a na ile dopiero później wyszło, że ten silnik się tam zmieści. Inny, nie mniej legendarny sedan z niepotrzebnym silnikiem ośmiocylindrowym to Lancia Thema 8.32 z V8 opracowanym przez Ferrari. Ten samochód również nie był specjalnie przemyślany a sam Enzo kazał zdjąć z silnika w Lancii wszystkie znaczki marki. 

Co do zasady takie auta pozostają konceptami

Twin'Run było konceptem poprzedzającym Twingo napędzanym 3.7-litrowym V6.

Tutaj dobrym przykładem jest Renault Twin’Run, które zapowiadało trzecią generację Twingo. Jeździło i było w pełni funkcjonalnym samochodem, ale nie miało nigdy trafić do produkcji – zrobiło jednak zamieszanie w prasie motoryzacyjnej, więc to trzeba docenić.

Dla przypomnienia - najmocniejszy silnik dostępny w Golfie V to 3.2 litrowe VR6.

Innym słynnym przykładem jest Volkswagen Golf GTI W12 samochód, który de facto był zlepkiem innych pojazdów z grupy VW – między innymi Bentleya czy Lamborghini. Były nawet przez chwilę plany żeby Golfa W12 wprowadzić do krótkoseryjnej produkcji, ale finalnie nic z tego nie wyszło. 

Od czego mamy firmy tuningowe?

A no od tego, żeby tuningować samochody, duh. Są jednak firmy mniej-tuningowe i bardziej-tuningowe. Po namyślę stwierdzam, że brzmi to dość koślawo, ale już wyjaśniam. Firmy mniej tuningowe to takie, które zajmują się głównie jednym aspektem samochodów – na przykład wyglądem – i raczej nie oferują kompletnych ofert przebudowy, zamiast tego ich produkty można kupić i zamontować samodzielnie. Firmy bardziej-bardziej tuningowe to te, które oferują pełne konwersje samochodów modyfikując osiągi, wygląd i często wnętrze. Przykładami takich firm jest Koenig Specials, Mansory czy Gemballa.

Ten drugi rodzaj firm często stara się poruszyć Słońce i Ziemię byle tylko zaoferować produkt, którego nie da się dostać u przeciętnego dealera marki. Zwiększanie mocy, pakiety nadwozia, odjechane wnętrza i możliwości personalizacji… Czegokolwiek byście nie chcieli i nie ma tego w normalnym katalogu to prawdopodobnie jest dostępne u któregoś z tunerów. 

Przykład 1: Alpina B8 4.6

4.6 to nie był jedyny silnik dostępny w Alpinie B8 - na Japonię wyszło kilka sztuk z silnikiem 4.0.

Konstruktorzy BMW stwierdzili, że do nadwozia Serii 3 E36 nie da się włożyć V8 i dlatego nie oferują takiego modelu. Alpina stwierdziła, że opowiadają farmazony i V8 wejdzie do E36 na pełnym luzie. 
Efekt był taki, że zarówno Alpina jak i BMW mieli rację. V8 faktycznie weszło do E36, ale wymagało sporych przeróbek, na które BMW nie mogło sobie pozwolić. 
Problem w tym, że Alpina nie kwalifikuje się jako tuner, a raczej osobna marka (wiem, to kontrowersyjny temat), więc B8 4.6 ciężko mi sklasyfikować jako szalony produkt tunera. To znaczy to faktycznie szalony produkt, ale osobnej marki, więc się nie liczy.

Przykład 2: Artz Golf 928

Golf został wydłużony i poszerzony by zmieścić pod sobą Porsche 928.

To jest dopiero szalony pomysł! Volkswagen nawet nie miał w ofercie silnika V8, więc nie było mowy, żeby jakikolwiek model w taki motor wyposażyć. Ale – ponownie – od czego są firmy tuningowe? 
Tym razem niemiecka firma Artz postanowiła… cóż, nie mogę powiedzieć, że zmienić silnik, bo to raczej zmiana wszystkiego. By włożyć pod maskę Golfa silnik V8 Artz wybrał najdziwniejszą drogę i po prostu postawił nadwozie kompaktowego VW na nadwoziu Porsche 928. Cyk, fik, pach, mamy niesamowicie szybkiego Golfa z napędem na tył i V8 pod maską.
Chociaż był to faktycznie projekt tunera, o tyle ponownie – ten przykład się nie liczy. Artz Golf 928 powstał w jednej sztuce, bardziej jako zabawka niż realny produkt w sprzedaży.

Był jednak taki tuner, który nie bał się wyzwań

W tym przypadku mówiąc o wyzwaniach nie mam na myśli tylko bezmyślnego podążania za cyferkami, a raczej sposób w jaki te cyferki można uzyskać. Owszem, fajnie jest wziąć silnik i wzmocnić go do tysiąca koni, ale jeśli on był w danym modelu od początku to trochę pójście na łatwiznę, prawda?

Więc jeśli byliście naprawdę bogaci i chcieliście mieć pod maską auta silnik, którego nie powinno tam być Wasz wybór nie był ograniczony tylko do Alpiny B8 E36, mogliście pójść w jeszcze jedno miejsce.

Czyli do Brabusa

Halo, Taxi! To nie Taxi, to Baleron z V12!

Brabus jako tuner zajmuje się głównie samochodami marki Mercedes-Benz – ale ze wszystkich modeli tego producenta wybrał E-Klasę jako ulubiony. Nie topową S-klasę, nie terenowego MLa lub G, a właśnie średniego sedana kojarzącego się głównie z taksówkami. Nie wiem czemu, nie pytajcie. 
W każdym razie – właśnie E-klasa posłużyła Brabusowi do najbardziej ekstremalnych projektów, które w polegały głównie na upychaniu do niej V12 z S-klasy. 

Halo, Taxi? Również nie! To Okular o mocy prawie 600hp!

Jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało, to tak, Brabus faktycznie upchnął w klasie E silnik V12. Jest to o tyle absurdalne, że nikt inny nie podjął się takiego zadania w Audi czy BMW. 
Jeszcze dziwniejszy jest fakt, że Brabus nie wsadził widlastej dwunastki do E-klasy raz, albo dwa. Nie, nie… Takie kombinacje przewijały się przez wszystkie generacje średniego sedana Mercedesa od W124 do W212 włącznie. Swoją drogą – czy ktokolwiek widział takiego Balerona z V12 czy to raczej miejska legenda? Bo udało mi się znaleźć informację, że taki samochód powstał oraz jakieś specyfikacje silnika, ale niewiele więcej. A już nawet nie mówię, że widziałem takiego Über-Balerona, bo nie widziałem.

Um... Taxi? Ponownie nie - to znów potężna E-klasa z momentem obrotowym 1100Nm!

Potem były oczywiście kolejno W210 i W211 z V12 pod maską, które były, co ciekawe są lepiej udokumentowane niż W124. Dodatkowo zaznaczę, że W211 zrezygnowała z wolnossącego V12 na rzecz układu BiTurbo. Tak, to ten sam silnik, który musiał być ograniczony oprogramowaniem do 1100Nm, żeby nie przemielił skrzyni biegów. Z resztą, Brabusy też były ograniczone, bo generowane przez nie moment obrotowy na poziomie 1400Nm zrobiłby ze skrzyni biegów tatar.

Najciekawsze jest brabusowe W212

Taxi...? Daj już spokój, to nawet nie wygląda na taksówkę!

Myślę, że Brabus wiedział, że W212 to będzie ostatnia generacja E-klasy, w której będą w stanie zamontować V12, nic więc dziwnego, że postanowili wykorzystać możliwości tej platformy do maksimum. 
Tak powstał Brabus E V12 Black Baron czyli najmocniejsza E-klasa spod rąk Brabusa. Moc 800hp, 1420Nm (ograniczone do 1100Nm…) i napradę szalony pakiet aerodynamiczny. Łatwo zwrócić uwagę na wielkie wloty powietrza w przednim zderzaku oraz ogromne skrzela w przednich błotnikach, ale to nie one są najważniejsze. Najważniejszy element kryje się z tyłu i są to osłony zakrywające tylne koła. Wygląda to kosmicznie, ale to nie wygląd wymusił ich zastosowanie – chodziło o aerodynamikę. Brabus chciał, żeby Black Baron był pierwszą E-klasą, która osiągnie 400km/h i… jeśli wierzyć Brabusowi, było to technicznie możliwe. 
Niezależnie od tego czy Black Baron mógł osiągnąć 400km/h czy nie, faktem jest, że niewiele osób będzie w stanie tego doświadczyć. Ultymatywnego Brabusa powstało 10 sztuk, każda kosztowała około 600 000 dolców. Sporo.

Obecnie takie modyfikacje by nie przeszły

Pod względem cyferek Lucid bije Black Barona na głowę i kręci dookoła niego kółeczka.

Z kilku powodów.
Po pierwsze dlatego, że większość marek odpuściła sobie silniki V12 i nie robi ich już wcale. Oprócz aut sportowych V12 możemy znaleźć tylko w Maybachach i Rolls Royce’ach. 
Po drugie dlatego, że silniki V8 czy nawet R6 są obecnie na tyle potężne, że osiągnięcie z nich mocy wcześniej zarezerwowanych dla V12 nie jest problemem. Owszem, brzmią inaczej, ale sama prędkość może być nawet większa dzięki mniejszym oporom wewnętrznym.
Po trzecie moc 800 czy nawet 1000hp w samochodzie rodzinnym nie robi już na nikim wrażenia – samochody typu Lucid Air lub Tesla Model S Plaid są w stanie zapewnić podobne osiągi bez wysilonego silnika. Pomijam tutaj kwestie brzmienia rzecz jasna.

Nie zmienia to jednak faktu, że Black Barona chciałbym mieć...

Zostaw komentarz