To niecodzienna sytuacja, żeby samochód elektryczny w fabryce został przerobiony na spalinowy.
Jest takie przysłowie „tonący brzytwy się chwyta”. W tym przypadku tonącym jest Fiat, a brzytwą są silniki spalinowe.
Już tłumaczę – po niewątpliwym sukcesie nowego Fiata 500 z roku 2007 (Uwaga, ten z lat 50′ również nazywał się Nuova 500!) postanowiono, by nie ruszać tego co jest dobre i zostawiono go w produkcji na przeszło 15 lat bez większych zmian. Ciągle ta sama konstrukcja, silniki i mechanika. Dopiero w roku 2020 Fiat został zmuszony by wprowadzić nową generację stylowego mieszczucha.
I co nastąpiło?
Cóż… posługując się młodzieżowym językiem – Fiat się wywalił i sobie głupi ryj rozwalił.
Podobnie jak wielu innych europejskich producentów, Fiat mocno przeszacował zainteresowanie samochodami elektrycznymi wśród konsumentów – a dodatkowe wepchnięcie 500 na półkę z autami premium (przypominam, że nowy Abarth 500e kosztuje więcej niż Tesla 3 Perf.) nie pomogło – oznacza, że sprzedaż tego modelu spadła jak z klifu.
Fiat zauważył, że grunt pali mu się pod nogami i szybko zaczął kombinować co zrobić, żeby Fiat 500 znów zaczął się sprzedawać. Wynikiem rozmyślań był… silnik spalinowy.
A to dość niesamowite
W sensie sam fakt pojawienia się spalinowego Fiata 500 nie jest specjalnie interesujący – taki stan rzeczy mieliśmy… no właściwie od lat 30′, gdy pierwszy samochód oznaczony jako Fiat 500 pojawił się na rynku. Od tego momentu Fiat zawsze miał jakiś spalinowy, tani, mały samochodzik dla mas. Czy było to Nuova 500, czy 126 czy Cinquecento lub Seicento – Fiat zawsze coś miał i teraz znów ma.
To co jest jednak niesamowite, to fakt, że nowy 500 to pierwszy przypadek w historii motoryzacji – zgodnie z moją wiedzą w każdym razie – w którym samochód elektryczny został przerobiony na spalinowy jeszcze w fabryce.
To na pierwszy rzut oka nie wydaje się nie samowite – przecież jest mnóstwo samochodów, które oferowane są zarówno jako EV jak i spalinowe i nikt nie robi z tego halo. Taki na przykład Opel Mokka E, który występuje zarówno z silnikiem spalinowym jak i elektrycznym.
Więc dlaczego Fiat 500 jest wyjątkowy?
Już tłumaczę.
Wszystko rozbija się o upakowanie komponentów w samochodzie, które różni się zależnie od tego jaki napęd ma dane auto.
Na przykład w samochodzie elektrycznym zwykle wygląda to tak:
Bateria umieszczona jest pod podłogą, a silnik (lub silniki) elektryczne są montowane nisko między kołami i nie zajmują dużo miejsca. Taka konstrukcja zapewnia dużą ilość miejsca dla kierowcy i pasażerów oraz podwójny bagażnik znajdujący się zarówno z tyłu jak i z przodu pojazdu.
Jak wygląda rozłożenie elektrycznego układu napędowego i przestrzeni pasażerskiej schematycznie zaznaczyłem na obrazku poniżej:
Samochody spalinowe z kolei muszą mieć przewidziane miejsce na silnik oraz wał napędowy i/lub wydech, które idą przez sam środek podwozia i potrzebują tunelu – stąd ta wypukłość między siedzeniami tylnej kanapy. Dodatkowo pod tylną kanapą często znajduje się bak paliwa, który nie bardzo da się przesunąć – gdyby był za tylną kanapą, to nie dałoby się jej złożyć, a gdyby dać go całkowicie z tyłu to podczas wypadku mógłby się rozszczelnić. Konsekwencji wycieku paliwa nie muszę tłumaczyć.
I teraz tak – samochód spalinowy da się przerobić na EV we w miarę prosty sposób. W miejscu silnika spalinowego wstawiamy silnik elektryczny, tam gdzie był bak wstawiamy akumulatory, które również dorzucamy do bagażnika oraz jeśli się zmieszczą to do tunelu, w którym normalnie jest wydech. To nie daje tak dużej baterii jak w konwencjonalnym aucie elektrycznym, ale prądu i tak jest wystarczająco w większości przypadków.
I teraz pytanie do Was, drodzy czytelnicy – czy widzicie w tym pewien problem? Szczególnie w kontekście Fiata 500e, który projektowany był tylko i wyłącznie jako elektryk i nie było żadnych planów na wersję z silnikiem spalinowym?
Otóż to: gdzie upchnąć silnik?
Nigdzie. No dobra gdzieś trzeba. Generalnie plusem Fiata 500e jest fakt, że w założeniach musi mieć napęd na oś przednią – to oznacza brak wału napędowego przechodzącego przez środek samochody. Owszem, zostaje jeszcze sprawa wydechu, ale jest to, powiedzmy, bardziej elastyczny element niż wał przenoszący moc z jednej strony samochodu na drugą. Inna sprawa to chłodzenie – silnik spalinowy potrzebuje większej ilości powietrza by się schłodzić niż silnik elektryczny, więc trzeba też zaprojektować mocowanie chłodnicy oraz dodatkowe otwory z przodu samochodu.
W każdym razie – fakt, że ktoś przekonwertował samochód elektryczny na spalinowy i zrobił to jeszcze w fabryce z zachowaniem wszystkich norm jest dość niesamowity.
Brak miejsca pod maską rozwiązuje też inną zagadkę
Nowy, spalinowy Fiat 500 będzie oferowany tylko z jednym silnikiem do wyboru – benzynowym 1.0 FireFly połącznym z 6-biegową skrzynią manualną. To jednostka napędowa bez turbo, kompresorów, ani skomplikowanych układów hybrydowych (jest tylko układ Mild Hybrid), co oznacza że generuje ona szalone… 65hp. Tak, 65 koni w nowym aucie z roku 2026.
Osiągi? Są. I to właściwie tyle można o nich powiedzieć, bo czas do setki na poziomie 16,2 sekundy dla hatchbacka i 17,2 sekundy dla kabrioletu. Prędkość maksymalna oscyluje natomiast w granicach 150km/h.
Dla porównania – to są osiągi Fiata Seicento z bazowym silnikiem 0,9 pod maską. Albo jeszcze lepiej – najwolniejsza wersja poprzedniego Fiata 500 rozpędzała się do setki w 13,9 sekundy – czyli w tempie rakietowym w porównaniu z nową wersją.
Więc teraz tak:
Z dobrych rzeczy:
To dobrze, że Fiat wprowadził do oferty spalinową wersję Fiata 500e. Klienci na to czekali, a sprzedaż elektrycznej wersji szorowała po dnie i nawet edycje specjalne z Gucci nie były w stanie jej pomóc. Z resztą ciężko się dziwić, gdy za maksymalnie wyposażoną wersję miejskiego Fiata płaciło się tyle samo co za maksymalnie wyposażoną wersję Tesli Model 3 Performance. Nie żartuję.
Ze złych rzeczy:
Silnik spalinowy oferowany w Fiacie 500 nie przystaje do obecnych czasów – w każdym razie w mojej opinii. Brak pełnego układu hybrydowego, brak automatycznej skrzyni nawet w opcji i brak jednostek napędowych o większej mocy mogą być gwoździami do trumny, które tylko przypieczętują los „Pięćsetki” jako Worstsellera.
Z drugiej strony… Fiat 500 nigdy nie był autem, które kupuje się rozsądkiem. To zawsze było auto stylowe, kupowane z powodu jego walorów estetycznych – a te, się nie zmieniły i bez względu na rodzaj napędu Fiat 500 wygląda świetnie.
Czy mimo silnika klienci będą walić do salonów Fiata?
Niby Fiat 500 nigdy nie był demonem prędkości (nie mówimy o Abarcie) ale z drugiej strony, kupując nowe auto oczekiwałbym czegoś co będzie przynajmniej nadążało za ruchem, a nie zmuszało kierowcę do trzymania gazu w podłodze przez większość czasu jazdy by tylko jechać zgodnie z tempem ruchu ulicznego. Szczególnie dobitnie będzie to odczuwalne na autostradzie, gdzie prędkość małego Fiata jest taka sama jak maksymalna dozwolona prędkość. No ale nie każdy musi się spieszyć, prawda?
Zupełnie inną rzeczą jest cena. Jeśli Fiat wyceni nowy model podobnie jak poprzedni – czyli w okolicach górnych 50 tysięcy lub dolnych 60 tysięcy, to faktycznie rozumiem jego sens na rynku.
Niestety jednak, Fiat lubi przeginać z cenami – nawet sprzedaż Tipo zabili, sprzedając je w bazowej wersji za ponad 100 000 złotych. Nie żartuję, spójrzcie sobie na katalogi z ostatnich lat tego modelu w Polsce.
Wszystko się więc rozbija o cenę i to ile ktoś będzie w stanie zapłacić za nowego, spalinowego Fiata 500.
