2009 Chevrolet Corvette ZR1. X09CH_CR047  (United States)

Najnowocześniejszy antyk – LS V8

Silniki LS znane są z wielu zalet - wysokiej wytrzymałości, mocy czy faktu, że General Motors używa go od lat 90’.

Chevrolet Corvette, Hummer H2, Cadillac Escalade, Holden Commodore i wiele innych tego typu to samochody, pod których maską możemy znaleźć silniki V8 serii LS. Szeroka dostępność tych motorów oraz ich wysoka podatność na wszelkiego rodzaju modyfikacje oznaczają, że jest to jeden z najchętniej tuningowanych silników na świecie. Ale tak właściwie, to… dlaczego?

Co to jest silnik LS?

Piąta generacja Corvette to obecnie ikona lat 90'.

Nazwa LS odnosi się do III generacji silników “small block” General Motors. Debiutowała ona w 1997 roku razem z nadejściem Chevroleta Corvette C5. Potem do gamy aut z silnikiem LS dołączyło także Camaro oraz inne samochody, na przykład SUVy i pick-upy. Obecnie silnik LS można spotkać nie tylko pod maską seryjnych samochodów, ale także często napędza on mocno zmodyfikowane fury, które różnią się przeznaczeniem – od driftu do jazdy terenowej.

Co charakteryzuje silniki LS?

Właściwie to wszystko – szczególnie, jeśli porównamy je do innych nowoczesnych silników V8 stosowanych w amerykańskim przemyśle motoryzacyjnym. Porównując je do europejskich V8, już w ogóle nie będzie nam dane odnaleźć jakichkolwiek podobieństw. W każdym razie – silniki LS mają wiele zalet, przez co stają się bardzo atrakcyjnym materiałem na swap silnika – do właściwie czegokolwiek, nie tylko aut sportowych.

Nawet bez rysowania przekroju widać, że w górnej części brakuje wałków rozrządu. Cóż - to OHV.

Jednym z powodów takiego stanu rzeczy są bardzo niewielkie wymiary tych silników, szczególnie w odniesieniu do mocy, jaką oferują. Jak niewielki jest silnik LS? Cóż – mimo ponad 6 litrów pojemności i 8 cylindrów jest on podobnej wielkości, co 4-cylindrowe 1.8 Mazdy stosowane między innymi w MX-5. I jeśli myślicie, że co to za różnica, skoro to i tak ciężka krowa, to tutaj też nie macie racji –  najcięższa wersja LSa waży zaledwie 260kg. Ta liczba wydaje się duża dopóki nie zdamy sobie sprawy, że inne 1.8 – tym razem 1.8T, stosowane między innymi w A3 8L, waży 200kg. Przypominam – LS to potężne V8, a nie jakieś śmieszne 4 gary.

I nie, to nie są czary –  za takie wymiary odpowiada technika (a raczej jej brak) jaką zastosowało GM przy konstrukcji tych silników. Widzicie – silniki LS mają rozrząd OHV, tak jak Polonezy i Duże Fiaty – czyli wałek rozrządu znajduje się w bloku i popychaczami napędza zawory znajdujące się w głowicy. To oznacza, że głowice tego silnika mogą być wąskie (co zmniejsza wymiary) oraz konstrukcja całego silnika jest mniej skomplikowana (co zmniejsza masę).

Honda dała radę z dwóch litrów wycisnąć ponad dwa razy więcej mocy niż GM z 5,7.

I tak, wiem – OHV wydaje się dość archaiczne i na pewno wiąże się z tym, że LS cierpią na brak mocy. Znów pudło, ale tylko połowicznie. Weźmy na przykład silnik LS1, czyli pierwszy silnik tej serii jaki powstał – dysponuje on mocą 350hp. To dużo. Bez dwóch zdań. Problem w tym, że LS1 ma 5,7 litra pojemności, więc stosunek mocy do pojemności skokowej jest śmiesznie niski – szczególnie, że Honda w tym samym czasie wypuściła silnik o pojemności 2 litrów i mocy 240hp – także bez turbo. Tym jednak, co czyni silniki LS wyjątkowymi, to moment obrotowy wynikający z dużej pojemności – w skrócie: niezależnie w którym zakresie obrotów naciśnicie gaz, samochody wyposażone w LS wystrzelą do przodu. 

Inna rzecz, że inżynierowie doskonale wiedzieli co robią, tworząc nową generację V8. Dokładnie przestudiowali wady i zalety rozrządu OHV i dwóch zaworów na cylinder, by produkt końcowy finalnie nie odstawał od pozornie nowocześniejszych V8, takich jak na przykład Ford Modular (4.6 litra z Crown Victorii czy Mustangów). W skrócie – mimo mniejszej ilości zaworów, ich przepustowość nie jest dużo mniejsza.

Dlaczego silniki LS są tak popularne?

Po pierwsze – to, co już napisałem – są niewielkie, mocne i stosunkowo lekkie. Kolejną cechą, która bez wątpienia wpływa na ich popularność to cena – w USA te silniki można znaleźć na złomie za 200-300 dolarów. W Europie oczywiście nie jest tak kolorowo – ostatnio, gdy szukałem ofert sprzedaży, LS1 kosztował około 20 000 złotych. 

Kolejną cechą wyróżniającą Small Blocki jest ich wytrzymałość. I nie chodzi tutaj tylko o ich przebiegi, ale także o to, że są one w stanie znieść niesamowity przyrost mocy stosunkowo niewielkim kosztem. Dobrze łączy się z tym fakt, że nawet jeśli coś pójdzie nie tak, to LSy zbudowane są z myślą o tym, by łatwo się przy nich pracowało więc w razie czego sporą część elementów da się wymienić “na szybko”.

Firma Flyin' Miata oferowała zmianę silnika na LSa w MX-5. Z gwarancją!

Obecnie popularność LSów rośnie lawinowo, bo z każdą chwilą jest coraz więcej zestawów, które pozwalają włożyć ten silnik pod maskę praktycznie dowolnego samochodu – od BMW E30, przez Mazdę MX-5, aż do różnego rodzaju Mercedesów i Jeepów. 

Nie wolno także zapomnieć, że te wielkie V8 stosowane były w tak ogromnej ilości aut, że niezależnie w które miejsce samochodu i w jakiej pozycji planujemy umieścić silnik, znajdziemy LSa, który będzie pasował.

Jakie były najciekawsze auta z LSem pod maską?

Celowo nie zatytułowałem tego akapitu “wszystkie auta z LSem pod maską”, bo nie mam tyle czasu, by to wszystko opisać – to są setki, jak nie tysiące różnych modeli. Dlatego powiem Wam o kilku, w których LS to ostatni silnik, jakiego możecie się spodziewać.

Chevrolet Monte Carlo SS VI generacji

300hp w FWD? Tak - i to lata zanim zrobił to Ford czy Honda.

Uwaga teraz: Monte Carlo SS to przednionapędowy muscle car. Nawet nie żartuję – to amerykańskie coupe ma pod maską poprzecznie umieszczone V8 o kodzie LS4 i pojemności 5,3 litra i mocy 303hp. Przypomnę tylko, że kilka lat wcześniej SAAB (rip) mówił, że maksymalną moc, jaką mogą przenieść na asfalt przednie koła, to około 240hp. 

SAAB 9-7X Aero

6 litrów. 8 cylindrów. Brzmi jak amerykański SUV, nie jak SAAB.

Skoro już przy Saabie jesteśmy – ta szwedzka marka również miała w swojej ofercie auto z LSem. W tym przypadku chodzi o 6-litrowy silnik LS2, który dysponował mocą 400hp. W SUVie marki SAAB. Ciekawe jak szalony musiał być architekt, który kupił to auto w salonie. Szczególnie, że prawdę mówiąc, 9-7X to nawet nie jest SAAB, tylko przebrany Chevrolet TrailBlazer.

Hummer H2

Hummer H2 nie jest co prawda tak fajny jak H1, ale kogo to obchodzi.

Kontynuując temat SUVów – Hummer H2 jest bez wątpienia najbardziej SUVowy (SUViasty?) ze wszystkich SUVów. Nawet silnik, który znajdziemy pod maską tej trzydrzwiowej szafy jest jednym z największych – chodzi bowiem o LQ4, czyli o V8 o mocy 325hp wyciśniętej z pojemności 6 litrów. W 2008 LQ4 zastąpiony został LS2 – takim samym, jak w 9-7X Aero.

Vertical Hummingbird

Jestem mocno rozczarowany wyglądem tego helikoptera.

Tak, wiem – to nie samochód. Ale co z tego, helikoptery też są super, a to, że nawet w nich LSy znalazły zastosowanie pokazuje tylko, jak bardzo uniwersalne są to silniki. W tym przypadku chodzi o silnik LS7, który ma pojemność 7 litrów i moc 505hp. 

Silniki LS obecnie

Silniki LS są nadal produkowane i nie zamierzają zejść ze sceny. Znaczy tak – Chevy próbował zabić LSa, ale okazało się, że to nie ma sensu. Po prostu, żeby zrobić coś wyraźnie lepszego, koniecznym byłoby zainwestowanie astronomicznych pieniędzy. Nie tylko w stworzenie jednostki napędowej, ale także w wyszkolenie pracowników serwisów i przygotowanie fabryk.

Najnowsza Corvette C8 również skrywa LSa. Ale tym razem za plecami kierowcy.

Na ten moment silniki LS nie dość, że są jednym z najważniejszych silników w gamie General Motors to myślę, że mogę tak powiedzieć: są najpopularniejszymi silnikami do wszelakich swapów i jako źródło napędu do różnych niesamowitych kit-carów. 

I mam szczerą nadzieję, że LSy nie znikną z rynku jeszcze przez długie lata. To byłby naprawdę potężny cios dla motoryzacji.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis:

czytaj inne wpisy:

Najlepsze motoryzacyjne technologie, które zostały porzucone.

Motoryzacja obfitowała w wiele rewolucyjnych idei – takich, które miały zmienić oblicze samochodów. Zwykle jednak kończyło się zupełnie inaczej. Jest trochę tragedii w chwili gdy technologia robiąca szum swoim przybyciem na scenę trafia do skansenu porzuconych idei. To trochę jak z tym uzdolnionym dzieckiem w szkole – to przykry widok, gdy ktoś ambitny, mający na

Czytaj więcej »

RinSpeed, czyli festiwal… dziwnych idei.

Kojarzycie markę RinSpeed? Nie? No to dzisiaj ją poznacie. Zastanawiacie się co by było gdyby wszystkie Wasze, nawet te najbardziej szalone, pomysły wcielić w życie? Nie? No cóż – już nie musicie: RinSpeed zrobił to dla Was. Zdaję sobię sprawę, że wielu z Was może tej firmy nie kojarzyć, ale zupełnie mnie to nie dziwi,

Czytaj więcej »

Tak zwany “biforek” czyli historia Subaru Legacy

“Biforek” to taki melanż przed właściwym melanżem – w odróżnieniu od afterka, który jest melanżem po melanżu. A dlaczego o tym mówię? Cóż – jeśli interesujecie się japońską motoryzacją to z pewnością spotkaliście się z marką Subaru. Chociaż – z tą marką pewnie spotkaliście się nie tylko jeśli interesujecie się japońską motoryzacją. Możecie ją też

Czytaj więcej »

Czym właściwie jest muscle car? I czy musi mieć V8 i RWD?

Odpowiedź powinna brzmieć “tak, musi”. Ale właściwie… to dlaczego? Muscle Cary to samochody mięśniaki, czyli groźne bestie, które straszą rykiem silników, onieśmielają ilością mocy i paraliżują agresywnym wyglądem z napiętymi kształtami. I co do tego nie ma wątpliwości. Ja jednak mam wątpliwości co do definicji tego rodzaju samochodu. Spójrzmy na przykład, co pisze na ten

Czytaj więcej »

Czarna magia tuningu czyli styl Donk

Duże felgi potrafią zepsuć wygląd samochodu. Ale nie w tym przypadku. Na pewno natknęliście się w internecie na zdjęcie auta na przerośniętych felgach. Na przykład nowego Camaro na obręczach tak wielkich, że prześwit wygląda raczej jak z terenówki, a nie jak auta sportowego. Na przykład coś takiego: zdjęcie: @Carscoopscom na Facebook’u To nie jest Donk.

Czytaj więcej »

Wyjaśnijmy sobie jedno: auta elektryczne mają zalety.

I nie, wcale nie chodzi o to, że dostałem kupę siana od Elona Muska. Głównie dlatego, że nie dostałem. Znaczy, jeśli miałbym dostać to z miłą chęcią podam numer konta. Ale póki nie dostałem (albo jesteście w stanie uwierzyć, że nie dostałem) żadnych pieniędzy by promować EV’ki to możecie być pewni, że moja opinia jest

Czytaj więcej »