Mercedes-W221-S-klasa

Największy prestiż i najniższa cena – jak zrobić wrażenie na rodzinie.

Chcieliście kiedyś się przekonać, jak to jest nie być porażką w oczach swoich rodziców? Oto sposoby. A najlepsze jest to, że żadne z tych aut nie kosztuje fortuny.

Kojarzycie ten moment, kiedy podjeżdżacie swoją obniżoną na gwincie TA Technix Hondą Civic z wyścigowym wydechem Ulter i filtrem stożkowym Filtron na imprezę rodzinną i zanim jeszcze zapukacie do drzwi, to już czujecie na sobie wzrok pozostałych uczestników imprezy? Wzrok pełen obrzydzenia i zażenowania?

No, ja nie kojarzę – ja jeżdżę Audi A3. Ale rozumiem co czujecie, więc przychodzę z pomocą. 
Oto 10 aut, które nie kosztują fortuny, a na imprezach rodzinnych zapewnią Wam większy prestiż, niż nowiutki Passat z salonu. 

Porsche Cayenne

Hej - wiesz, że zrobiłem wpis o wszystkich generacjach Cayenne? Śmiało - kliknij w obrazek!

Gdy Cayenne debiutowało w 2003 roku nikt nie przypuszczał, że będzie ono takim bestsellerem. Wszyscy fani Porsche odrzucili ten model twierdząc, że to wcale nie jest Porsche, tylko jakiś Volkswagen. Trochę słusznie, bo ten SUV dzielił sporo części (w tym drzwi) z VW Touaregiem. Nie wolno także zapominać, że był to pierwszy naprawdę szybki SUV, który oprócz wybitnych osiągów na prostej potrafił także przekonać do siebie na krętych drogach i w terenie.
Obecnie jednak Cayenne można kupić za naprawdę fajny pieniądz. Kwota do 25 tysięcy pozwoli Wam już zaszaleć i zdecydować się na wersję S z 4.5 litrowym V8, które dobrze znosi gaz, a przy okazji zapewni naprawdę niezłe osiągi. A jeśli chcecie, żeby było Was słychać na mieście… Wydech z klapami i budzicie każdego sąsiada. Nie żebym zachęcał do takich zachowań, wręcz przeciwnie – tak tylko mówię…
A przy okazji, jak na rodzinnej imprezie wyciągniecie kluczyki od Porsche… Wasza babka padnie na zawał, a ciotka pomyśli, że wygraliście w totka. A Waszą słodką tajemnicą będzie to, że wydaliście 25 tysięcy. No i to, że na serwis musicie wydać kolejne tyle. Zaraza – dużo tych tajemnic.

Polecana wersja: Szanujmy się i odrzućmy bazowe V6 z Golfa – zainteresujcie się wersją S, to minimum do tego auta.

BMW Serii 7 E65

Śmiało - kliknij w obrazek, nie bój się - on nie gryzie.

Niektóre projekty starzeją się niczym mleko, inne natomiast bardziej jak wino. BMW E65 to ten drugi przypadek. Linie narysowane przez Chrisa Bangle’a to było spojrzenie w przyszłość, które choć odrzucone w swoim czasie, to jednak okazało się być proroctwem, bo BMW Serii 7 produkowane w latach 2001-2008 dopiero dziś, po ponad 20 latach od premiery wygląda dobrze.
Są jednak pewne problemy – pomimo że wygląd tego auta się nie zestarzał, to zestarzało się jego wnętrze – pierwsza wersja systemu iDrive jest toporna w obsłudze, a rozdzielczość i kolory ekranu już mocno trącą myszką. No ale co poradzić, to jednak 20-letni wóz. A dla starszej części Waszej rodziny telewizor we wnętrzu to będzie naprawdę coś!
Ten samochód można kupić już za kilka tysięcy złotych (nie próbujcie, to paskudny wybór), ale sensowne egzemplarze zaczynają się już od kilkunastu “patyków”. Im dalej w las, tym większy wybór: diesle, benzyny, lpg, rzędowe szóstki, widlaste ósemki czy nawet dwunastki – do wyboru do koloru. Mierzcie tylko siły na zamiary, bo to, że BMW Serii 7 jest tanie w zakupie nie oznacza, że jest tanie w serwisowaniu. 

Polecana wersja: Dla niektórych ten wybór będzie zakrawał o herezję, ale weźcie E65 z 3-litrowym dieslem, przynajmniej będziecie mieli pewność, że silnik będzie działał.

Audi A8 D3

Ej, a wiedzieliście o tym, że napęd Quattro jest do du... do bani?

W mojej opinii stylistyka A8 bije na głowę konkurencyjne modele Lexusa, Mercedesa i BMW. Dobra, oddam cesarzowi, co cesarskie i powiem, że nowy Lexus LS jest absolutnie wybitny pod względem stylistycznym, ale to właśnie A8 ma najlepsze drzewo genealogiczne, w którym nie ma brzydkiego, czy nawet przeciętnego egzemplarza. Sprawdzające się od dekad połączenie prostych linii, niskiej karoserii i stonowanego wyglądu ciągle przyciąga spojrzenia i klientów. 
Jest tylko jeden problem – nowe Audi A8 to bardzo drogi wóz, nie ma więc co się dziwić, to flagowa limuzyna. Na szczęście istnieje rynek wtórny, dzięki któremu możemy poczuć się jak prezes za ułamek ceny nowego samochodu. Dodatkową zaletą będzie wielki, chromowany grill Audi A8, który bez wątpienia zrobi wrażenie na każdym kto nie wie, że używana limuzyna wcale nie jest taka droga.
Pojawia się też temat utrzymania A-ósemki. Temat, którego lepiej nie poruszać, bo czar taniego luksusu szybko pryśnie.

Polecana wersja: Diesle kuszą niskim spalaniem, ale oszczędności w tym miejscu zemszczą się u mechanika. Bezpiecznym wyborem są tutaj jednostki benzynowe, szczególnie te wyprodukowane przed 2005 rokiem – można do nich założyć LPG. Pamiętajcie tylko, żeby zadbać o jakość instalacji.

Chrysler 300C

300C dzielił platformę z najlepszym nowoczesnym Muscle Carem, Dodgem Challengerem.

To zdecydowanie najbardziej “plebejskie” auto na tej liście. Warto jednak Chryslera 300C wziąć pod uwagę, szczególnie jeśli nie chodzi nam o wnętrze, a raczej o reakcje ludzi, gdy podjedziemy tym wozem na imprezę rodzinną. Bądźmy szczerzy – ten model wygląda prawie jak Bentley, szczególnie dla ludzi, którzy o samochodach mają blade pojęcie.
Skoro już zacząłem od rodowodu, to do niego wrócę – fakt, że Chrysler nie jest awangardową, europejską konstrukcją oznacza, że będzie on najtańszy w serwisie. Nie znaczy to, że będzie jakoś specjalnie tani, ale też nie pochłonie wypłat z ostatniego półrocza, jak to potrafią zrobić auta z Europy.
Zupełnie inna sprawa to fakt, że Chrysler 300C jest amerykański niczym hamburger, a to oznacza, że kupienie egzemplarza z V6 lub dieselkiem pod maską to trochę jak zamówienie burgera bez kotleta. No bez sensu.

Polecana wersja: Zawsze mówię to samo, więc pewnie już się domyślacie, że chodzi o 5,7 litra V8 HEMI.

Volkswagen Phaeton

Phaeton V10 TDi powinien mieć swoje miejsce w moim Hangarze Marzeń. Może kiedyś...

Jeśli chce Wam się wyjaśniać, że to czym podjechaliście to wcale nie jest Passat tylko Phaeton, to proszę bardzo. Inna sprawa że wystarczy, kiedy zaprosicie takiego malkontenta na przejażdżkę i wszystko się wyjaśni samo.
Phaeton to pamiątka po dziwnym ruchu VAGa w latach 2000’, gdy plan zakładał, że Audi to będzie rywal BMW, a Volkswagen stanie w szranki z Mercedesem. To stąd wzięła się rozpiętość wyposażeniowa Passata B5, czy tak szalone modele jak Touareg i Phaeton właśnie. Oczywiście wszystko wzięło w łeb i nikt Phaetona nie kupił, bo mimo że zbudowany lepiej niż Bentley, to wciąż znaczek odstraszał klientów – bo jak to wygląda, gdy wydajesz bańkę na furę, a na grillu pręży się znaczek VW? No, dość kiepsko. 
Na szczęście obecnie Phaeton nie kosztuje już bańki. Nie kosztuje nawet jednej dziesiątej ceny katalogowej! Udało mi się znaleźć egzemplarz V10 TDI za 15 tysięcy – i co najlepsze, nie jest rozbity ani nie ma poważnych wad. Brzmi kusząco, prawda? Tak, dopóki nie zdamy sobie sprawy, że koszty serwisu przerosną koszt zakupu.

Polecana wersja: V10 TDi. Nie wiem po co w ogóle zajmować się V6, to można mieć w Passacie – Phaeton zasługuje na coś specjalnego. 

Mercedes S-klasa W221

W porównaniu z poprzednikiem W221 był powrotem do korzeni.

Skoro było już A8, Seria 7 i Phaeton, to nie sposób pominąć S-klasę. I co zaskakujące, nie chodzi mi o okryte złą sławą W220, tylko o jego następcę – W221, który oprócz poprawek mechanicznych przyniósł także zupełnie nową stylistykę, a ta jest o wiele bardziej wyrazista i dynamiczna niż obłe W220 i katedralne W140. 
Wszystko to brzmi jak marzenie – dynamiczny design, sensowna bezawaryjność, wszystko cacy. Dopóki coś się nie zepsuje. Koszty serwisu Mercedesów to koszmar, który spowodował, że wielu właścicieli porzuciło swoje limuzyny po pierwszej poważniejszej awarii. I nie, tanie zamienniki to nie jest dobry pomysł, szczególnie jeśli chodzi elementy zawieszenia – tutaj układ jest na tyle skomplikowany, że słabej jakości część może rozpaść się na przestrzeni tygodni. 
No ale co Mercedes, to Mercedes – jest naprawdę niewiele aut, które dają kierowcy taki prestiż jak trójramienna gwiazda na masce. Szczególnie jeśli chodzi o S-klasę.

Polecana wersja: Silniki w tym aucie są raczej bezawaryjne, więc jeśli jeździcie po mieście, to szukajcie benzyniaka, a jeśli śmigacie w długie trasy – diesel będzie Waszym przyjacielem. 

Land Rover Range Rover III

Land Rover był typowym SUVem, ale większość właścicieli i tak korzysta z niego jak z Crossovera.

Wolicie wyglądać jak raper czy arystokrata? To bez znaczenia, Rangie pasuje do obu tych stylów. No joke, od momentu debiutu trzecia generacja Range Rovera stała się ulubieńcem tych dwóch grup społecznych. Pierwszej dlatego, że był to wielki SUV, który materiałami wykończeniowymi powalał konkurencję – a przy okazji był europejski, co w US of A uchodziło za zaletę. Druga natomiast wybierała Range Rovera, bo był komfortowy, wygodnie się do niego wsiadało, a do tego zapewniał uniwersalność, o której limuzyny mogłyby pomarzyć. 
Najlepsze jest to, że jeśli teraz najdzie Was chrapka na Range Rovera, to nie musicie zarabiać jak hrabia – wystarczy, że macie w kieszeni trochę szmalcu i świat brytyjskiego prestiżu stoi przed Wami otworem. Udało mi się nawet znaleźć sporo egzemplarzy z V8 pod maską, jeśli oczekujecie prawdziwie królewskiej jednostki napędowej.
Musicie jednak pamiętać o jednej, niesamowicie istotnej rzeczy – brytyjska inżynieria to żart. To nie znaczy, że nie mają dobrych pomysłów, chodzi raczej o fakt, że nie potrafią ich odpowiednio dobrze zrealizować, więc wszystkie światłe idee szlag trafia szybciej niż Księżną Dianę.

Polecana wersja: podstawowy, 177-konny diesel. To muł, ale nie psuje się aż tak jak inne wersje. Rozważyć można też benzynowe V8, ale łatwo się natknąć na minę.

Volvo XC90 I

XC90 nie jest minivanem AMG, ale i tak ma V8 i 7 miejsc.

Volvo to od zawsze była marka, która stała trochę z boku. Mimo że jej modele zawsze były luksusowe i premium, to kupno ich zawsze musiało być świadomą decyzją. Nie dlatego, że Volvo były gorsze niż Mercedesy, Audi i BMW, zupełnie nie o to chodzi. Chodzi raczej o to, że Volvo nie krzyczało, jakim jest prestiżowym wozem – design tych samochodów zawsze był bardzo konserwatywny. I to było super, to było jakieś i pozwalało się wyróżnić. Kupienie Volvo oznaczało, że jest się człowiekiem rozważnym, który ostrożnie dysponuje swoim majątkiem. 
Dziś jednak, gdy Volvo jednoznacznie określiło swoje miejsce na rynku i zaczęło coraz śmielej rozpychać się w klasie premium, zakup samochodu tej marki, nawet używanego, stał się czymś w rodzaju wyróżnika statusu. I to właśnie dlatego XC90 znalazło się na tej liście.
Ten wielki, 7-osobowy SUV nadal wygląda potężnie i bez dwóch zdań robi wrażenie na drodze i w oczach Twojej rodziny. W środku też nie będzie biedy – skóra i automatyczna skrzynia biegów to prawie standard w wozie tej klasy. A wiecie co jest najlepsze? Że koszty serwisu są dużo niższe niż u niemieckiej konkurencji.

Polecana wersja: Po prostu unikajcie V8 i będzie dobrze. Warto też zrobić rewizję automatycznej skrzyni biegów, źle znosi dynamiczną jazdę i holowanie.

Mercedes SL R129

Bruno Sacco upewnił się, że linie R129 nigdy się nie zestarzeją.

Na liście turbo-prestiżu za grosze nie mogło zabraknąć kabrioletu. Tylko jak dobrać właściwy? Taki, żeby nie męczył samym faktem, że to kabriolet i żeby jednocześnie zapewnił wystarczający lans na rodzinnej imprezie? No cóż – takie wymagania spełnia tylko jeden samochód. Samochód, którego design nigdy się nie zestarzeje i zawsze pozostanie na topie. Chodzi oczywiście o Mercedesa SL R129. Tak, ten wóz ma nowsze generacje, które są lepsze, szybsze i tak dalej. Ale jakie to ma znaczenie, kiedy to właśnie bryła tej generacji SL nadal wygląda klasycznie i bogato? Niska sylwetka, długa maska, klasyczne karbowane reflektory i skrzynia automatyczna. Ten samochód naprawdę ma “to coś” żeby zadawać szyku zawsze, niezależnie czy to rok 1989, czy 2077. To po prostu dobrze narysowany wóz.
I chyba właśnie dlatego go tu umieściłem – bo pomimo że nie jest to typowe auto luksusowe, to nadal ma wystarczającą ilość jego cech, by spokojnie znaleźć się na tej samej liście, co S-klasa. Szczególnie, jeśli możecie sobie pozwolić na 2-miejscowego roadstera.
Inna rzecz, którą SL dzieli z autami luksusowymi jest cena serwisu. Owszem, nie jest on tak koszmarnie drogi jak w S-klasie, ale nadal trzeba się liczyć z drogimi częściami i robocizną – bądź co bądź to Mercedes.

Polecana wersja: Mówi się, że najlepsze jest V8 – ale jeśli zależy Wam na manualu jesteście skazani na rzędową szóstkę.

WILDCARD!

Lincoln Town Car to jeden z najtańszych sposobów na jazdę w typowo amerykańskim stylu.

Macie dość europejskiego luksusu? Agresywnych linii i silników, które utrzymują spalanie w ryzach? O chłopie, mam coś specjalnie dla Ciebie! Lincoln Town Car to mechaniczny bliźniak Crown Victorii – a to oznacza nadwozie zabudowane na ramie i komfort jazdy porównywalny z podróżą okrętem pełnomorskim. A przy okazji, ze względu na to, że Lincoln jest pozycjonowany wyżej niż Ford, wnętrze będzie niczym wersalka w mieszkaniu Twojej ciotki z Ameryki – pluszowe, miękkie i po prostu komfortowe. Do pełni szczęścia brakuje tylko strzelania w kominku.
Ten model to definicja tradycyjnego luksusu, jeden z ostatnich amerykańskich full-size sedanów o prostej mechanice i absolutnie niezrównanym komforcie. I co z tego, że na zakrętach trzeba będzie zwalniać do 10km/h? Co z tego, że silnik żłopie paliwo jak opętany? Kogo to obchodzi, tu jest amerykański sen pełną gębą, komfort i rock’n’roll w radiu. Czego chcieć więcej? 
Może niskich kosztów napraw? Spoko – Town Cary są śmiesznie proste w konstrukcji, więc jedyne, o co musicie się martwić to czas, w jakim części dopłyną do Was z ameryki. Tyle.

Polecana wersja: w Lincolnie Town Car oferowany był tylko jeden silnik – 4.6 V8 Modular. Żeby ułatwić wybór: tak, ten silnik dobrze znosi gaz.

Prestiż za grosze - czy warto?

Jeśli jesteście racjonalnymi ludźmi? Nie. Jeśli natomiast szukacie przygody lub auta, które zapewni większy komfort jazdy niż dowolna Dacia z salonu? Wtedy tak. Musicie się jednak liczyć z tym, że utrzymanie 20-letniej limuzyny to nie jest tania sprawa. Niekoniecznie dlatego, że są one awaryjne. Raczej dlatego, że naprawy są drogie. No ale taka jest już cena za komfort. 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis:

czytaj inne wpisy:

Wiecie co? Mam tego dość. I Stellantis pewnie też.

Rewitalizacja Alfy Romeo? Co proszę? Na pewno obiło Wam się o uszy, że od niedawna istnieje motoryzacyjny moloch o nazwie Stellantis, który jest połączeniem dwóch koncernów – FCA i PSA. I ostatnio zacząłem się zastanawiać jaki jest pożytek z tak wielkiego koncernu. Nie, nie żartuję, naprawdę wydaje mi się, że to maszyna do generowania strat

Czytaj więcej »

Chcesz Teslę Model 3, ale nie chcesz Tesli? Oto alternatywy.

Naprawdę ciężko znaleźć lepszy nowoczesny wóz niż Tesla Model 3 – nawet jeśli producent zbiera… mieszane opinie. I tak, wiem, uczepiłem się ostatnio tej Tesli Model 3 jak rzep psiego ogona, ale naprawdę nie widzę powodu, żeby kupić inny samochód. Stosunek ceny do wyposażenia jest poza jakimkolwiek pojęciem, a jeśli dodamy do tego możliwości zdalnego

Czytaj więcej »

Najlepsze motoryzacyjne technologie, które zostały porzucone.

Motoryzacja obfitowała w wiele rewolucyjnych idei – takich, które miały zmienić oblicze samochodów. Zwykle jednak kończyło się zupełnie inaczej. Jest trochę tragedii w chwili gdy technologia robiąca szum swoim przybyciem na scenę trafia do skansenu porzuconych idei. To trochę jak z tym uzdolnionym dzieckiem w szkole – to przykry widok, gdy ktoś ambitny, mający na

Czytaj więcej »

RinSpeed, czyli festiwal… dziwnych idei.

Kojarzycie markę RinSpeed? Nie? No to dzisiaj ją poznacie. Zastanawiacie się co by było gdyby wszystkie Wasze, nawet te najbardziej szalone, pomysły wcielić w życie? Nie? No cóż – już nie musicie: RinSpeed zrobił to dla Was. Zdaję sobię sprawę, że wielu z Was może tej firmy nie kojarzyć, ale zupełnie mnie to nie dziwi,

Czytaj więcej »

Tak zwany “biforek” czyli historia Subaru Legacy

“Biforek” to taki melanż przed właściwym melanżem – w odróżnieniu od afterka, który jest melanżem po melanżu. A dlaczego o tym mówię? Cóż – jeśli interesujecie się japońską motoryzacją to z pewnością spotkaliście się z marką Subaru. Chociaż – z tą marką pewnie spotkaliście się nie tylko jeśli interesujecie się japońską motoryzacją. Możecie ją też

Czytaj więcej »

Czym właściwie jest muscle car? I czy musi mieć V8 i RWD?

Odpowiedź powinna brzmieć “tak, musi”. Ale właściwie… to dlaczego? Muscle Cary to samochody mięśniaki, czyli groźne bestie, które straszą rykiem silników, onieśmielają ilością mocy i paraliżują agresywnym wyglądem z napiętymi kształtami. I co do tego nie ma wątpliwości. Ja jednak mam wątpliwości co do definicji tego rodzaju samochodu. Spójrzmy na przykład, co pisze na ten

Czytaj więcej »