ProStreet-Ford-Mustang-SN95

Czym właściwie jest muscle car? I czy musi mieć V8 i RWD?

Odpowiedź powinna brzmieć “tak, musi”. Ale właściwie… to dlaczego?

Muscle Cary to samochody mięśniaki, czyli groźne bestie, które straszą rykiem silników, onieśmielają ilością mocy i paraliżują agresywnym wyglądem z napiętymi kształtami. I co do tego nie ma wątpliwości. Ja jednak mam wątpliwości co do definicji tego rodzaju samochodu. Spójrzmy na przykład, co pisze na ten temat angielska Wikipedia:

I super. Myślę, że co do takiego opisu, nawet jeśli na Wikipedii oznaczony jest jako nieco skrzywiony w kierunku niektórych opinii, większość mogłaby się zgodzić.

Ale nie ja

A dlaczego? No cóż – wydaje mi się, że znam historię tych samochodów wystarczająco dobrze na tyle żeby wyznaczyć co najmniej kilka aut tej klasy, które definitywnie nie wpisują się w ramy wyżej wymienionej definicji. 

Szczególnie, że rynek zmienia się cały czas i to, co kiedyś by uznano za crossovera, obecnie marki opisują jako samochód sportowy – Alfa Romeo Milano Junior na przykład. Um… dobra, tutaj to trochę popłynęli, ale rozumiecie o co mi chodzi.

Ale dlaczego o tym mówię?

No cóż – dlatego, że czasy się zmieniają i uważam, że powszechnie powtarzana definicja Muscle Cara jest nieaktualna od… 60 lat, więc zbudujmy ją od nowa. To znaczy – nie tak od nowa per se. Uszanujemy historię, ale poprawki trzeba nanieść. Rozprawmy się więc z warunkami stawianymi przez Wikipedię – i zróbmy to po kolei, żeby nie robić bałaganu.

Silnik

Buick GNX napędzany był V6 Turbo o mocy 300hp - na dystansie 1/4 mili był szybszy niż Porsche 930 i Ferrari F40.

V8 to zdecydowanie silnik kojarzący się z Muscle Carami. Wszak, to właśnie wielkie V8 napędzały większość z nich. Ale nie robiłbym z tego warunku, bo były też samochody, które zdecydowanie są Muscle Carami, a nie miały silnika V8 dostępnego w swojej gamie. Na przykład taki Buick GNX – on nie miał pod maską V8, a V6 Turbo. Nie żeby to robiło jakąkolwiek różnicę – ten samochód i tak uznawany jest za pierwszy z nowej generacji Muscle Carów – no i warto zaznaczyć, że w czasie swojego debiutu był jednym z najszybszych aut produkcyjnych pod względem czasu od zera to setki. Więc V8 to zupełnie nie jest wymóg dla Muscle Cara. A lepiej żebym nie wspomniał o takim aucie, jak Ford Mustang SVO, którego rzędowa czwórka o pojemności 2.3 litra i turbodoładowaniu miała więcej mocy niż ówczesne V8.

225hp rozwijane przez SVO to sporo więcej niż w napędzanej V8'ką wersji GT

Proponowany zapis: Muscle Car musi mieć mocny silnik – dowolny, byleby pozwolił wygrać wyścig spod świateł z dużo droższymi autami.

Napęd na tylną oś

400hp z V8 o pojemności 7,5 litra - i jak to niby nie jest Muscle Car?

To się wydaje oczywiste, że Muscle Car musi mieć RWD, bo przecież palenie gumy autem z napędem na przód jest lamerskie jak Eclipse na 30” calowych felgach. Tylko, że nie musi – było całe mnóstwo aut-mięśniaków, które miały napęd na przód. Na przykład legendarny już Oldsmobile Toronado. Wielkie coupe z ogromnym V8 i napędem na przód. Ale co z tego, skoro to nadal był Muscle Car jak się patrzy.
No tak, ale nawet główny inżynier uznał, że napęd na przód to był błąd…
Ah tak? To mam w zanadrzu coś jeszcze – co powiecie na Chevroleta Monte Carlo SS produkowanego w latach 2000-2007? On bez dwóch zdań był Muscle Carem – a w latach 2006-2007 miał pod maską V8 o pojemności 5.3 litra! Podobny układ napędowy był także w Chevrolecie Impala SS (2006-2009), Pontiacu Grand Prix GXP (2005-2008) i Buicku LaCrosse Super (2008-2009). To wszystko są w mojej opinii Muscle Cary – mają aż za dużo mocy, ryczą V8’ką i są naprawdę szybkie – szczególnie, gdy złapią trakcję.
Zupełnie inna sytuacja jest z Dodge’ami Challengerami i Chryslerami 300C – te dostępne były z układem AWD i silnik 5,7 HEMI. I co? Rodzaj napędu spowodował, że to już nie są Muscle Cary? No dajcie spokój…

Monte Carlo SS to zdecydowanie Muscle Car - 300hp zapewniało mu rakietowe przyspieszenie pomimo napędu na przednią oś.

Proponowany zapis: Muscle Cary nie muszą mieć RWD, natomiast preferowany jest układ z silnikiem umieszczonym wzdłużnie, a nie poprzecznie (chociaż są i takie przypadki).

Lata produkcji

Jeśli Challenger nie jest Muscle Carem, to czym jest?

Zakres lat 1964-1973 jest zdecydowanie za wąski. To znaczy – te lata to są dopiero początki Muscle Carów. W tym czasie powstawały pierwsze, najbardziej legendarne samochody tego typu. 
To wcale nie oznacza, że potem ich nie było. I nie mam tu na myśli śmiesznych Challengerów albo Mustanga drugiej generacji, który przez wielu określany jest nieśmiesznym żartem. 
Mam na myśli raczej konstrukcje z lat 80 i później, kiedy było produkowane Foxbody z Windsorem albo Camaro generacji III i dalej. I tak, to raczej Pony Cary, ale tłumaczyłem to już we wpisie o Dodge’u Challengerze, więc nie chce mi się za bardzo powtarzać – więc zanim zaczniecie wojować w komciach, to przeczytajcie, co tam napisałem. 
Generalnie – Muscle Cary produkuje się do tej pory. Obecnie stały się one bardziej cywilizowane i lepiej trzymają się w zakrętach, ale to wciąż amerykańskie wozy z krwi i kości i naprawdę dziwnym byłoby nie nazywać takiego Dodge’a Challengera Hellcat Muscle Carem.

Na zdjęciu: Oldsmobile Rocket 88 z 1954, nie z 1949 - nie żeby to miało jakieś znaczenie pod względem konstrukcyjnym.

Proponowany zapis: Do typu Muscle Cara możemy kwalifikować samochody produkowane od 1949 roku (bo to wtedy na rynku zawitał Oldsmobile Rocket 88 z pięciolitrowym V8 “Rocket”) aż po dziś dzień, bo idea szybkiego w prostej linii wozu za niewielkie pieniądze nadal jest żywa.

Pochodzenie

Ford Falcon zdecydowanie spełnia założenia Muscle Cara - jest potwornie szybki i wygląda odpowiednio groźnie.

To, że Muscle Car musi pochodzić z Ameryki Północnej to jakaś kpina. Istnieje jeszcze jedno miejsce, gdzie kultura związana z tymi samochodami jest równie silna, lub nawet silniejsza – Australia. 
W krainie kangurów samochody-mięśniaki to zupełnie coś innego niż w USA. Tam najpopularniejszymi autami były Ford Falcon i Holden Commodore nierzadko w wersjach pick-up (czyli tak zwanych ute). Modele te często nie miały nic wspólnego z wytworami europejskich i amerykańskich oddziałów Forda i GM. Korzystały nawet z niespotykanych nigdzie indziej silników, takich jak fordowska Barra czy używany w Holdenach nissanowski silnik RB30DE. 
I to nadal były Muscle Cary – miały ogrom mocy, były pieruńsko szybkie, a przy tym często zachowywały kształty charakterystyczne dla tego rodzaju samochodów. 

Holden Commodore również jest Muscle Carem jak się patrzy - pewnie gdybym Wam nie powiedział uznalibyście, że to wóz z USA.

Proponowany zapis: Muscle Cary nie muszą pochodzić z Ameryki, pomimo, że właśnie tutaj powstał ten rodzaj samochodu – obecne są też w Australii czy Afryce (na przykład Ford Capri Perana z 5.0 litrowym V8).

Nadwozie

Dodge Charger to prawie dwie tony samochodu - ale to wciąż 100% Muscle Cara.

Odpuściłbym temat niskiej masy z tej definicji – nowy Challenger i Charger ważą prawie dwie tony, a nadal są autami typu Muscle. Więc masa ma średnie znaczenie – z resztą te auta zawsze były ciężkie. Chcesz niskiej masy? kup sobie Lotusa – na prostej przegrasz, ale na zakrętach zgubisz Amerykańca z łatwością. Ale wracając do tematu. 
W przypadku Muscle Carów nadwozie… cóż – nie chcę powiedzieć, że jest bez znaczenia, ale jak dla mnie tego typu samochód może być coupe, kabrioletem, sedanem, a nawet kombi – tak jak Chrysler 300C Wagon/Magnum SRT8 czy Cadillac CTS-V Wagon. Najważniejsze  jest to, żeby wyglądał wystarczająco potężnie, agresywnie i nie ukrywał tego, co ma pod maską. I tak – oba wymienione powyżej przykłady nie nawiązują swoimi liniami do lat 60’, ale zdecydowanie są wizualnie potężne i brutalne w amerykański sposób.

Cadillaca CTS-V można było kupić jako kombi - ale to wciąż był Muscle Car z silnikiem prosto z Corvetty i opcjonalnym manualem.

Proponowany zapis: Muscle Car może mieć różne nadwozia, najważniejsze jest jednak to, żeby jego linie były agresywne i potężne bez względu na jego rodzaj.

Niska cena

Mechanika oparta o Forda Falcona (ale tego amerykańskiego) zapewniła Mustangowi niską cenę i wysoką dostępność.

Wiecie co? Tutaj nie mam co poprawiać – cała idea tych samochodów to oferowanie olbrzymiej mocy w niskiej cenie. Nawet jeśli ma to oznaczać wnętrze ze słomek z maka i plastikowe fotele plażowe zamiast przednich siedzeń. 
A to, jak ta moc jest osiągana, nie ma większego znaczenia – ma być szybko na prostej i odpowiednio tanio. Jak chcesz mieć tanie auto do nagniatania w zakrętach, to kup sobie  Mazdę Miatę. Ale jeśli chcesz czuć moc pod butem – Muscle Cary to właśnie zapewniają.

Proponowany zapis: Cena muscle cara nie może być wysoka – to ma być auto dla ludu, które oprócz niesamowitych osiągów nie oferuje wiele więcej.

Osiągi

Silnik z Corvetty montowany w specjalnej edycji Camaro o nazwie COPO zapewniał temu niewielkiemu coupe niezrównane osiągi.

Tutaj też zgodzę się z definicją z Wikipedii – Muscle Cary mają oferować osiągi, które sprawdzą się zarówno na ulicy, jak i podczas wyścigów równoległych – a jeszcze przy okazji być tanie. To właśnie cena odróżnia je od supersamochodów i innych aut o wysokich osiągach.

Proponowany zapis: Priorytetem w Muscle Carach powinien być czas przyspieszenia do 100m/h i wyżej. Samochody te powinny być w stanie przyspieszać szybciej, niż wiele droższych pojazdów z zachowaniem wielokrotnie niższej ceny.

I tak właśnie wyglądają cechy, które muszą posiadać Muscle Cary

Bazowe "GT" to koszt 303 tysięcy. Dark Horse jest sporo szybszy, ale też sporo droższy.

Jest tylko jeden problem. Po tym całym unowocześnieniu definicji i uzupełnieniu jej, aby obejmowała wszystkie auta tego rodzaju zdałem sobie z czegoś sprawę. 
Jeśli zajrzycie sobie do cennika nowego Forda Mustanga (czyli właściwie ostatniego Muscle Cara dostępnego na rynku), to zobaczycie, że za bazowy model musicie wyłożyć 300 tysięcy złotych. To średnio tanio, jeśli mam być szczery. To znaczy tak – ma on V8 o pojemności 5 litrów i prawie 500 koni mocy, a setkę osiąga w granicach 4,5 sekundy, czyli jest całkiem szybki. I wydawałoby się, że ciężko znaleźć lepszy stosunek ceny do przyspieszenia, szczególnie jeśli bierzemy pod uwagę tylko auta amerykańskie. 

Bazowy Model 3 to koszt 195 tysięcy - ale już za 220 000 możemy mieć wersję Dual Motor, która osiąga setkę w podobnym czasie, co Mustang.

Ale jest jeszcze jedno auto, które jest amerykańskie, dużo tańsze od Mustanga i setkę robi w takim samym czasie. I niektórzy wystawiają je do wyścigów równoległych. 

To oczywiście Tesla Model 3. I nie mówię tutaj nawet o wersji Performance – Dual Motor Long Range jest wystarczająco szybka. Performance, czy też Plaid, bo tak będzie nazywał się najszybszy Model 3 po liftingu, absolutnie zmiecie Mustanga z powierzchni Ziemi. Szczególnie, że nikła jest szansa, że będzie droższa od ostatniego prawdziwego “Kuca”.

I tak wiem, że Tesla nie wygląda wystarczająco bezczelnie jak na Muscle Cara, ale to nie problem – Elon Musk nadrabia mydelniczkowaty wygląd Modelu 3. I to z nawiązką.

Wnioski?

Tesla Model 3 jest bardziej Muscle Carem niż Ford Mustang.

Edit: Tuż przed publikacją tego wpisu zaprezentowano nową Teslę Model 3 Performance. Nadal jest tańsza od Mustanga, bo startuje od 250 tysięcy złotych, a przy tym jest dużo szybsza od „Kuca”. Konketnie czas do setki dla Modelu 3 Performance wynosi 2,9 sekundy.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis:

czytaj inne wpisy:

Najlepsze motoryzacyjne technologie, które zostały porzucone.

Motoryzacja obfitowała w wiele rewolucyjnych idei – takich, które miały zmienić oblicze samochodów. Zwykle jednak kończyło się zupełnie inaczej. Jest trochę tragedii w chwili gdy technologia robiąca szum swoim przybyciem na scenę trafia do skansenu porzuconych idei. To trochę jak z tym uzdolnionym dzieckiem w szkole – to przykry widok, gdy ktoś ambitny, mający na

Czytaj więcej »

RinSpeed, czyli festiwal… dziwnych idei.

Kojarzycie markę RinSpeed? Nie? No to dzisiaj ją poznacie. Zastanawiacie się co by było gdyby wszystkie Wasze, nawet te najbardziej szalone, pomysły wcielić w życie? Nie? No cóż – już nie musicie: RinSpeed zrobił to dla Was. Zdaję sobię sprawę, że wielu z Was może tej firmy nie kojarzyć, ale zupełnie mnie to nie dziwi,

Czytaj więcej »

Tak zwany “biforek” czyli historia Subaru Legacy

“Biforek” to taki melanż przed właściwym melanżem – w odróżnieniu od afterka, który jest melanżem po melanżu. A dlaczego o tym mówię? Cóż – jeśli interesujecie się japońską motoryzacją to z pewnością spotkaliście się z marką Subaru. Chociaż – z tą marką pewnie spotkaliście się nie tylko jeśli interesujecie się japońską motoryzacją. Możecie ją też

Czytaj więcej »

Czarna magia tuningu czyli styl Donk

Duże felgi potrafią zepsuć wygląd samochodu. Ale nie w tym przypadku. Na pewno natknęliście się w internecie na zdjęcie auta na przerośniętych felgach. Na przykład nowego Camaro na obręczach tak wielkich, że prześwit wygląda raczej jak z terenówki, a nie jak auta sportowego. Na przykład coś takiego: zdjęcie: @Carscoopscom na Facebook’u To nie jest Donk.

Czytaj więcej »

Wyjaśnijmy sobie jedno: auta elektryczne mają zalety.

I nie, wcale nie chodzi o to, że dostałem kupę siana od Elona Muska. Głównie dlatego, że nie dostałem. Znaczy, jeśli miałbym dostać to z miłą chęcią podam numer konta. Ale póki nie dostałem (albo jesteście w stanie uwierzyć, że nie dostałem) żadnych pieniędzy by promować EV’ki to możecie być pewni, że moja opinia jest

Czytaj więcej »