Słyszysz Subaru - myślisz rajdy... i wysokie koszty.
Myślę, że nie skłamię gdy powiem, że każdy młody (i nie tylko…) entuzjasta motoryzacji chciałby mieć Imprezę WRX, a najlepiej STi. Problem w tym, że takie samochody nie tylko są drogie w zakupie, ale też drogie w serwisie. Wiecznie puszczające uszczelki pod głowicą w silnikach serii EJ to już właściwie mem.
No dobra, ale co jeśli jesteś młodym adeptem sztuki prowadzenia i naprawdę chcesz Subaru, ale patrząc do portfela widzisz pięć złotych, a patrząc na Otomoto wiesz, że potrzebujesz 10 000 razy więcej? Przecież nie będziesz chodził z buta dopóki nie nazbierasz na wymarzone Subaru. Inna sprawa – co będzie jeśli rozbijesz lub uszkodzisz to turbodoładowane arcydzieło sztuki użytkowej?
To sprowadza nas do jednego
Kupując pierwszy samochód ostatnie czego potrzebujesz to samochód drogi w posiadaniu. Większość ludzi kupując pierwsze auto nie ma na tyle pieniędzy, żeby realnie takie auto utrzymać, zapłacić za paliwo, naprawy i ubezpieczenie. Ale wiadomo, marzenia są. Chcemy mieć coś fajnego, coś o czym marzyliśmy gdy wracaliśmy ze szkoły do domu grać na komputerze. Subaru Impreza jest naturalnym wyborem, ale bądźmy szczerzy – bazowy model ma niewiele wspólnego z rajdami, a koszty utrzymania i tak potrafią wywalić z kapci. Więc co zrobić, skoro marzenia trzeba spełniać? Cóż, powiem Wam.
Subaru Justy
Chwila, moment! To nie wygląda jak Impreza!
No nie. Nie wygląda. Bo to nie jest Impreza. Zaskoczę Was jak to powiem, ale to również nie jest Legacy, Outback czy Forester. To jest Subaru Justy.
Jeśli zauważyliście, że przecież coś tu śmierdzi, bo znacie ten kształt ale nie wygląda on na Subaru to muszę Wam pogratulować dobrego węchu. Ten samochód nie zaczął życia jako Subaru. Ten samochód zaczął życie jako… Suzuki Swift. Ewentualnie możecie znać ten samochód jako Suzuki Cultus, bo w Japonii nazwę Swift nosił model znany w Europie jako Ignis – który również sprzedawany był jako Subaru Justy. Nie przejmujcie się, to dziwne – a jeszcze nie zacząłem o Geo Metro i tym podobnych…
Wracając. To co widzicie na zdjęciu to Subaru Justy drugiej generacji i dziś, mam nadzieję, przybliżę Wam ten model i wyjaśnię, dlaczego jest lepszym wyborem dla młodego kierowcy niż przepłacona i nudna Impreza.
Co to właściwie jest Subaru Justy?
To, że Justy dzieli nadwozie ze Swiftem już wiemy. Dzieli też silnik i… właściwie wszystko inne – nawet tabliczkę znamionową. To co wyróżnia Subaru Justy od Swifta to napęd na 4 koła opracowany przez Subaru – działające na zasadzie sprzęgła wiskotycznego – i wielowahaczowe zawieszenie tylne zamiast belki skrętnej na tylnej osi. Tutaj ciekawostka – Suzuki miało swój własny, niewielki napęd AWD stosowany w modelu WagonR, ale tam zamiast niezależnego zawieszenia była sztywna oś, nie dziwi więc fakt, że Subaru uznało, że zrobi to po swojemu. Co wyjątkowo zabawne, Subaru zrobiło ten napęd tak dobrze, że Suzuki potem odkupiło go od „Plejad” i stosowało w swoich modelach aż do późnych lat 00′.
W tym przypadku mamy do czynienia z Subaru Justy w wersji 3-drzwiowy hatchback. W salonie Subaru można było wybrać również bardziej praktyczną wersję z pięcioma furtkami. Obie miały rzecz jasna napęd AWD. Podobnie było w salonie Suzuki, gdzie również dostępne były oba hatchbacki, ale także kabriolet oraz 4-drzwiowy sedan. Co zabawne – wszystkie wersje oprócz kabrioletu dostępne były z opracowanym przez Subaru napędem AWD, jednak w Suzuki był on za dopłatą, a w Subaru nie. Tak był dostępny Sedan z AWD, mógł mieć nawet potężne 1.6 pod maską. Kompletna rzadkość, właściwie nie do spotkania.
