SONY DSC

Nie rozumiem narzekania – Hyundai Tiburon Coupe 2.0

Hyundai Tiburon Coupe to auto, które wygląda jak milion dolarów. Pytanie jednak brzmi: Czy jeździ tak samo?

Hyundai Tiburon, którym jeździłem należy do @sharksstage.

Hyundai Coupe to auto swojej epoki. Epoki małych coupe, które niekoniecznie miały być sportowe, ale za to miały wyglądać jak milion baksów. Podobną rolę pełnią obecnie crossovery i SUVy – za cholerę nie są terenowe, ale za to ładnie wyglądają i zadają szyku.

Czym Hyundai Tiburon jest?

DOHC 16V - to brzmi dumnie!

Jak już pisałem, Hyundai Tiburon to niezbyt duże pseudo-sportowe coupe, które raczej służy do wożenia się po mieście niż do upalania na torach wyścigowych. Znaczy, jeśli ktoś bardzo chce to proszę bardzo, ale nie jest to najlepsze auto do tego celu. 
Egzemplarz, który widzicie na zdjęciach to auto z samej końcówki produkcji, czyli generacja druga po ostatnim liftingu, napędzana dwulitrowym, 4 cylindrowym silnikiem benzynowym. W ofercie dostępne było także 1.6 o żałosnych osiągach i V6, które pali sporo więcej niż 2.0, a tylko delikatnie poprawia osiągi na prostych.

Wyglądam jak Ferrari, nie?

Jedyne co łączy design Hyundai'a i Ferrari to to, że oba te auta mają nadwozie typu coupe.

Y… nie. Chociaż może trochę? Generalnie jeśli chodzi o design Tiburona, to nie mam mu nic do zarzucenia oprócz dwóch rzeczy. Pierwszą jest fakt, że koła są delikatnie za małe do tej bryły samochodu, ale jak się domyślam to raczej wina tego, że Tiburon bazuje na budżetowym sedanie i rozmiar kół nie był wyborem designerów. Druga moja uwaga to to, że w wersji, którą oglądacie zrezygnowano ze skrzeli na przednich błotnikach. Nie żeby były funkcjonalne, ale w ciekawy sposób łączyły design samochodu z jego nazwą – wszak Tiburon po hiszpańsku znaczy rekin.

W środku jednak widać ambicję Hyundai’a

Muszę Tiburona pochwalić za ciekawy design wnętrza i skórzaną kierownicę.

Skoro obejrzeliśmy samochód od zewnątrz, to wypadałoby zajrzeć do środka, bo to właśnie tam najbardziej widać aspiracje i inspiracje Hyundai’a. Po pierwsze, siedzi się nisko i sportowo. Wysoko poprowadzona linia szyb tylko potęguje wrażenie siedzenia w aucie do szybkiej jazdy. I zupełnie mi to nie przeszkadza, w Tiburonie czułem się dobrze i komfortowo.

Dziwnie przemyślany układ przycisków - światła przeciwmgłowe na konsoli centralnej.

Po drugie widać, że wnętrze inspirowane było tuningiem z wczesnych lat 00’, bo wskaźników jest od zatrzęsienia. To nie jest tak, że one pokazują ważne rzeczy, a gdzie tam. Ale wyglądają tak, jakby pokazywały ważne rzeczy, a to prawie tak samo dobrze. A właśnie, jakie rzeczy te wskaźniki pokazują? Uważajcie teraz, bo będzie tłusto: ilość momentu obrotowego jaki jest w danym momencie produkowany przez silnik, spalanie oraz ładowanie akumulatora. GE-NIAL-NE. Szkoda, że nie ma wskaźnika, który pokazuje ilość kremówek jedzonych o 21:37.

Nic jednak nie jest idealne

Wnętrze pomimo swojego ciekawego projektu ma kilka minusów – standardowo, jakość plastików jest na poziomie Hyundai’a z tamtego okresu – czyli mocno średnia. Inną rzeczą jest widoczność – Hyundai Tiburon to jak narazie jedyny przypadek, gdy Michał, czyli nasz fotograf musiał do mnie krzyczeć, gdy ustawiałem auto tyłem – bo absolutnie nie widziałem znaków, które mi dawał rękami.

Ale bywa też zabawnie

Mocno opadająca linia dachu dodaje zadziorności, ale ogranicza praktyczność Tiburona.

Jak widzicie, Hyundai Coupe to… well, coupe. Czteroosobowe coupe należy dodać. Fakt faktem, dodatkowe miejsca z tyłu dodają praktyczności, ale tylko pozornie, bo nie wyobrażam sobie przewozić tam kogokolwiek. I tak, jest to wada każdego coupe niezależnie od segmentu, ale należy o tym napisać żeby ktoś nie pomyślał, że Tiburon to auto praktyczne. Pamiętam, że jakoś nam z Jackiem, czyli właścicielem samochodu udało się namówić Michała, by wsiadł do tyłu. Wysiadanie trwało mniej więcej 10min, a pod koniec leżeliśmy obaj na ziemi, bo Michał wyglądał, jakby robił speedrun podręcznika do jogi. Warto także zaznaczyć, że tylne okna w Hyundai’u Tiburonie nie są otwierane ani uchylane. Wielka szkoda. Ale za to przednie szyby w drzwiach nie mają ramek – bardzo fajny detal, który nadaje temu autu prestiżu. 

Jak Hyundai Tiburon jeździ?

Hyundai Tiburon jest trochę Szybki i bardzo Wściekły.

Zaskakująco dobrze! Tyle się naczytałem, że Tiburony są wolne i źle się prowadzą, że aż sam zacząłem w to wierzyć. Dopóki się tym ustrojstwem nie przejechałem. Sprawa wygląda tak: jeśli oczekujecie, że Tiburon będzie jeździł jak wygląda, to będziecie nieco zawiedzeni – bądź co bądź, Hyundai Coupe bazuje na platformie Hyundai’a Elantry, czyli auta, które raczej nie słynęło z dobrych właściwości jezdnych. Inną rzeczą, jest to, że Coupe nie prowadzi się źle – prowadzi się całkiem nie najgorzej, jeśli mam być szczery. Układ kierowniczy jest lekki, ale stosunkowo szybki, a zawieszenie jest raczej bardziej miękkie niż sportowe – da się jechać szybko, ale Tiburon będzie się nieco bujał w ostrych wirażach.
Silnik natomiast zapewnia wystarczające osiągi – 9.3s do setki to nie jest zły wynik. Nie jest tak dobry jak sugerowałby wygląd zewnętrzny, ale nie jest zły. Co jest warte zaznaczenia to fakt, że dwulitrówka obecna w testowanym egzemplarzu lubi wysokie obroty, co potęguje wrażenia płynące z przyspieszania. Wada takiej charakterystyki silnika jest taka, że nieco brakuje elastyczności na wysokich biegach. I to nie jest tak, że przyspieszenie przy prędkościach autostradowych ma jakieś znaczenie przy obecnym taryfikatorze mandatów.

Hyundai Coupe: Podsumowanie

Hyundai Coupe to auto idealne dla osób, które chcą zadać sobie szyku za niewielkie pieniądze. Nie chodzi mi teraz tylko i wyłącznie o koszt zakupu – części do tego modelu również są niezbyt drogie i do tego szeroko dostępne. Trzeba jednak liczyć, się z tym, że to Hyundai – jakość plastików nie jest najlepsza, a ze względu na kształt nadwozia miejsce na tylnej kanapie nie istnieje. 
Tak więc nie rozumiem narzekania większości recenzentów. Hyundai Tiburon Coupe jest niedrogim, stylowym autem i tak jak obecnie nie powinno się od Mokki czy Kadjara oczekiwać zdolności terenowych, tak od Hyundai’a Coupe nie powinno się oczekiwać, że będzie jeździł jak Alpine A110.

To jest przykład sytuacji, gdy właściciel idealnie pasuje do swojej fury.

Aha, rada dla wszystkich, którzy nie chcą by ktoś się jorgnął, że jeździcie Hyundai’em –  na niektórych rynkach Hyundai Tiburon Coupe był znany pod nazwą Tuscani i miał swój własny, indywidualny znaczek –  można go zamontować w miejscu, gdzie normalnie są znaczki Hyundai’a i już możecie mówić, że jeździcie Tuscani, a nie jakimś Hyundai’em.

2 thoughts on “Nie rozumiem narzekania – Hyundai Tiburon Coupe 2.0”

  1. A propos kół czy też rozmiaru felg w zależności od rynku albo pakietu opcji były również dostępne felgi 17 calowe.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis:

czytaj inne wpisy:

Najlepsze motoryzacyjne technologie, które zostały porzucone.

Motoryzacja obfitowała w wiele rewolucyjnych idei – takich, które miały zmienić oblicze samochodów. Zwykle jednak kończyło się zupełnie inaczej. Jest trochę tragedii w chwili gdy technologia robiąca szum swoim przybyciem na scenę trafia do skansenu porzuconych idei. To trochę jak z tym uzdolnionym dzieckiem w szkole – to przykry widok, gdy ktoś ambitny, mający na

Czytaj więcej »

RinSpeed, czyli festiwal… dziwnych idei.

Kojarzycie markę RinSpeed? Nie? No to dzisiaj ją poznacie. Zastanawiacie się co by było gdyby wszystkie Wasze, nawet te najbardziej szalone, pomysły wcielić w życie? Nie? No cóż – już nie musicie: RinSpeed zrobił to dla Was. Zdaję sobię sprawę, że wielu z Was może tej firmy nie kojarzyć, ale zupełnie mnie to nie dziwi,

Czytaj więcej »

Tak zwany “biforek” czyli historia Subaru Legacy

“Biforek” to taki melanż przed właściwym melanżem – w odróżnieniu od afterka, który jest melanżem po melanżu. A dlaczego o tym mówię? Cóż – jeśli interesujecie się japońską motoryzacją to z pewnością spotkaliście się z marką Subaru. Chociaż – z tą marką pewnie spotkaliście się nie tylko jeśli interesujecie się japońską motoryzacją. Możecie ją też

Czytaj więcej »

Czym właściwie jest muscle car? I czy musi mieć V8 i RWD?

Odpowiedź powinna brzmieć “tak, musi”. Ale właściwie… to dlaczego? Muscle Cary to samochody mięśniaki, czyli groźne bestie, które straszą rykiem silników, onieśmielają ilością mocy i paraliżują agresywnym wyglądem z napiętymi kształtami. I co do tego nie ma wątpliwości. Ja jednak mam wątpliwości co do definicji tego rodzaju samochodu. Spójrzmy na przykład, co pisze na ten

Czytaj więcej »

Czarna magia tuningu czyli styl Donk

Duże felgi potrafią zepsuć wygląd samochodu. Ale nie w tym przypadku. Na pewno natknęliście się w internecie na zdjęcie auta na przerośniętych felgach. Na przykład nowego Camaro na obręczach tak wielkich, że prześwit wygląda raczej jak z terenówki, a nie jak auta sportowego. Na przykład coś takiego: zdjęcie: @Carscoopscom na Facebook’u To nie jest Donk.

Czytaj więcej »

Wyjaśnijmy sobie jedno: auta elektryczne mają zalety.

I nie, wcale nie chodzi o to, że dostałem kupę siana od Elona Muska. Głównie dlatego, że nie dostałem. Znaczy, jeśli miałbym dostać to z miłą chęcią podam numer konta. Ale póki nie dostałem (albo jesteście w stanie uwierzyć, że nie dostałem) żadnych pieniędzy by promować EV’ki to możecie być pewni, że moja opinia jest

Czytaj więcej »