Opel Mokka-e to samochód, którego byłem bardzo ciekaw. I cieszę się, że tę ciekawość zaspokoiłem.
Samochody elektryczne bywają tematem wielu debat. Sam zwykle mimo braku doświadczenia za kierownicą auta elektrycznego stałem po stronie “elektryków”. Sama idea auta bez wibracji i hałasu charakterystycznego dla silnika na dinozaury w płynie była dla mnie czymś ciekawym i komfortowym, a dorzucając jeszcze fakt, że w silnikach elektrycznych moc i moment obrotowy są dostępne zawsze – staję się absolutnym fanem elektryków.
Dobra, dobra. Ale od początku.
Zacznijmy od tego, czym Opel Mokka-e jest. Jest ona elektrycznym crossoverem, raczej z rodzaju tych stylowych, niż rodzinnych. “Stylowych” znaczy w tym przypadku “miejskich, modnych i wyróżniających się”, a nie terenowych, które można utopić w błocie i pokazywać jakim to się nie jest łowcą przygód. “Miejski” odnosi się tutaj również do wymiarów – Mokka swoim rozmiarem plasuje się idealnie między segmentem B i C (pomiędzy Polo i Golfem, Clio i Megane, Fiestą i Focusem…). Konkretnie długość wynosi 4,15m, szerokość to 1.99m, a wysokość to 1.53m. Takie wymiary gwarantują przyjemne dla oka proporcje, które pozycjonują Mokkę jako stylową propozycję. Dla ludzi szukających bardziej praktycznych modeli jest model Crossland, który ma bardziej minivanową sylwetkę i jest bardziej praktyczny. Co ważne, Mokka-e nie jest jedyną wersją Mokki, która jest dostępna – można ten model także kupić w wersji z silnikiem spalinowym (dieslem lub benzyną). Ciekawym faktem jest, że to właśnie wersja z silnikiem elektrycznym to ta o największej mocy – 136hp vs. 130hp w najmocniejszej benzynie i 110hp w najmocniejszym (i jedynym) dieslu. Oprócz tego do wyboru jest 100-konny silnik benzynowy jako bazowa odmiana.
Pierwsze wrażenia.
Jak już pisałem, Mokka-e była dla mnie szczególnie interesującym modelem do testów, głównie z dwóch powodów. Pierwszy to fakt, że Mokka-e jest pierwszym autem elektrycznym, jakie miałem przyjemność testować. Drugi to fakt, że to moja najdłuższa do tej pory jazda testowa. Oznacza to, że poznałem ten samochód całkiem dobrze i wiem jak sprawuje się przy codziennym użytkowaniu.
Zanim mogłem jednak odjechać EV’ką w siną dal, zostałem oprowadzony po wszystkich jego funkcjach przez pracownika salonu. Opowiadał mi on o reflektorach IntelliLux, trybach jazdy, tempomacie, zasięgu i wielu innych szmerach-bajerach, którymi ten samochód jest napakowany aż po dach. I będąc szczerym do wielu z nich podchodziłem z dystansem, bo to jednak pracownik salonu, którego zadaniem jest efektowna prezentacja samochodu by zachęcić potencjalnego klienta do zakupu, a nie obiektywne recenzowanie. Przy okazji dowiedziałem się także, że testowany egzemplarz to najbogatsza wersja wyposażenia nazywająca się Ultimate. Niestety, cena tego modelu również jest ultymatywna – 191 000PLN. Jeśli jednak bardzo chcemy Mokkę-e, to ceny startują już od 166 000PLN. A jeśli nie zależy nam na silniku elektrycznym, to zwykła Mokka startuje z poziomu 97 400PLN. Wciąż niezbyt tanio, ale styl nigdy nie był tani.
A właśnie - wygląd
Design to zdecydowanie mocna strona Mokki. Tutaj brak niespodzianek, bo właśnie po to to auto powstało. Zawsze myślałem, że te auta projektuje się żeby były stylowe, a potem i tak większość ludzi ma to w… poważaniu, bo i tak wtapiasz się w tłum i tak. Cóż, byłem w błędzie. Mokka jest na tyle charakterystyczna, że nawet gdy przyjechałem nią na zlot Mercedesów organizowany przez Mercedes South Side Crew to kilka razy zauważyłem ludzi oglądających z bliska “mój” samochód. Żeby nie było – zaparkowałem mocno na uboczu, Opel to nie Mercedes. Poruszając temat wyglądu warto wspomnieć także o kilku wizualnych aspektach tego auta, które wpływają na wrażenia z użytkowania. Płasko poprowadzona linia maski z wyraźnym przetłoczeniem przez środek powoduje, że łatwo jest wyczuć gdzie zaczyna się przód samochodu. Nie żeby to było jakoś bardzo przydatne, bo z przodu znajdują się czujniki parkowania, ale bardzo mnie to ucieszyło, gdyż przy moim wzroście niewiele jest aut których maskę widzę przy wygodnej pozycji za kółkiem. Innym stylistycznym wyborem, który mocno wpływa na użytkowanie samochodu jest wielkość szyb. O ile z przodu mi nie przeszkadzało, że szyba jest niska, o tyle tylne szyby boczne są niewielkie, wskutek czego na tylnej kanapie jest ciemno, a pasażerowie czują się niekomfortowo i klaustrofobicznie. Dotyczy to również szyby zamontowanej w tylnej klapie, ale to nie jest żaden problem. Nie dla mnie w każdym razie, bo Mokka ma bardzo duże lusterka boczne oraz kamerę cofania, która może wyświetlać obraz na kilka różnych sposobów. Obraz nie jest wybitnej jakości, ale jest czytelny i nie trzeba zgadywać co jest pięć. Co również ważne w przypadku kamery cofania to to, że wyświetlany na ekranie obraz pokazujący samochód od góry jest uzupełniany tak, by pokazać całe otoczenie auta – nie tylko to, co jest za zderzakiem. Ciekawe.
