SONY DSC

Pytanie nie brzmi “Czy?”, pytanie brzmi “Dlaczego nie?” – Opel Mokka-e

Opel Mokka-e to samochód, którego byłem bardzo ciekaw. I cieszę się, że tę ciekawość zaspokoiłem.

Samochody elektryczne bywają tematem wielu debat. Sam zwykle mimo braku doświadczenia za kierownicą auta elektrycznego stałem po stronie “elektryków”. Sama idea auta bez wibracji i hałasu charakterystycznego dla silnika na dinozaury w płynie była dla mnie czymś ciekawym i komfortowym, a dorzucając jeszcze fakt, że w silnikach elektrycznych moc i moment obrotowy są dostępne zawsze – staję się absolutnym fanem elektryków.

Dobra, dobra. Ale od początku.

Stosunkowo długi zwis przedni zdradza, że Mokka projektowana była z myślą o silniku spalinowym.

Zacznijmy od tego, czym Opel Mokka-e jest. Jest ona elektrycznym crossoverem, raczej z rodzaju tych stylowych, niż rodzinnych. “Stylowych” znaczy w tym przypadku “miejskich, modnych i wyróżniających się”, a nie terenowych, które można utopić w błocie i pokazywać jakim to się nie jest łowcą przygód. “Miejski” odnosi się tutaj również do wymiarów – Mokka swoim rozmiarem plasuje się idealnie między segmentem B i C (pomiędzy Polo i Golfem, Clio i Megane, Fiestą i Focusem…). Konkretnie długość wynosi 4,15m, szerokość to 1.99m, a wysokość to 1.53m. Takie wymiary gwarantują przyjemne dla oka proporcje, które pozycjonują Mokkę jako stylową propozycję. Dla ludzi szukających bardziej praktycznych modeli jest model Crossland, który ma bardziej minivanową sylwetkę i jest bardziej praktyczny. Co ważne, Mokka-e nie jest jedyną wersją Mokki, która jest dostępna – można ten model także kupić w wersji z silnikiem spalinowym (dieslem lub benzyną). Ciekawym faktem jest, że to właśnie wersja z silnikiem elektrycznym to ta o największej mocy – 136hp vs. 130hp w najmocniejszej benzynie i 110hp w najmocniejszym (i jedynym) dieslu. Oprócz tego do wyboru jest 100-konny silnik benzynowy jako bazowa odmiana. 

Pierwsze wrażenia.

Lubię to zdjęcie - Mokka wygląda na nim jak resorak.

Jak już pisałem, Mokka-e była dla mnie szczególnie interesującym modelem do testów, głównie z dwóch powodów. Pierwszy to fakt, że Mokka-e jest pierwszym autem elektrycznym, jakie miałem przyjemność testować. Drugi to fakt, że to moja najdłuższa do tej pory jazda testowa. Oznacza to, że poznałem ten samochód całkiem dobrze i wiem jak sprawuje się przy codziennym użytkowaniu. 

Zanim mogłem jednak odjechać EV’ką w siną dal, zostałem oprowadzony po wszystkich jego funkcjach przez pracownika salonu. Opowiadał mi on o reflektorach IntelliLux, trybach jazdy, tempomacie, zasięgu i wielu innych szmerach-bajerach, którymi ten samochód jest napakowany aż po dach. I będąc szczerym do wielu z nich podchodziłem z dystansem, bo to jednak pracownik salonu, którego zadaniem jest efektowna prezentacja samochodu by zachęcić potencjalnego klienta do zakupu, a nie obiektywne recenzowanie. Przy okazji dowiedziałem się także, że testowany egzemplarz to najbogatsza wersja wyposażenia nazywająca się Ultimate. Niestety, cena tego modelu również jest ultymatywna – 191 000PLN. Jeśli jednak bardzo chcemy Mokkę-e, to ceny startują już od 166 000PLN. A jeśli nie zależy nam na silniku elektrycznym, to zwykła Mokka startuje z poziomu 97 400PLN. Wciąż niezbyt tanio, ale styl nigdy nie był tani. 

A właśnie - wygląd

Opel Mokka-e zwracał na siebie uwagę. Nie będę ukrywał, było to przyjemne.

Design to zdecydowanie mocna strona Mokki. Tutaj brak niespodzianek, bo właśnie po to to auto powstało. Zawsze myślałem, że te auta projektuje się żeby były stylowe, a potem i tak większość ludzi ma to w… poważaniu, bo i tak wtapiasz się w tłum i tak. Cóż, byłem w błędzie. Mokka jest na tyle charakterystyczna, że nawet gdy przyjechałem nią na zlot Mercedesów organizowany przez Mercedes South Side Crew to kilka razy zauważyłem ludzi oglądających z bliska “mój” samochód. Żeby nie było – zaparkowałem mocno na uboczu, Opel to nie Mercedes. Poruszając temat wyglądu warto wspomnieć także o kilku wizualnych aspektach tego auta, które wpływają na wrażenia z użytkowania. Płasko poprowadzona linia maski z wyraźnym przetłoczeniem przez środek powoduje, że łatwo jest wyczuć gdzie zaczyna się przód samochodu. Nie żeby to było jakoś bardzo przydatne, bo z przodu znajdują się czujniki parkowania, ale bardzo mnie to ucieszyło, gdyż przy moim wzroście niewiele jest aut których maskę widzę przy wygodnej pozycji za kółkiem. Innym stylistycznym wyborem, który mocno wpływa na użytkowanie samochodu jest wielkość szyb. O ile z przodu mi nie przeszkadzało, że szyba jest niska, o tyle tylne szyby boczne są niewielkie, wskutek czego na tylnej kanapie jest ciemno, a pasażerowie czują się niekomfortowo i klaustrofobicznie. Dotyczy to również szyby zamontowanej w tylnej klapie, ale to nie jest żaden problem. Nie dla mnie w każdym razie, bo Mokka ma bardzo duże lusterka boczne oraz kamerę cofania, która może wyświetlać obraz na kilka różnych sposobów. Obraz nie jest wybitnej jakości, ale jest czytelny i nie trzeba zgadywać co jest pięć. Co również ważne w przypadku kamery cofania to to, że wyświetlany na ekranie obraz pokazujący samochód od góry jest uzupełniany tak, by pokazać całe otoczenie auta – nie tylko to, co jest za zderzakiem. Ciekawe.

A co z wnętrzem?

Włókno węglowe niestety jest atrapą. Nic nie szkodzi, jest bardzo ładne.

Wnętrze wydawało mi się wybitnie przyjemne do pewnego momentu. No właściwie dwóch momentów. Pierwsze rozczarowanie nastąpiło gdy usiadłem z tyłu. Z przodu Mokka sprawia wrażenie auta droższego niż jest. Wszystkie materiały, które w aucie dotyka się najczęściej są przyjemne, dobrej jakości i solidnie zmontowane. Jeśli już gdzieś zdarzy się twardszy plastik, to raczej poniżej głównej części kokpitu – innymi słowy, gdybym nie macał gdzie popadnie, to bym nawet tego nie zauważył. Z tyłu natomiast jest tanio, budżetowo oraz niezbyt drogo (czyli tanio). Jak już pisałem, jest też ciemno – to akurat dobrze, dzięki temu nie widać kiepskiej jakości plastików. Inną wadą tylnych siedzeń jest fakt, że nie ma miejsca na głowę. I to nie jest tak, że wymyślam – mam 1.65m wzrostu i gdy się wyprostuję, to uderzam głową o wzmocnienie dachu. To jest jakaś porażka, bez kitu. Na pocieszenie pozostają dwa gniazdka USB, można więc wpatrywać się w telefon i nie skupiać się ani na ciemności, ani na kiepskiej jakości plastików, ani na braku miejsca nad głową. 

Drugi moment rozczarowania nastąpił gdy zdałem sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak elektrycznie regulowane fotele i kierownica. I o ile kierownice jestem w stanie wybaczyć, o tyle elektrycznie regulowane fotele w aucie za prawie 200 000 złotych nie brzmią jak absurdalne wymagania. Warto jednak zaznaczyć, że zarówno fotele jak i wieniec kierownicy jest podgrzewany. Obie te rzeczy są jednak bardzo wygodne. Tym, co mnie najbardziej zdziwiło w przypadku fotela to fakt, że mimo wysokiej pozycji za kierownicą (nawet w najniższym położeniu fotela) było mi bardzo, ale to bardzo wygodnie. Zaskoczenie wzięło się tu z faktu, że lubię siedzieć maksymalnie przy ziemi, a Opel mimo zupełnie innego podejścia do wysokości położenia fotela był dla mnie wygodny i nie miałem na co narzekać.

Deska rozdzielcza, oprócz jakości zachwyca również designem.

Nie mogę również narzekać na składający się z dwóch ekranów system multimedialny. Pierwszy ekran znajduje się przed kierowcą i pokazuje dane dotyczące samochodu – zasięg, prędkość, rekuperację i tak dalej. Ale to dopiero początek – dzięki opcjom konfiguracji, ekran ten może również pokazywać mapę, schemat auta, co dzieje się z energią podczas jazdy oraz informacje o jej zużyciu, bieżącej trasie czy nawet wizualizację poruszania się Mokki po pasie ruchu. Są także dwa ciekawe detale – pierwszym jest to, że gdy na ekranie widać nasz samochód, to podczas jazdy kręcą mu się koła, strasznie urocze. Drugim jest to, że barwa prędkościomierza zmienia się w zależności od trybu jazdy – zielony wskaźnik oznacza, że jedziemy w trybie Eko, kolor biały wskazuje na jazdę w trybie Normal, a czerwonym kolorem zaznaczono tryb Sport. 

Ekran drugi, czyli ten znajdujący się na konsoli centralnej ma jeszcze więcej funkcjonalności. Oprócz rzeczy wymienionych wcześniej, może on także pokazywać aktualnie odtwarzany utwór lub radio, ustawienia użytkownika czy nawet… nic. Funkcja wyłączenia ekranu podczas jazdy to jedna z najlepszych opcji, jaką ten Opel ma swoim arsenale – serio, fakt, że możesz mieć mapę przed sobą, włączoną muzykę i nic Ci nie świeci z prawej strony jest absolutnie fenomenalny. Nie wiem kto na to wpadł, ale domagam się dla niego podwyżki. Jest tylko mały haczyk – zmiana głośności utworu za pomocą przycisku automatycznie włącza ekran. Trzeba więc znów kliknąć i go wyłączyć. Oh! Właśnie! Przyciski! Mokka ma ekran dotykowy, ale najważniejsze funkcje takie jak klimatyzacja (niestety jednostrefowa) czy skróty do poszczególnych menu nadal są fizycznymi kneflami – a to bardzo dobrze, bo to znaczy, że można je obsłużyć w rękawiczkach na przykład.

A jak Mokka-e jeździ?

Całkiem sprytnie wyglądający samochód muszę przyznać.

Krótka odpowiedź na to pytanie brzmi – cicho.
Ale taka forma odpowiedzi nie zadowoli ani mnie, ani Was. Zacznijmy więc może od zasięgu. Opel mówi, że realny zasięg według normy WLTP to 318-324km. Według innych redakcji zasięg realny to 204km. 
Nie wiem co musieli robić z tym autem. Zielonego pojęcia nie mam, nie rozumiem, nie kumam i jestem w kropce. Bo uważajcie teraz: gdy odebrałem auto, było ono naładowane w 100% i przewidywany zasięg wynosił 328km, co mówi nam, że wskazania komputera  zgadzają się z danymi fabrycznymi i wszystko gra. Ale uważajcie teraz! 

Przejechałem 15km – zasięg 330km. Zapowiada się dobrze.
Gdy oddawałem auto w poniedziałek, to po całym weekendzie jazdy zasięg wynosił 120km. Co oznaczałoby, że przejechałem 210km. Otóż nie. Przejechałem około 260km. 

No to teraz szybko kalkulator w łapki i liczymy: 120+260 równa się 380. 380! I stawiam dolary przeciwko orzechom, że dałoby się zaoszczędzić jeszcze 20km by dobić równych 400km lub więcej. Wedle testów innej redakcji, średnie zużycie energii w Oplu Mokka-e wynosiło 22,6kWh – w przypadku moich testów zużycie wynosiło około 13,8kWh. 

Może to wynikać z faktu, że przez 90% czasu miałem włączony tryb eko z rekuperacją energii oraz delikatnie obchodziłem się z pedałem przyspieszenia. Nie na tyle, by wszyscy mieli mnie dość, ale nie byłem pierwszy na każdych światłach. Innym aspektem, który pomógł wydłużyć zasięg był fakt, że Mokka-e to pierwsze auto, którym…

…najwięcej frajdy sprawiało mi hamowanie.

Przycisk "B" włącza rekuperację. Przełącznik "Drive Mode" służył mi głównie do włączania trybu Eko.

Zanim pomyślicie, że to dlatego, że Mokka okropnie przyspiesza to muszę Was zmartwić – to nie dlatego. Takie, a nie inne preferencje wynikały z obecności trybu rekuperacji. Miałem kupę frajdy z każdego hamowania, bo wyczuwanie momentu kiedy należy odpuścić tak, by dotoczyć się idealnie do auta przede mną i nie musieć używać hamulca było satysfakcjonujące. To dlatego, że w normalnym aucie podczas toczenia nie dostajemy paliwa z powrotem – natomiast w elektryku rekuperacja generuje energię, gdy silnik elektryczny wyhamowuje koła. Jest to swego rodzaju ulepszone hamowanie silnikiem. Ah, muszę zaznaczyć, że o ile Mokka zwolni samoczynnie do prędkości 7km/h, to potem trzeba użyć hamulca by auto całkowicie zatrzymać. No chyba, że jedziemy z użyciem aktywnego tempomatu. Wtedy sprawa się nieco komplikuje. Um, na odwrót – upraszcza. Mokka wie kiedy auto przed nami hamuje i hamuje razem z nim, aż do kompletnego zatrzymania. Jedyne co trzeba zrobić gdy auto przed nami ruszy to delikatnie nacisnąć na pedał przyspieszenia i Mokka już wszystko ogarnie. Genialne.

Skoro już przy tempomacie jesteśmy – Mokka ma również funkcję utrzymywania toru jazdy po pasie ruchu. Owszem, nie jest ona idealna, samochód delikatnie “pływa” od lewej do prawej strony, ale jest wystarczająco dobra, by Mokka mogła samodzielnie pokonać zakręt na drodze szybkiego ruchu. Tylko się nie rozleniwiajcie – Mokka lubi Wasz dotyk i upomni Was, jeśli zbyt długo nie będziecie dotykać kierownicy. 

Inne ciekawe rzeczy.

Zauważyłem, że mam w notatkach jeszcze trochę ciekawych podpunktów, warto więc o nich napisać.
Po pierwsze: pod maską jest silnik. Niby nic ciekawego, ale zwykle w samochodach z napędem elektrycznym jest tam bagażnik. Absolutnie śmieszna była sytuacja, gdy robiąc z Michałem zdjęcia Mokki, pokazałem mu co jest pod maską:
-Ej, zobacz co tu jest!
-No jak to co, bagażnik.
-No… nie.
-O, silnik!
-No, silnik!
Myślę, że Pan Policjant który przechodził obok musiał na nas patrzeć jak na ludzi niespełna rozumu. Dwóch idiotów zachwyca się, że pod maską samochodu jest silnik.

Po drugie: wbudowana w samochód nawigacja jest bardzo sensowna – pokazuje najbliższe ładowarki oraz natężenie ruchu. To drugie jest aspektem charakterystycznym dla Google Maps, mnie po prostu zaskoczyła obecność tej funkcji we wbudowanej nawigacji. 

Grill mimo bycia zaślepionym w 100% nadal ma ładny wzór. Lubię takie detale.

Po trzecie: reflektory Opel Intellilux to jest jakaś magia – jestem pewien, że w ich opracowywaniu pomagał Harry Potter. Człowiek wydający mi samochód powiedział, że z nocy robią dzień. Pomyślałem, że nie ma szans i na pewno nie są aż tak dobre. No i byłem, cholera, w błędzie. Podczas jazdy dziennej reflektory automatyczne w Oplu po prostu są. Dosłownie, są – nie zwraca się na nie uwagi. Gdy prowadzimy samochód za dnia, zapalone są tylko LEDy do jazdy dziennej, w tunelu zaś włączają się światła mijania, potem po wyjechaniu z tunelu wyłączają się i tyle. Nic ciekawego. Podróże w nocy, gdy oświetlenie uliczne jest słabe to jednak czas, gdy reflektory Mokki naprawdę błyszczą. Opel przy jeździe po słabo oświetlonej ulicy automatycznie włączył światła długie – i nawet nie zauważyłem, że wokół nie ma latarni. A potem, gdy z naprzeciwka nadjechał samochód, Mokka przyciemniła tylko tą część reflektora, która mogła oślepić kierowcę nadjeżdżającego z przeciwnej strony. Ten taniec świateł podczas nocnej podróży jest absolutnie fenomenalny. Nawet znajoma z kurzą ślepotą stwierdziła, że w takich warunkach nie bałaby się jeździć. 

Opel Mokka-e zaskakuje.

Mimo innego znaczka, Mokka-e była ciepło przyjęta przez fanów Mercedesa.

Korzystając z faktu, że miałem do swojej dyspozycji auto elektryczne, postanowiłem trochę namieszać w głowach moich znajomych, którzy nie przepadali za autami elektrycznymi. Plan się powiódł. Oto, co napisał Michał:

Zawsze byłem uprzedzony do elektryków, jakoś tak z natury. Stan ten utrzymywał się, dopóki nie miałem okazji przejechać się Mokką-e. Fajnie się jeździ tym pudełkiem, lecz Opel nie przekonał mnie do rozmyślania nad zakupem EV. Jako zabawka dla dużego chłopca był super. Jako auto na co dzień? Już nie bardzo. Pierwszym, co mnie negatywnie uderzyło, była przednia „oplowska” szyba, która przypomina wizjer czołgowy. W mojej Skodzie Citigo przednia szyba jest znacznie większa. Komfortu jazdy w tym aucie nie można krytykować. Choć w sumie można, lecz dopiero jak się usiądzie z tyłu. Ciasno, ciemno i ciasno. Wspominałem że ciemno? Ciasno też jest. A tak na serio, sądziłem, że crossover będzie skonstruowany tak, żeby osoba o wzroście 184cm mogła z tyłu usiąść, zamiast się kłaść. Więc tym samym brak tam możliwości do zajęcia wygodnej pozycji, gdyż albo brakuje miejsca na nogi, albo na głowę. Z przodu natomiast projektant postanowił umieścić piano black na środkowej konsoli. Akurat w miejscu, gdzie spoczywa dłoń gdy korzystamy w podłokietnika. Nie muszę Wam mówić czym to się kończy, nie? No i trzecia rzecz, Mokka podczas jazdy wyświetla na mapie najbliższe ładowarki. Podczas podróży po mojej okolicy, wyświetliła się tylko jedna taka ikona na mapie. To nie zachęca do rozważania nad zakupem EV, chyba, że akurat ma się dom jednorodzinny, gdzie można bez problemu ładować auto w garażu.

Postanowiłem pokazać zalety Mokki również mojemu Tacie. Jak się domyślacie, był oczarowany; stwierdził, że brak silnika spalinowego i oczekiwania na moc jest absolutnie tym, czego szuka w samochodzie. Jedyne co mu przeszkadzało to fakt, że system audio nie ma wystarczającej ilości niskich tonów. Ja tego nie zauważyłem, ale muzycy mają inne standardy.

Jeszcze jedno.

Ciekawy detal - wloty powietrza z boku przedniego zderzaka są funkcjonalne.

Opel Mokka-e to dziwne auto. Zapewnia dużą ilość systemów wspomagania kierowcy, które przydadzą się w dłuższej trasie, ale jednocześnie jest elektryczna, więc dłuższe trasy jej nie służą. Dziwne jest też zawieszenie. I nie jest to do końca wina zawieszenia samego w sobie – Mokka jest stosunkowo krótka, a przez baterie również ciężka. Oznacza to, że fizyka nie jest największym sprzymierzeńcem tego samochodu. Zawieszenie nie jest twarde. Ale nie jest też miękkie. Jest sztywne – czuć każdą dziurę, ale nie wybije ona zębów, bo samo przejeżdżanie przez drogę z ubytkami jest płynne. Innymi słowy – nie izoluje, ale nie zapewnia sportowych wrażeń. A właśnie – sportowe wrażenia. Tak jak pisałem na początku, Opel Mokka-e dysponuje trybem Sport. Nie mam tylko pojęcia po co. Znaczy – tak, poprawie ulega reakcja na gaz, układ kierowniczy robi się cięższy, ale to nie jest sportowe auto i nigdy nim nie będzie. Będąc szczerym, najbardziej pasował mi tryb eko z włączoną rekuperacją – był komfortowy, wystarczająco dynamiczny i oszczędzał baterie. Same plusy.

Opel Mokka-e podsumowanie.

Komfort w samochodzie przeszedł długą drogę w ciągu ostatnich 20 lat...

Będąc szczerym to jedno z najlepszych aut jakimi jeździłem. Tak ogólnie. Alpine A110 S było fantastyczne, ale byłoby męczące na co dzień. Taka rola auta sportowego, wymęczy ale wciąż chcesz więcej. Natomiast Opel Mokka-e zachwyciła mnie, jak wiele komfortu zapewnia przy codziennej jeździe i tym, jak dobrze spełnia wszystkie wymagania które stawiam przed autem. Nadaje się i do przewożenia znajomych i do wożenia rodziny , a nawet potrafi zaskoczyć osiągami. Właściwie, to największa wada tego auta nie jest wadą tego auta. Największa wada tego auta jest moją wadą – po prostu nie mam go gdzie ładować.

Serdecznie dziękuję salonowi MM Cars za udzielenie mi samochodu do testów.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Udostępnij ten wpis:

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email

czytaj inne wpisy:

Aahhh! Mein Gott! – Ostatnia Prosta #2

Witam na ostatniej prostej, czyli cotygodniowym podsumowaniu newsów z motoryzacyjnego świata. Jeśli przegapiliście newsy z poprzedniego tygodnia, kliknijcie w ten link. Jeśli jesteście na bieżąco bądź newsy z poprzedniego tygodnia wolicie przeczytać później, to po prostu czytajcie dalej wpis, który macie teraz otwarty. A czytać warto, bo dziś zszokuje Was Mercedes i Renault, Mitsubishi okaże

Czytaj więcej »

Nie rozumiem narzekania – Hyundai Tiburon Coupe 2.0

Hyundai Tiburon Coupe to auto, które wygląda jak milion dolarów. Pytanie jednak brzmi: Czy jeździ tak samo? Hyundai Tiburon, którym jeździłem należy do @sharksstage. Hyundai Coupe to auto swojej epoki. Epoki małych coupe, które niekoniecznie miały być sportowe, ale za to miały wyglądać jak milion baksów. Podobną rolę pełnią obecnie crossovery i SUVy – za

Czytaj więcej »

Powrót manuali! – Ostatnia Prosta #1

Witam na ostatniej prostej czyli cotygodniowym podsumowaniu newsów z motoryzacyjnego świata. Dziś będzie o powrocie manuali do hipersamochodów, “wcale-nie-SUVie” Ferrari, nowym (tylko, że nie) Chryslerze z V8, mocnej ofensywie modelowej Jeepa oraz ciemnym koniu wyścigu muscle carów.No to jak, zaczynamy? No ba! Superauto z manualem raz Pięciolitrowe V8, 2 turbiny, 1600hp i naprawdę dziwna skrzynia

Czytaj więcej »

Chris Bangle to najlepszy designer w historii.

Ludzie go kochają lub nienawidzą – fakty są jednak takie, że to jego projekty starzeją się najwolniej. Jeśli chodzi o robienie szumu, to nie ma lepszej osoby od tego niż Chris Bangle. Każdy, dosłownie każdy zaprojektowany przez niego samochód był odstępstwem od normy – dziwactwem, które swoim designem wybiegało tak daleko w przyszłość, że niektóre

Czytaj więcej »

SexSpec, czyli All Show And No Go

Nazwa tego stylu modyfikacji jest co najmniej… dziwna. Czy ma sens? O tym musicie sami zdecydować. Powróćmy myślami do wczesnych lat 2000. Szybcy i Wściekli są na topie popularności, a gry wyścigowe, w których auta były tylko dodatkami do głośników i neonów zamontowanych w środku tychże, były ogrywane w każdym domu. Piękne to były czasy.

Czytaj więcej »

Dodge Hornet – wszystko co musicie wiedzieć

Dodge zaprezentował ostatnio nowego SUVa o nazwie Hornet. I jestem zawiedziony. SUVy są teraz w modzie. Jest to moda, która kompletnie nie ma sensu i powinna zdechnąć, bo większość tych aut nie wjeżdża nawet na krawężniki, a o jeździe poza drogą słyszała tylko piąte przez dziesiąte od Wranglera, który stał po drugiej stronie parkingu pod

Czytaj więcej »