Lamborghini-linia-miniaturka

Lamborghini – Marka jednej linii

Na rynku istnieje wiele producentów samochodów, których można rozpoznać na pierwszy rzut oka. Ale nikt nie robi tego lepiej niż Lamborghini.

Jedną z najważniejszych zasad rynku, nie tylko tego samochodowego, jest “wyróżnij się albo zgiń”. No więc producenci starają się wyróżnić, utrzymać konsekwentny design swoich produktów tak, by same w sobie były reklamą i zobaczywszy je od razu wiedzieć, że to, na co patrzymy jest Audi, Oplem, czy innym Renaultem. Markami samochodowymi o których myślimy najczęściej, jeśli chodzi o konsekwentny design który nie zmieniał się od lat, są:

Alfa Romeo ze znanym wszystkim entuzjastom włoskiej motoryzacji grillem w kształcie trójkątnej tarczy, który nosi nazwę „Scudetto”,

BMW, którego nerki wbiły się w pamięć niejednemu zbirowi zadzierającemu z niewłaściwymi ludźmi,

oraz Rolls-Royce, którego grill inspirowany grecką katedrą towarzyszy najbogatszym ludziom świata już od początku XX w.

I wszystko jest fajnie, mamy fronty samochodów, które z góry mówią nam z jaką marką mamy do czynienia. Ale co jeśli powiem Wam, że jest taka marka, której nie definiuje grill, tylko cała linia boczna samochodu, która musi być obecna w każdym aucie tej marki? Znaczy, dobra – w prawie każdym, ale do tego przejdziemy.

Mówię oczywiście o Lamborghini

Prawdopodobnie zauważyliście, że Lamborghini postawione obok innych supersamochodów wygląda inaczej. To znaczy, że tak – wszystkie mają krótką maskę i kabinę wysuniętą do przodu, ale mimo to, Lamborghini nie przypomina reszty supersamochodów.

Widzicie, o co mi chodzi? 
Jeśli nie, to zadam pytanie pomocnicze: z ilu brył składa się design Lamborghini? Gdzie zaczyna się maska? Albo inaczej. Czy w ogóle, jeśli chodzi o linię, możemy odróżnić maskę od szyby? 
Spójrzcie na te obrazki jeszcze raz, ale tym razem zaznaczyłem Wam linię, o którą mi chodzi:

Jak widzicie, linia boczna Lamborghini, a dokładniej jej górny kontur jest zupełnie inny niż w innych samochodach podobnej klasy. Jest to jeden długi łuk, który ciągnie się od początku przedniego zderzaka aż do końca samochodu. 

I ta linia nie wzięła się znikąd

Celowo na początku tekstu wyróżniłem marki, których elementy stylistycznie nie zmieniły się.. właściwie nigdy, bo dokładnie tak samo jest z Lamborghini. Z tym, że jak już zapewne się domyśliliście, w Lambo nie chodzi o grill, tylko o cały samochód. Bo łuk łączący przód auta z tyłem pojawił się już w 1971 roku w samochodzie koncepcyjnym o nazwie Lamborghini LP 500 (i potem w jego produkcyjnej wersji, czyli Countachu), zobaczcie:

Koncept Lamborghini LP 500

I tak, przed LP500 była Miura oraz wszelkie wariacje na temat 350GT, ale to właśnie koncept zaprojektowany przez Marcello Gandiniego wyznaczył kierunek, w którym Lamborghini podąża aż do dzisiaj.

No więc mamy tę linię i co dalej?

I można by powiedzieć, że reszta stała się historią. Z tym, że jest jedno ale. Albo dwa, ale to drugie jest takie tycie, malutkie, że to w sumie bardziej ciekawostka. Ale dobra, zacznijmy od tego ważniejszego ale, więc:

Po pierwsze:

Zasada, która mówi, że Lamborghini musi mieć konkretną linię boczną znajduje zastosowanie tylko jeśli mówimy o supersamochodach tego producenta. I tutaj nie ma wyjątków – zobaczcie sami:

Jeśli jednak śledzicie losy Lambo trochę uważniej to pewnie wiecie, że Lambo miało kilka aut, które nie były supersamochodami, czyli na przykład:

Lamborghini LM002 inaczej znane pod pseudonimem Rambo-Lambo.

Lamborghini Urus czyli odpowiedź na pytanie „co zrobić gdy mam rodzinę, ale chcę mieć znaczek z bykiem na kierownicy?”

Lamborghini Estoque dzięki któremu świat byłby lepszym miejscem – niestety, nie weszło do produkcji.

I w momencie, gdy silnik trzeba upchnąć przed kierowcą ciężko jest zastosować, “zasadę jednej linii”, bo wymaga ona by maska i przednia szyba tworzyły jedną płaszczyznę. I stąd też Urus wygląda jak Cayenne po podobnej kuracji, jaką przechodzą ziemniaki po tym jak obiorę je na obiad. LM002 to nieco inna historia, bo to Lambo było samochodem wojskowym, gdzie zasada designu Lamborghini nie została zastosowana. Z kolei Estoque to koncept oparty na Panamerze, który mimo że wygląda od swojego pierwowzoru jakieś 1973 razy ładniej, to ciągle nie wygląda jak, dajmy na to, Huracan.

Jak widzicie, każdy supersamochód tej marki ma tę jedną linię, która powoduje, że design Lamborghini się wyróżnia, nawet na tle innych wyjątkowych aut ze stajni Mclarena czy Ferrari. 

Po drugie:

Jest jedno auto wyglądające jak Lambo, które Lambo… cóż, nie jest. I wynika to z faktu, że podczas prac nad następcą Countacha Lamborghini odrzuciło design Marcello Gandiniego. Odrzuciło to nieco duże słowo, bo Lamborghini wzięło sam zamysł i główny koncept ale ugrzeczniło go ręką Toma Gale’a. Tak, to dziwne użyć słowa “ugrzecznić” w odniesieniu do Lamborghini, ale tak właśnie było. W każdym razie – design zaproponowany przez Gandiniego żył dalej w aucie, które możecie znać pod nazwą Cizeta-Moroder V16T.

Tutaj macie jeszcze obrazek z Lamborghini Diablo, żebyście mogli porównać oba projekty:

Są podobne, prawda? Z tym, że Cizeta-Moroder była dwa razy lepsza niż Diablo. Po pierwsze dlatego, że miała dwie pary otwieranych świateł, a nie jedną:

Po drugie dlatego, że V16T napędzana była dwoma silnikami Lamborghini, nie jednym. Wynikało to z faktu, że silnik zastosowany w Moroderze to dwie V-ósemki Lamborghini (tak, Lambo robiło kiedyś V8), które połączono razem tworząc tym sposobem silnik V16. A, no i litera T nie oznacza, że silnik posiada turbo, tylko jest to oznaczenie silników ustawionych poprzecznie (Transverse).

Oczywiście Cizeta-Moroder V16T nie odniosła wielkiego sukcesu i w ciągu 12 lat produkcji (1991-2003) wyprodukowano zaledwie 13 sztuk, ale warto o niej pamiętać, szczególnie jeśli mowa o ewolucji designu w Lamborghini.

Teraz i Wy możecie zachwycać się designem Lamborghini

Bo w momencie gdy widzicie, jak kosmiczny jest pomysł użycia jednej linii, by spiąć całe auto razem to zauważacie, że to było i jest coś absolutnie niespotykanego. Niezależnie czy mówimy o latach 80’, gdy Countach wyglądał jak statek kosmiczny, czy o motoryzacji współczesnej, w której nawet Audi R8, bazujące na Gallardo/Huracanie, nie może pochwalić się tak wystrzałową linią nadwozia.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis:

czytaj inne wpisy:

Najlepsze koncepty, które nie doczekały się produkcji

Często jestem zachwycony samochodami koncepcyjnymi i tylko czekam, aż będę mógł taki samochód zobaczyć na drodze. A potem przychodzi rozczarowanie. Samochody koncepcyjne powstają w różnych celach – pisałem o tym TUTAJ. Czasem nawet plan jest taki, że koncept ma wejść do produkcji i w momencie jego premiery trwają już testy nowego modelu. A potem szlag

Czytaj więcej »

Tanie auta do KJSów, rajdów itp. Idealne samochody, by zacząć przygodę z motorsportem

Jeżeli złapaliście bakcyla prędkości, to na pewno zawsze chcieliście zacząć się legalnie ścigać. Oto najtańsze sposoby. Ta lista “Co kupić” wyjątkowo nie ma limitowanego budżetu. Sporty motorowe są drogie, niezależnie czego byście nie zrobili. Same samochody do jazdy sportowej również nie są tanie – nawet jeśli koszt zakupu jest niski, to modyfikacje i tak pochłoną

Czytaj więcej »

Art Of Rally to Mazda MX-5 wśród gier wyścigowych

Obecnie gry wyścigowe gnają za coraz lepszą grafiką. Art Of Rally ma ciekawszy pomysł. Cały rynek gier wyścigowych skupia się obecnie na jednym – coraz lepszej grafice. I nie ma w tym absolutnie nic złego. Podziwianie linii nadwozia swoich ulubionych samochodów w jakości Ultra HD 4K z idealnie odbitymi refleksami jest naprawdę przyjemne i zdecydowanie

Czytaj więcej »

Auto rodzinne do 10 tysięcy  – co kupić #15

Najlepsze rodzinne auto do 10 tysięcy? Jest ich kilka do wyboru. Definicja samochodu rodzinnego zmieniała się przez lata. W PRLu za samochód rodzinny często uchodził Fiat 126p, ale na szczęście czasy się zmieniły i nie trzeba już katować siebie (ani swoich bliskich) jeżdżeniem tą puszką po pasztecie. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że

Czytaj więcej »

Nowy Dodge Charger nie jest… nowy?

Mechanicznie? Ma niewiele wspólnego z poprzednikami. Design to inna para kaloszy. Kontynuujemy trend pisania o Dodge’ach, ale dziś nie zaglądam w przeszłość, a w przyszłość. Inna rzecz, że dziś będzie o zupełnie innym aucie niż w zeszłym tygodniu, ale po kolei. Dodge Charger to auto, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Ta wielka landara z jeszcze

Czytaj więcej »

Dodge Challenger przyszedł za późno i odszedł za wcześnie

Kiedy Mustang i Camaro skupiały się na zakrętach, Challenger pragnął tylko i wyłącznie więcej mocy. Wśród entuzjastów motoryzacji nie ma osoby, która nie słyszałaby o terminie “Muscle Car”. Dosłownie “auta-mięśniaki” to typowo amerykański rodzaj auta sportowego, w którym nie liczy się zwrotność czy wyrafinowanie, a jedyne, co ma znaczenie to moc. A raczej MOC, bo

Czytaj więcej »