ivolucja.pl

Jak projektowane są auta Hot Wheels?

Hot Wheelsy mogą wyglądać realistycznie, ale tak naprawdę dużo różni je od samochodów, które odwzorowują.

Na początku drobne zastrzeżenie – ten wpis będzie głównie o modelach Hot Wheels, które maja odwzorowywać prawdziwe samochody. Samochodziki, które powstały tylko i wyłącznie z myślą o byciu zabawką to zupełnie inna bajka, a ich projektowanie i tworzenie często sprowadza się tylko do tego żeby były odpowiednio odjechane i sprawdzały się podczas zabawy na torach. W sumie, to czasem wystarczy tylko fakt, żeby autko było odjechane, patrzcie na to, co za młodu nazywałem kiblowozem:

Ten samochodzik nazywa się Hot Seat czyli "gorące krzesło". /źródło: HW-Unleashed.fandom.com

Było też autko zbudowane w podobnym duchu, które wyglądało jak jacuzzi… dobra, nieważne, zbaczam z kursu.
Bardziej realistyczne samochodziki Hot Wheels, czyli te, które ja najbardziej lubię, często nie są idealnymi replikami. Wręcz przeciwnie – często zmienia się proporcje, przesuwa to i owo, żeby zabawka dla oka wyglądała jak prawdziwy samochód, nawet jeśli po powiększeniu wyglądałaby dziwacznie.

No właśnie - proporcje.

Samochody, które widzicie na drogach często mają konkretne dla swojego typu proporcje, które łatwo można wyjaśnić porównując je do wielkości kół. Tak, koła są na tyle ważnym elementem samochodu, że to właściwie od ich wielkości w stosunku do reszty samochodu zależy czy auto będzie wyglądało dobrze, czy też nie.

Żeby nie przedłużać i nie wchodzić zbytnio w szczegóły, pokażę tylko kilka przykładów samochodów, które mają wybitnie różne proporcje w swojej wersji prawdziwej i tej wyprodukowanej jako samochodzik Hot Wheels.

Jak zapewne zauważyliście, żaden z przedstawionych samochodów nie wygląda źle w swojej oryginalnej formie. Ale jako zabawka.. cóż – nabiera więcej stylu.

Styl jest ważny w Hot Wheelsach

Hot Wheelsy to głównie zabawki dla dzieci – taki jest główny cel ich produkcji, szczególnie jeśli mówimy o tak zwanych „mainline’ach” czyli autkach z głównej serii produkcyjnej, innymi słowy tych, które zwykle możecie znaleźć w sklepie w charakterystycznych niebieskich opakowaniach.

Dzieciaki bardzo cenią sobie, by wybrane przez nie autko wyglądało dobrze w ich oczach. To znaczy, że owszem, duże ciężarówki mają wzięcie (kto by nie chciał jeździć wozem strażackim?) to jednak o wiele fajniejsze są te pojazdy, które wyglądają jak wyjęte prosto z ich głowy. Wiecie – płomienie, wielkie koła, spoilery i co tam jeszcze sobie można wymyślić. 

Dlatego często nawet samochodziki przedstawiające prawdziwe auta nadal są odpicowane. Dobrym przykładem jest Nissan Patrol, który jako Hot Wheels sporo stracił ze swojego czysto utylitarnego charakteru poprzez dodanie dwóch wystających przez maskę turbo, wielkich kół z terenowym bieżnikiem oraz całkowitym pozbyciem się zderzaka przedniego i koła zapasowego. Czy zabawka przedstawia produkcyjny samochód? Owszem. Czy jest on odpicowany i o wiele bardziej szalony niż to co Nissan produkował? Owszem. I to się właśnie dzieciom podoba! Z resztą, dorosłym też, czego przykładem jest to, że mam takiego na półce.

Styl stylem, ale zabawka służy do... cóż, zabawy

Jak zapewne wiecie, Hot Wheels to nie tylko autka, ale również coraz bardziej pokręcone tory na których można sprawdzić jak szybki jest samochodzik. Problem w tym, że… tory mają swoje własne wymagania, które autko musi spełnić, by zapewnić odpowiednią prędkość i nie spadać w dół podczas pokonywania pętli lub nie zatrzymywać się w połowie okrążenia. Te wymogi wynikają tylko pośrednio z tego co chcą osiągnąć twórcy – głównym powodem jest fizyka. 

Jak zapewne możecie się domyślić, autka ze zbyt niskim przodem lub wystającymi kołami będą często haczyć czy to o podjazdy czy o ściany torów – a to z kolei oznacza utratę prędkości i mniejszą szansę na pokonanie pełnego dystansu. To z kolei oznacza, że dzieci mniej chętnie wybiorą taki model gdy przyjdzie do zabawy. Chyba, że oczywiście zabawa nie zakłada użycia toru, ale to zupełnie inny temat. 

To jest Beach Bomb Too z 2002 roku czyli nawiązanie do oryginalnego Beach Bomba z roku 1969.

Z resztą, z tego dokładnie powodu Hot Wheels o nazwie „Beach Bomb”, czyli autko inspirowane klasycznymi busami Volkswagena, stał się tak słynny. Jego pierwsza wersja była za wąska, by korzystać z „Przyspieszaczy” czyli nowo wprowadzonego elementu torów Hot Wheels, który pozwalał przyspieszyć samochodzik bez korzystania z siły grawitacji. Szybko więc zrobiono modernizacje i poszerzono nadwozie Beach Bomba tak, by mógł korzystać z „Przyspieszaczy”, a oryginalne, wąskie Beach Bomby zostały rozdysponowane wśród pracowników Hot Wheelsa. Obecnie nieużywalne, wąskie Beach Bomby są warte szalone pieniądze, bo wyprodukowano ich kilkadziesiąt sztuk. Tych szerokich wyprodukowano o wiele więcej, więc warte są o wiele mniej.

Gdyby to jednak było takie proste...

Jak dowiedziałem się od Bryana Benedicta podczas rozmowy z nim na Ultrace 2025, nie każdy samochodzik ma te same wymagania. Zwykle zespół projektujący zabawki ocenia jak bardzo samochodzik jest zbudowany dla entuzjasty motoryzacji, a jak bardzo dla żądnego zabawy dziecka i zależnie od tego dopasowuje jego wygląd czy sprawdza jego sprawność na torach Hot Wheels.

Zabawkowa Tesla Roadster wygląda jakby nie miała dolnej szczęki.

Oczywiście, że autka, które są projektowane tylko po to, żeby były odjechane, zwykle powstają jako zabawki dla dzieci, ale repliki aut produkcyjnych to zupełnie inna sprawa. W ten sposób na przykład Ford Mustang GTD ma regulowany przedni zderzak, który można ustawić albo pod jazdę po torach Hot Wheels, albo tak, żeby wyglądał bardziej jak oryginał. Tesla Roadster z kolei ma specjalnie ścięty przedni zderzak, żeby lepiej radzić sobie na pętlach i nie haczyć nim na podjazdach. Zupełnie innym przykładem jest Proton Saga. Ten model powstał z okazji 40-lecia powstania fabryki Hot Wheels w Malezji i rząd tego kraju zupełnie nie zgodził się na jakiekolwiek odstępstwa od oryginału – tak więc Bryan Benedict ze swoim zespołem wiedział, że to pozostanie model dla entuzjastów i nie uznał za priorytet jego użyteczności na torach Hot Wheels. Wiecie, to autko wygląda jak pudełko zapałek i nie jest specjalnie interesujące dla dzieci – ale dla graciarzy już tak, czego przykładem jest to, że malutki Proton Saga stoi u mnie na półce. 

Są jednak autka, które do zabawy nie służą

Ciekawostką jest – no dobra, dla mnie było – że są modele Hot Wheels, które nie muszą nawet spełniać czegoś co nazywa się „rolling requirements” czyli innymi słowy wymagań dotyczących jeżdżenia (lub toczenia). 
Jakie są tego praktyczne skutki? A no takie, że są modele Hot Wheels, które zupełnie nie nadają się do zabawy, bo właściwie nie potrafią toczyć się siłą rozpędu i jedyne do czego się nadają to wystawienie ich na półce. 

Największym jednak zaskoczeniem jest to, że autka, które nie nadają się do zabawy to często te najdroższe. Czyli nie chodzi mi o moje ulubione „mainline’y”, a serie specjalne tzw. RLC – Red Line Club. Te modele zwykle mają więcej detali na nadwoziu ale też gumowe opony czy inne dodatki zależnie od konkretnej zabawki. 
Bryan Benedict stwierdził, że RLC są zwykle projektowane i produkowane tylko i wyłącznie z myślą o miłośnikach kolekcjonowania Hot Wheelsów, a nie o lubiących zabawę dzieciach i to stąd wynika fakt przełożenia wyglądu nad frajdę z zabawy.

Dlaczego Hot Wheels są wyjątkowe?

No cóż, powodów jest kilka. Najważniejszy z nich wynika poniekąd z ich nazwy. Albo raczej odwrotnie – nazwa wzięła się od cechy wyróżniającej Hot Wheels na tle innych modeli autek. Wyróżnikiem modeli HW miała być nieosiągana przez inne zabawki prędkość, którą osiągnięto poprzez stosowanie węższych osi i delikatnie inną budowę kółek. Swego czasu Hot Wheelsy zostawiały Matchboxy daleko w tyle jeśli chodzi o osiągane prędkości oraz dystans przejechany z użyciem jednego popchnięcia. Dzisiaj to już nie ma takiego znaczenia, bo Matchbox i Hot Wheels należą do Mattel i stosują nie dość, że te same kółka, to jeszcze te same osie. 

Inny, nie mniej istotny. powód dlaczego Hot Wheels są wyjątkowe to ich fikuśny wygląd, który zawsze balansował na granicy dziecięcej fantazji i realnych szans na budowę czegoś podobnego – czasem przechylają się w jedną lub drugą stronę. 
Swego czasu dodatkowym atutem autek Hot Wheels były wyjątkowe lakiery SpectraFlame, które nie dość, że występowały w totalnie odjechanych kolorach to jeszcze miały w sobie mieniący się brokat. Obecnie te lakiery można spotkać tylko na niektórych modelach, głównie Premiumach, a większość autek ma normalny lakier, który wygląda ładnie ale zupełnie nie ma tej głębi. 

Nie wolno także zapomnieć o wspomnianych przeze mnie wcześniej proporcjach. Większe niż normalnie koła oraz niższe dachy powodują, że autka Hot Wheels wyglądają tak jak chcielibyśmy, żeby samochód wyglądał, a nie tak jak wygląda naprawdę. Jeśli łapiecie o co mi chodzi. 
Zupełnie inną sprawą jest fakt, że często Hot Wheels nie wzbrania się przed ekstremalnymi modyfikacjami, chociażby tylko po to, żeby wzbudzić większe zainteresowanie.

Czy zbieracie autka Hot Wheels?

Z Hot Wheelsami trzeba uważać, bo niby są małe ale gdy jest ich dużo to zajmują ogrom miejsca.

To dość interesujące pytanie. Z jednej strony Hot Wheels to zabawki dla dzieci, po co dorosłym śmieszny samochodzik zaparkowany na półce?
Z drugiej strony, często zapominamy o tym, że jako dorośli ludzie mamy wolną wolę i jeśli tylko mamy ochotę sobie coś kupić to możemy i nikt nie powie, że nie możemy, bo nie wiem… dostaliśmy złą ocenę. 

Ja na przykład zbieram Hot Wheelsy. Nawet nie dlatego, że się nimi bawię, bo nie mam na to miejsca ani czasu. Raczej dlatego, że widok samochodowych Skittlesów na półce przy biurku sprawia mi wielką radość. Oraz dlatego, że są auta, które lubię, ale za żadne skarby nie chciałbym ich kupić i nimi jeździć – na przykład klasyczny Fiat 595 Abarth. 
Inna sprawa, że pójście do supermarketu i zajrzenie do działu z zabawkami z myślą, że nie muszę nikogo pytać o pozwolenie daje niesamowite poczucie wolności. Wolności, której za dzieciaka nigdy nie miałem, bo o ile rodzice często się zgadzali, o tyle często wymagało to ode mnie jakiegoś rodzaju postanowienia – chociażby tylko głupiego „będę grzeczny na zakupach”. 

A teraz nie muszę być grzeczny, a autko i tak mam!

Zostaw komentarz