Targi w Genewie czy Pekinie stały się ofiarami roku 2020. Premiery odbywają się więc gdzie indziej - na przykład na Monterey Car Week.
Rok 2020 stał pod znakiem wielu śmierci spowodowanych koronawirusem COVID-19. Mówimy tutaj oczywiście głównie o wielu ludziach, których życie zakończyło się pod znakiem tej choroby, ale też o imprezach, które zostały wstrzymane na okres trwania pandemii, a potem nigdy nie zostały wznowione. Pewnym rodzajem takich wydarzeń są niezliczone targi samochodowe, które po przerwie w roku 2020 już nigdy się nie odbyły. Owszem, część winy za taki stan rzeczy ponosi internet. Nowy model zaprezentować przecież można tylko i wyłącznie wirtualnie zapraszając tylko kilku dziennikarzy by Ci zrobili odpowiednio interesujący materiał. Nie ma więc aż takiej presji na odpowiednie wydarzenia publiczne – w końcu każdy człowiek na Ziemi może zobaczyć nowy model ulubionej marki bez ruszania się z kanapy zamiast podróży przez pół świata i stania w tłumie innych gapiów.
Niektórzy producenci samochodów – szczególnie tych bardziej ekskluzywnych – nadal jednak cenią sobie fizyczną interakcje z klientem. Nie ma w tym z resztą nic dziwnego, kiedy potencjalny klient wydaje na auto kilka milionów Euro, a często nawet więcej, bo sam jest obecny przy tworzeniu samochodu.
W takich sytuacjach całe na biało wchodzą wielkie samochodowe imprezy dla bogatych snobów, takie jak Goodwood FOS, Emilia Island Concours The Elegance czy omawiany dziś Monterey Car Week. Są to imprezy skupione na najbogatszych miłośnikach motoryzacji, więc to właśnie tam najlogiczniej jest prezentować nowe, ekskluzywne i limitowane modele. To znaczy, owszem, teoretycznie osoby o mniej zasobnym portfelu również mogą uczestnicz w wydarzeniu jeśli kupią bilet ale… Cóż, nie nastawiałbym się na wyjście z niczym więcej niż ciekawymi wspomnieniami i kilkoma autografami ulubionych motoryzacyjnych tuz.
Co pokazano na Monterey Car Week 2025?
Wszystko. Taką ilość najwspanialszych aut świata, że oczy by Wam wypadły trzy razy i więcej czasu spędzalibyście na ich gonieniu niż faktycznym oglądaniu wystawy. Niektóre samochody przywiezione zostały przez prywatnych właścicieli, na przykład niezliczona ilość klasycznych Ferrari, Lamborghini, Alf Romeo, BMW czy Mercedesów. Inne zaś zostały zaprezentowane z ramienia producenta chcącego przypomnieć o swojej niesamowitej historii. Modele takie Ferrari F40, Porsche 959 czy BMW M1 każdy jednak zna, więc nie ma sensu o nich pisać. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam szaleństwo technologiczne lat 80′ i 90′ oraz niezaprzeczalny styl lat 70′ czy 60′, ale o takich samochodach pisano już wszystko i nie chcę się powtarzać.
Skupię się więc na premierach – samochodach, których nigdy wcześniej świat nie widział lub dopiero na Monterey Car Week miał okazję zobaczyć je po raz pierwszy w fizycznej formie, a nie tylko jako rendery i zdjęcia. A było tego dużo. Naprawdę dużo – niektóre auta były bardziej wyjątkowe inne mniej – wciąż jednak chciałbym je Wam przedstawić, chociażby tylko po to, żeby docenić starania inżynierów i stylistów pracujących nad tymi jeżdżącymi dziełami sztuki.
Acura RSX
Jeśli pod tą nazwą spodziewacie się nowej generacji Integry – bo nazwę RSX nosiła Honda Integra IV generacji w USA – to muszę Was zmartwić. Acura Integra już jest na rynku i jest niczym więcej jak lepiej wykonanym Civikiem – jest nawet wersja sportowa nazwana Type S, która jest mniej agresywną wizualnie wersją Type Ra ale zachowuje te same osiągi.
Nowy RSX natomiast będzie… elektrycznym SUVem. Co za szalony pomysł, żeby nazwę charakterystyczną dla sportowego coupe przypisać do elektrycznego SUVa. Wyobrażacie sobie co by się działo gdyby Ford zrobił coś takiego z Capri?
Ah, czekajcie – Ford to zrobił i całkiem nieźle się sprzedaje. W tym przypadku pewnie możemy oczekiwać takich samych rezultatów.
Bugatti Brouillard
Zrobimy tak – najpierw powiem Wam z czym mi się nazwa tego auta kojarzy, a potem faktycznie wyjaśnię Wam skąd się wzięła. To mi pozwoli zastosować beznadziejny żart nad którym myślałem cały dzisiejszy dzień.
Nazwa nowego modelu Bugatti kojarzy mi się z zeszytem z twardą oprawą – to znaczy brulionem. Do tego dodajmy, że program w ramach, którego Bugatti Brulion powstało nazywa się Solitaire i mamy brulion do układania pasjansa. Proszę się śmiać, to był świetny dowcip.
Dobra, pośmiane, popite dobrym napojem, a teraz wyjaśnię co to właściwie jest Bugatti Brouillard. Nowy model marki to tak naprawdę opracowany w jednym egzemplarzu samochód, który zamówił pewien niesamowicie bogaty człowiek. Nie wiem kto i szczerze powiedzieć, nie zamierzam tego tematu drążyć. Faktem jest jednak to, że jest to pierwszy model Bugatti opracowany przez nową dywizję tej marki nazwaną Solitaire, która odpowiedzialna będzie za wszystkie jednostkowe projekty. To znaczy, że jeśli będziecie odpowiednio zamężni, to możecie przyjść do salonu Bugatti i poprosić o specjalny, wykonany tylko dla Was samochód, którym zajmie się dywizja Solitaire właśnie.
Musicie jednak pamiętać o jednym – nowy seryjny model Bugatti czyli Tourbillon korzystał z wolnossącego V16 i układu hybrydowego. Projekty Solitaire natomiast korzystać będą tylko z potwornego W16 znanego między innymi z Veyrona i Chirona.
Cadillac Elevated Velocity Crossover Concept
Po wielu – i to mam na myśli WIELU – latach marazmu i kompletnego braku idei czym Cadillac chce tak naprawdę być, w końcu widać jakiekolwiek sensowne próby przywrócenia tej marce koherentnego charakteru. I niby tak, z jednej strony mamy superszybkie sedany, a z drugiej luksusowe SUVy i limuzyny, ale trzeba jedno przyznać: w końcu można powiedzieć, że Cadillac bez żenady próbuje rywalizować z najlepszymi. CT5-V i CT4-V Blackwing naprawdę potrafią dać bobu BMW M Power, a Lyriq czy Celestiq mogą być uznane za realnych rywali Maybachów. Wszystko zaczyna się zgrywać w jedną sensowną całość i w końcu przestaje patrzeć na Cadillaca jak na zlepek niefortunnych decyzji.
Pokazany na Monterey Car Week Elevated Velocity Crossover Concept także jest ruchem odważnym, ale zdecydowanie takim, jakiego Cadillac potrzebuje. Oczywiście, szanse, że EVCC trafi do produkcji wynoszą okrągłe zero, ale co z tego, skoro pokazany pomysł jest odważny, elektryczny i co najważniejsze – ma odpowiednią prezencję.
W mojej opinii to koncepcyjny strzał w dziesiątkę – w każdym razie w przypadku Cadillaca – ale zdaje sobie sprawę, że mogę być w mniejszości.
Chevrolet Corvette CX VGT
Od razu uprzedzam – to nie jest nowy Chevrolet Corvette. Prezentowanie nowej generacji tego sportowego samochodu byłoby wyjątkowo niefartowne, gdy dopiero co na rynku zadebiutowała najmocniejsza odmiana ZR1 i ZR1X, a lifting został już zapowiedziany.
Zamiast tego mamy samochód koncepcyjny pokazujący przyszłość flagowego modelu Chevroleta. Należy on do znanej przez graczy serii konceptów Vision Gran Turismo (VGT) opracowanej z myślą o symulatorze jazdy ekskluzywnym dla konsoli Play Station. Właściwie to źle się wyraziłem – mamy dwa samochody koncepcyjne. Stonowanego i przypominającego auto drogowe Chevroleta Corvette CX oraz jego torową odmianę CX.R wyposażoną w agresywny pakiet aerodynamiczny.
Gordon Murray Special Vehicles Le Mans GTR
Ostatnio zrobiło się bardzo głośno o nowej marce GMA (Gordon Murray Automotive) – bardzo słusznie z resztą, bo została ona założona przez Gordona Murraya człowieka odpowiadającego między innymi za McLarena F1 czy wiele wygrywających bolidów Formuły 1. GMA zajmuje się produkcją hipersamochodów skupionych na kierowcy, bez automatów, hybryd i turbo czy kompresorów. Zamiast tego jest wolnossące V12, skrzynia manualna oraz gigantyczny wentylator, który wysysa powietrze spod samochodu zwiększając przyczepność. Zero spoilerów, bo w takiej sytuacji są one zbędne.
Przy okazji Monterey Car Week GMA dostało spółkę siostrę odpowiedzialną tylko i wyłącznie za bardzo limitowane projekty, zwykle na zamówienie pojedynczych osób, która nazywa się GMSV, czyli Gordon Murray Special Vehicles. Pierwszym limitowanym modelem jest Le Mans GTR, czyli nawiązanie do wygrywającego w Le Mans McLarena F1 Long Tail. Bazą dla GMSV Le Mans GTR jest model GMA T.50, który co ciekawe ma wiele stylistycznych elementów ze swojego tańszego brata T.33 – na przykład przednie światła. Zrezygnowano także zupełnie z wentylatora wysysającego powietrze spod auta – w tym przypadku nie jest on konieczny, bo udało się osiągnąć podobny efekt wydłużając odpowiednio tył pojazdu.
Gordon Murray Special Vehicles S1 LM
Kolejny koncept zaprezentowany przez Gordon Murray Special Vehicles to S1 LM, który już nawet nie stara się ukrywać faktu bycia inspirowanym McLarenem F1. Owszem, jest to konstrukcja nowsza – i to widać – ale tam gdzie T.50 miał sporo wyróżniających go elementów i faktycznie dało się go na pierwszy rzut oka odróżnić od pierwowzoru tam S1 LM wygląda prawie dokładnie tak jak pierwowzór. Nawet tylna część nadwozia ma dokładnie taki sam układ paneli i różnica jest taka, że światła są LEDowymi obręczami zamiast konwencjonalnych żarówek znanych z autobusu Bova Futura.
Wyjątkowo fascynującą ciekawostką barową o GMSV S1 LM jest fakt, że powstanie 5 sztuk i wszystkie trafią do jednego właściciela.
Karma Gyesera
Kojarzycie Fiskera Karmę? Tą piękną porażkę finansową, która próbowała być Teslą, zanim była Tesla? Ten samochód był zjawiskowo pięknym sedanem zaprojektowanym przez Henryka Fiskera – odpowiedzialnego między innymi za wygląd BMW Z8. Markę Fisker i model Karma trafił jednak szlag, bo założyciel był co prawda świetnym projektantem, ale niezbyt radził sobie z zarządzaniem marką samochodową.
Ale to nie koniec tej historii – Henryk Fisker sprzedał prawa do marki i narodziła się Karma, która ciągle tłucze zaprojektowany przez Fiskera samochód po niezliczonej ilości liftingów. Nie wiem kto to kupuje i jak to na siebie zarabia, bo nie widziałem ani jednego egzemplarza ani nawet recenzji, ale uznajmy, że się sprzedaje. Ba! Musi się sprzedawać, skoro właśnie zaprezentowano nowy model (czyli kolejną wariację na temat Fiskera Karmy…) nazwany Gyesera. Ciągle jest to piękny wóz, ale danych technicznych… cóż, jest mało – z tego co udało mi się dowiedzieć, to w odróżnieniu od samochodu Fisker Karma, Karma Gyesera nie jest hybrydą, a samochodem czysto elektrycznym.
Karma Amaris Prototype
Ale super, kolejna wariacja na temat Fiskera Karmy! Tym razem jest to podejście do samochodu dwudrzwiowego. A że wygląda on tak samo jak wyżej prezentowany sedan Gyesera? No… pewnie wynika to z faktu, że jest to ten sam samochód ale bez tylnych drzwi.
Tak jak irytuje mnie sposób działania marki Karma – to znaczy w kółko robienie tego samego i liczenie, że ktoś to kupi tak jedno muszę przyznać – linie narysowane przez Henryka Fiskera starzeją się wyjątkowo dobrze. Może gdyby nie fakt, że pierwsza wersja tego auta zaprezentowana została 20 lat temu, to robiłoby to nawet efekt wow, ale że minęło 20 lat… cóż, nie wygląda to już tak futurystycznie.
Infiniti QX65 Monograph
Infiniti przestało sprzedawać swoje samochody w Europie w okolicach roku 2015 po wielu latach homeopatycznej sprzedaży i zupełnym braku podejścia do rywali z Niemiec. To nie znaczy oczywiście, że to były złe samochody, bo G35/37 czy FX35 były naprawdę dobrymi produktami – ale Europejczycy wiedzieli swoje i chętniej wybierali BMW czy Mercedesa.
Trzeba jednak pamiętać, że na Europie świat się nie kończy, jest jeszcze rynek amerykański gdzie Infiniti radzi sobie całkiem dobrze. QX65 jest zapowiedzią nowego SUVa coupe w gamie tego producenta, który ma rywalizować między innymi z Audi Q8 czy BMW X6. Stylistycznie ten samochód może się podobać, jest odpowiednio butny jak na standardy tego segmentu. Ja widzę jednak jeden problem – kto w tym segmencie kupi samochód z rzędową czwórką pod maską? Szczególnie, jeśli na rynku jest też tańszy Nissan Murano z tym samym silnikiem?
Lamborghini Fenomeno
O Fenomeno pisałem już na swoim Facebooku, bo mam co do niego ambiwalentne odczucia. Owszem – bardzo cieszę się, że powstało nowe Lamborghini, które w dodatku jest najmocniejszym autem w historii marki, ale… No nie wiem, czuję w tym jakiś cynizm, jakąś próżność.
Fenomeno mechanicznie bazuje na Revuelto, ale jest od niego delikatnie mocniejsze. Zacząłem się więc zastanawiać – po co? Revuelto pokazano niespełna rok temu, a już pojawił się lepszy model na jego bazie. To nie można było zrobić Revuelto odpowiednio mocnym od razu? Tylko trzeba było czekać pół roku?
Z mojej strony wygląda to jak skok na kasę najbogatszych ludzi świata, ale dajcie mi znać, bo może się mylę.
Lexus Sport Concept
Pamiętacie LFA? Szalony jak na Lexusa supersamochód? To nie jest to. Nie jest to nawet LC500. I tak, Sport Concept ma wejść na miejsce pozostawione przez LFA, ale tutaj pojawia się kilka pytań.
Co z silnikiem? LFA miało genialne V10, które do tej pory uznawane jest za jeden z najlepiej brzmiących silników świata. Sport Concept… cóż – miał być elektryczny, ale wiemy, że jednak nie będzie. Więc co będzie? Hm, nie wiadomo. Ja bym chciał 5.0 V8 z LC500, ale spodziewam się, że szanse na to są marne, żeby nie powiedzieć zerowe.
Jest natomiast duża szansa, że nowy sportowy Lexus będzie startował w wyścigach, a to świetna wiadomość, bo po tym jak RC spadł z rowerka trzeba czymś to auto zastąpić. Wydaje mi się nawet, że Toyota próbuje zastosować tę samą sztuczkę co z GR Yarisem, to znaczy zrobić wyścigówkę, a potem ją tylko ugrzecznić, ze niby jest to auto drogowe.
To oznacza potencjalny hit w klasie auto sportowych – pytanie tylko, czy Lexus jako marka skupiona na… cóż, luksusie, potrzebuje auta sportowego jako flagowca? Czy nie byłoby lepszym pomysłem wprowadzenie hiper-limuzyny w klimacie Maybacha?
Meyers Manx x Tuthill LFG
Meyers Manx to chyba najbardziej rozpoznawalny kit-car na bazie Garbusa. Był też na przykład Brubacker Box, ale to już są rzadko odwiedzane odmęty internetu.
W każdym razie – obecnie produkowany Meyers Manx nie bazuje już na Volkswagenie. Zamiast tego jest na swoim własnym podwoziu, ale swoją konstrukcją nawiązuje do oryginału. Ma silnik z tyłu i wygląd właściwie nie zmieniony względem oryginału.
Tym razem nie mówimy jednak o zwykłym Manxie. Na Monterey Car Week zaprezentowano wersję specjalną, bardziej odjechaną niż inne. Zamiast montowanego w Meyersie Manxie silnika z garbusa lub radialnego 3-cylindrowca jest 6 cylindrowy boxer o pojemności 4 litrów, który kręci się do 11 000 obrotów. Tak, jedenastu tysięcy. Mało ekstremalnie? Dodatkowo obecny jest napęd na 4 koła z trzema dyferencjałami z możliwością blokady, a nadwozie wykonane jest z włókna węglowego. Powstanie 100 sztuk. Ile kosztują? Jeśli pytasz, znaczy że nie jesteś wystarczająco bogaty.
RingBrothers Aston Martin DBS "Octavia"
Nie pisałem o kreacjach Brabusa czy innych zmodyfikowanych autach, bo często to tylko bodykit i zwiększenie mocy. Nic ciekawego ponad to co większość entuzjastów z sensownym pojęciem potrafi zrobić we własnym garażu. Ale w przypadku najnowszego projektu RingBrothers się złamałem.
Zaprezentowany na Monterey Car Week Aston Martin DBS z roku 1971 zbudowany przez RingBrothers to właściwie auto zbudowane od nowa. Rama zbudowana jest na nowo, komponenty zawieszenia są robione na zamówienie, a nawet nadwozie jest nie tylko poszerzone, ale też wydłużone o 3 cale. Seryjny silnik również poszedł do kosza. Zamiast rzędowej szóstki 4.0 lub 5.3 V8, które Aston Martin montował w tym modelu pod maską znalazło się 5.0 V8 z Forda Mustanga, które dodatkowo zostało doładowane kompresorem. Finalna moc? 805hp. I nie, nie ma ułatwiaczy w postaci automatycznej skrzyni czy napędu na 4 koła. Jest sześciobiegowy manual, napęd na tylną oś i (miejmy nadzieję) umiejętności kierowcy. Tylko tyle i aż tyle.
RingBrothers specjalizują się głównie w autach amerykańskich, ale przygotowana przez nich wersja Astona Martina jest według mnie fenomenalna. Zastanawia mnie, czy kiedyś wezmą się za auto japońskie? Może Datsuna 240Z?
To oczywiście nie wszystko...
…sporo samochodów pominąłem – nie dlatego, że były nudne. Po prostu postanowiłem ograniczyć wpis do nowych modeli, a nie specjalnych wersji samochodów, które już są w produkcji. Gdybym miał opisać każde „nowe” auto, to ciągle pisałbym o kolorach lakierów. Przyznajcie szczerze, że nie byłoby to specjalnie interesujące jakbym pisał o 4 Astonach Martinach, które różnią się tylko kolorem.
Dajcie znać, który z samochodów jest Waszym ulubionym i który naprawdę chcielibyście zobaczyć w garażu. Ja pomimo całej swojej niechęci chyba wybrałbym Lamboghini Fenomeno – wybaczcie, jestem fanem aut z szarżującym bykiem w logo…
