ivolucja.pl

Turbo Tuzin czyli 12 muscle carów z turbo pod maską

Czy typowy muscle car zawsze musi ryczeć wolnossącym V8? Okazuje się, że nie! I nie mówię tutaj tylko o najsłabszych wersjach...

Muscle car kojarzy kojarzy się z jednym – maksymalnie tanim samochodem sportowym z ogromnym silnikiem pod maską. I właściwie to takie były auta tego typu, ale tylko przez… powiedzmy dwie dekady – potem przyszedł kryzys ekonomiczny i skończyło się Eldorado z montowaniem coraz bardziej monstrualnych silników tylko po to, żeby jeszcze lepiej smażyć kapcia podczas ruszania. Pieniędzy na zabawkę nie miał nikt, a rynek zaczęły zdobywać bezawaryjne, tanie i ekonomiczne auta japońskie.

Ale chwila! Ameryka to nie Trójkąt Bermudzki, żeby cokolwiek ginęło bez śladu i nie inaczej było w przypadku amerykańskich inżynierów i ich pociągu do coraz szybszych samochodów. No więc szukano sposobu jak zwiększyć moc silnika bez niepotrzebnego podnoszenia spalania. I oczywiście, można było iść drogą Japończyków i poszukać jakiegoś elektronicznego rozwiązania, które pomogłoby usprawnić proces spalania paliwa, ale po co? Lepiej zobaczyć co się stanie jeśli uturbimy silnik w cholerę! No i tak się właśnie stało – Amerykanie zaczęli dokładać turbo do swoich samochodów muscle i z zainteresowaniem oglądać co się dzieje. Wyniki były różne, o czym przeczytacie w tym wpisie – zapraszam na listę 12* muscle carów z turbodoładowanymi silnikami!

Oldsmobile F-85 Jetfire

Jetfire z silnikiem Turbo Rocket. Czemu nie możemy wrócić do takich nazw modeli i silników?

Zaczniemy z grubej rury czyli pierwszym seryjnym samochodem z turbodoładowaniem. Nie, BMW 2002 Turbo nie było pierwsze – Oldsmobile Jetfire wyprzedził je o prawie dekadę. Dlaczego więc pamiętamy o BMW, a nie o Oldsmobile’u? Cóż – Jetfire był totalną klapą, autem, które ze względu na swoją awangardową konstrukcję nie nadawało się do codziennej jazdy. Ale zacznijmy może od początku.
W 1961 roku zadebiutował Oldsmobile Cutlass – samochód, który obecnie jest kojarzony tylko przez ludzi naprawdę siedzących w amerykańskiej motoryzacji, bo nie odniósł takiego sukcesu jak Mustang czy Impala. W 1963 roku na bazie Cutlassa powstał model Jetfire, który był nieco dłuższy, miał zmienione niektóre elementy nadwozia oraz… posiadał turbo!
Dlaczego? Bo Oldsmobile walczył o tytuł pierwszego producenta, któremu uda się osiągnąć jeden koń mechaniczny z jednego cala sześciennego pojemności silnika – w tym przypadku było to 215hp i 215 cali sześciennych (3,5 litra). Finalnie cel został osiągnięty, ale było to pyrrusowe zwycięstwo. Zastosowany w Oldsmobile’u Jetfire silnik V8 nazywający się Turbo-Rocket był wymagający w obsłudze i wymagał ciągłego dolewania płynu zwanego „Rocket Fluid”. Ów płyn był mieszanką wody destylowanej i etanolu w proporcji 50/50 i pozwalał uniknąć spalania stukowego. Problem w tym, że klienci zapominali dolewać Rocket Fluid, co skutkowało potężnym obniżeniem mocy Jetfire’a – co oczywiście kończyło się wizytą w ASO z pretensjami „dlaczego mój Oldsmobile nie jedzie”. Dolewano więc płynu, a samochód znów jechał jak powinien… dopóki płyn się nie skończył rzecz jasna.
Wyobrażacie sobie jakby ktoś tak teraz zrobił? Na przykład kupowalibyście diesla w salonie i musielibyście dolewać jakiegoś płynu co kilka tankowań? Ten płyn nazywałby się… nie wiem, Ad Blue?
Eksperyment z Oldsmobilem Jetfire i jego rewolucyjnym silnikiem okazał się rynkową porażką – w ciągu dwóch lat produkcji sprzedano niecałe 10 tysięcy sztuk, a większość klientów już nigdy później nie wróciła do Oldsmobile’a.

Chevrolet Corvair Corsa Turbo

Nazwa Corvair powstała z połączenia Corvette i Bel Air.

Właściwie, to Chevroleta Corsair Corsa Turbo, podobnie jak Oldsmobile’a Jetfire, można uznać za pierwszy samochód z turbodoładowaniem – debiutowały w tym samym roku w odstępie kilku tygodni od siebie. Poza tym oba te auta to produkty jednego koncernu – General Motors – więc czy faktycznie takie ważne kto był pierwszy? W tym momencie zawodowy pływak lub inny sportowiec powiedziałby pewnie „Oczywiście! To ekstremalnie ważne!”, ale ja sportowcem nie jestem i czymże jest kilka tygodni w bezkresie czasu…?
W każdym razie, podobieństwa pomiędzy Jetfire’em i Corvair’em Monza Turbo nie kończą się tylko na momencie debiutu i tym że oba mają turbo – łączy je też to, że oba te auta były absolutnymi porażkami rynkowymi. Jetfire’a już omawialiśmy, a Corvair to zgoła inny przypadek. Ze względu na swoją konstrukcję, Chevrolet Corvair prowadził się zupełnie inaczej niż reszta amcarów. Pomyślcie o nim jak o… amerykańskim Porsche 911, bo podobnie jak ono tak i Corvair miał sześciocylindrowego boxera chłodzonego powietrzem i umieszczonego za tylną osią. No więc gdzie był problem z Corvairem? A no, w tym, że podczas nagłych zmian kierunku lubił on wymknąć się spod kontroli – czym nawet zasłużył sobie na książkę o niechlubnym tytule „Unsafe at any speed„.
Po wydaniu książki popularność i tak już dziwnego Corvaira spadła, a produkcja zakończyła się w 1969 roku. Chevrolet miał ambitne plany na ten samochód – czego pokazem była innowacyjna, 180-konna wersja Turbo – ale finalnie wszystko spaliło na panewce.

Pontiac Firebird Trans Am Turbo

Turbo Trans Am - wiesz Pan co to znaczy?

Znów GM i znów inna marka. Tym razem chodzi o Pontiaca i jego ognistego ptaka. Jeśli myśleliście, że co jak co, ale Camaro (Firebird to Camaro z innym znaczkiem) zawsze musiało mieć wielki silnik – szczególnie w złotej erze muscle carów – to się mylicie. Druga generacja Firebirda miała wersję V8 Turbo i… cóż – nie powstała ona po to, żeby zwiększyć moc do absurdalnych poziomów. Albo inaczej – powstała w tym celu, ale nie do końca.
Pod koniec lat 70′ kryzys paliwowy w USA tylko się nasilał, a związane z nim normy emisji spalin były coraz ostrzejsze i coraz bardziej ograniczały moc silników. Rozwiązaniem tego problemu było doładowanie – a w tym konkretnym przypadku turbodoładowanie. Moc owszem poszła do góry, ale nie tak jak się możecie spodziewać jeśli jesteście przyzwyczajeni do nowoczesnych turbodoładowanych V8. Żebyście mieli pojęcie – z turbodoładowanego silnika o pojemności 4.9 litra osiągnięto… 210hp. Przypominam, mówimy o silniku z turbo. Eh, nie dziwię się, że nikt nie pamięta o Trans Amie Turbo…

Ford Thunderbird Turbo Coupe

Thunder-Chicken Turbo Coupe zadebiutował w 1983, ale na zdjęciu jest wersja z 1988, uważam ją po prostu za ładniejszą.

Co do tego czy Ford Thunderbird jest muscle-carem czy nie możemy się sprzeczać, ale jeśli do wszystkich propozycji na tej liście podchodzilibyśmy ortodoksyjnie, to żadna nie łapałaby się w definicję tego rodzaju pojazdu. Szczególnie, że z każdą z każdą pozycją będzie się robiło coraz dziwniej. No, nieważne, wróćmy do turbodoładowanego T-Birda.
To jest jeden z tych nielicznych przypadków, gdy topowa odmiana modelu miała najmniejszy, ale jednocześnie najmocniejszy silnik w gamie. Bazowe Thunderbirdy miały pod maską 3.8 V6, potem można było dopłacić i mieć 5.0 V8, a powyżej V8 była najmocniejsza wersja nazwana Turbocoupe z 4 cylindrowym silnikiem 2.3 Turbo. Szczerze mówiąc, nie wiem kto wymyślił tak dziwaczną gamę silnikową w samochodzie, nazwijmy to, luksusowym, ale skoro trochę się tych aut sprzedało znaczy, że była klientela na turbodoładowany grzybowóz.

Ford Mustang SVO

Charakterystycznym elementem SVO jest wlot na masce - trochę przypominający ten z Mazdy RX-7 FC.

SVO to wariant Mustanga opracowany na bazie jego III generacji zwanej „FoxBody”, która od samego początku miała być swego rodzaju resetem tego modelu. Mustang I był autem sportowym, który wraz z dodawaniem kolejnych wersji miał coraz większy i mocniejszy silnik. Mustang II… cóż, lepiej nie wspominajmy o Mustangu II. Mustang III natomiast – no, to był samochód. Inżynierowie Forda postanowili zrobić co w ich mocy by ten model nadążał za trendami. Pozbyto się okrągłych lamp, sylwetka była kanciasta i przypominała klin, a pod maską… cóż, dość powiedzieć, że Ford nie planował używać silnika V8. 
Inżynierowie, poniekąd słusznie, zauważyli, że lepszym rozwiązaniem będzie silnik mniejszy, ale turbodoładowany. W ten sposób auto będzie się lepiej prowadziło i będzie zużywać mniej paliwa. Klienci byli jednak innego zdania i wymusili na Fordzie zamontowanie silnika V8 „Windsor”. A wiecie na czym polegał zwrot akcji? Otóż na tym, że Mustang SVO z turbodoładowaną rzędową czwórką o pojemności 2.3 był mocniejszy niż V8. Niedużo, bo mówimy tutaj o mocy 235hp dla SVO i 225 dla GT, ale był mocniejszy. Dodatkowo SVO zjadał GT na krętej drodze, bo przód auta był dużo lżejszy co czyniło samochód bardziej responsywnym i mniej skłonnym do podsterowności.
Na papierze SVO wygrywał z GT, ale klienci wiedzieli swoje i uważali, że Mustang bez V8 to nie Mustang. Niezależnie więc od testów i danych kupowali odmianę GT, a SVO jest obecnie gratką tylko dla prawdziwych fanów dziwnych amerykańskich aut sportowych… i prekursorem obecnego Mustanga EcoBoost.

Dodge Shelby Charger GLH-S

Z tymi napisami, agresywnymi zderzakami i wybrzuszoną maską Charger GLH-S wygląda jak auto japońskie.

To, że Dodge Charger jest muscle carem nie ulega wątpliwości – to wielkie coupe z tylnym…

Nie ten Charger mordo…

Oh, faktycznie. Jednak nie mówimy o legendarnym Chargerze, którego możecie kojarzyć z wielu filmów i gier komputerowych. Mówimy o piątej generacji tego modelu, która… no cóż – była przednionapędowym coupe-hatchbackiem. Ale nazwa muscle cara została, więc pasuje na tę listę jak ulał, prawda?
W tym przypadku nie tylko nazwa Charger nawiązuje do klasycznych amerykańskich aut sportowych, ale też osiągi – czego można się spodziewać, w końcu przy tworzeniu tego modelu brał udział sam Carroll Shelby! Inną sprawą jest fakt, że skrót GLHS znaczy „Goes Like Hell S’more” czyli „jeszcze bardziej diabelnie szybki wóz”.
No więc co mamy pod maską? 2.2 Turbo o mocy 175hp, co obecnie nie brzmi jakoś niesamowicie, ale w 1987 roku przyspieszenie do setki w 6,5 sekundy to był naprawdę dobry czas. Szczególnie, że ciągle mówimy o aucie z napędem na przednią oś!

Buick GNX

GNX to skrót od "Grand National Experimental".

Spodziewam się, że to właśnie o tym aucie pomyśleliście gdy zobaczyliście słowa „muscle car” i „turbo” w jednym zdaniu. Bardzo dobre skojarzenie, bo o ile GNX nie był pierwszym autem tego typu z turbodoładowaniem – patrz wcześniejsze pozycje – to był tym, który to turbodoładowanie wykorzystał w 100% i zaorał wszystko. 
To czarne pudełko w momencie swojego debiutu było jednym z najszybciej przyspieszających aut na świecie – odskoczyć potrafiły mu tylko naprawdę egzotyczne fury jak Porsche czy Ferrari.
Rzecz jasna GNX to nie był jedyny Buick Regal z turbodoładowaniem, ale był tym najmocniejszym, najszybszym i najbardziej limitowanym. Oprócz niego były też modele serii Grand National, które również były szybkie, ale nie aż tak.
To GNX rozpala wyobraźnie i to GNX stał się autem Kenricka Lamara w nowym albumie. O samym Grand Nationalu niewiele osób pamięta, ale GNX zatrząsł światem gdy się pojawił, a fale wywołane tym wydarzeniem nadal przechodzą przez świat nie tylko motoryzacyjny.

Pontiac Firebird Trans Am GTA 20th Anniversary

Teoretycznie Trans Am powinien być słabszy niż GNX... ale tak wcale nie było.

Kolejny Pontiac Firebird Trans Am na tej liście, ale tym razem to nie generacja druga, a trzecia. I tym razem pod maską nie ma V8 Turbo, a V6 Turbo. To samo V6 Turbo, które było pod maską Buicka GNX czy GMC Cyclone i Typhoon. Z tym, że ze względu na mniejszą ilość miejsca pod maską Trans Am nie miał 300hp jak GNX, a ledwo 250. Teoretycznie. Praktycznie wyszło tak, że Trans Am 20th był mocniejszy od Pontiaca często pokazując na hamowniach moce powyżej 300 koni – był także od GNXa szybszy do setki o 0,1 sekundy. 
Swoją drogą to zabawne, że silnik 3.8 V6 Turbo pojawił się w Poniacu Firebird Trans Am tylko w wersji 20th Anniversary i w żadnej innej. Jaki był sens modyfikować głowicę żeby to tam zmieścić skoro to była mocno limitowana edycja?
Tyle pytań bez odpowiedzi…

Dodge Neon SRT-4

W momencie swojego debiutu Neon SRT-4 był drugim najszybszym Dodge'em zaraz po Viperze.

Hurr, Neon to żaden muscle car, Durr!
Już? Wykrzyczani? To teraz powiedzcie mi – czy Chevelle było muscle carem? No było, ale czy każda wersja? Nie, większość to były normalne auta dla rodzin. A czwarta generacja Chevroleta Caprice? No zupełnie, to po prostu full size sedan – ale jego sportowa odmiana czyli Impala SS już samochodem muscle jest i to bez dwóch zdań. Podobnie sprawa ma się z Crownem Victorią i Mercurym Marauderem czy wcześniej umawianym Buickiem Regalem i GNXem. To, że samochód wywodzi się ze zwykłego auta, nie znaczy że nie jest muscle carem – musi tylko być tani i oferować szaloną ilość mocy jak na swoją cenę. To właśnie robił Dodge Neon SRT-4.
Z resztą, Neon SRT-4 to było wykręcenie idei Muscle Cara do potęgi. Ludzie z działu SRT Dodge’a, czyli Ci odpowiedzialni za Vipera, postanowili wziąć kompaktowego Neona i wstawić mu największy i najmocniejszy silnik jaki mają pod ręką, a potem go jeszcze podrasować. Finalny efekt był demonem z piekła rodem, który nawet dziś mógłby napędzić pietra nie jednemu nowoczesnemu sportowemu hatchbackowi. Pod maską Neona SRT-4 znajdował się czterocylindrowy silnik 2.4 Turbo, który generował około 230hp – ale nie do końca, bo Dodge mówił 230hp, niezależne testy wykazywały, że moc oscylowała raczej w okolicach 260-265hp. Przypomnę – to był rok 2004 i mówimy o przednionapędowym sedanie. Przyspieszenie? Cóż… jeśli kierowca był wystarczająco odważny (lub zbyt głupi by czuć strach) to pierwsza setka pojawiała się na prędkościomierzu już po 5,3 sekundy. 5 sekund z kawałkiem do setki w roku 2004 to był szalony wynik i praktycznie żaden konkurent nie był w stanie nawet się do niego zbliżyć. Absurdalny wóz.

Ford Mustang EcoBoost

Mustanga EcoBoost łatwo odróżnić od wersji GT po znaczku z tyłu. Bazowa ma konia, a GT ma napis... cóż, GT.

Są ludzie, którzy uważają, że jak Mustang to musi być V8, a nie żaden uturbiony silniczek z Forda Focusa. A ja im przypominam o istnieniu takiego wynalazku jak Ford Mustang SVO, który swoimi osiągami niszczył wersję V8. Tamci wtedy zwykle coś tylko bełkoczą o brzmieniu i innych takich – gdzie to nigdy nie była idea przyświecająca temu rodzajowi pojazdu! Muscle Car musiał mieć mocny silnik – a jaka była jego konstrukcja było absolutnie bez znaczenia, producenci wrzucaliby tam silniki z kosiarki gdyby miały odpowiednią moc i były odpowiednio tanie. 
No więc czy Mustang z EcoBoostem zasługuje na miano auta typu Muscle? Oczywiście, chociaż pamiętać trzeba, że z takim silnikiem i dźwiękiem bliżej mu do typowego auta sportowego niż samochodu zbudowanego tylko do jazdy na wprost. To już nie są te czasy kiedy inżynierowie mogą włożyć pod maskę cokolwiek i powiedzieć księgowym „to się sprzeda, zaufaj mi Fred”, a potem siedzieć cicho jak model będzie zalegał w salonach. Teraz księgowi siedzą nad inżynierami i tłuką ich po głowach hasłami o tym, że tabelka w Excelu musi się zgadzać i nie będzie żadnego topowego Mustanga bez V8. Tak więc EcoBoost to najsłabsza wersja Mustanga – V8 musi być przecież na topie, tak mówią badania rynku Steve!

Chevrolet Camaro LS

Silnik 2.0 Turbo był jedynym dostępnym w wersji LS, ale można go było zamówić także w odmiane LT.

Ostatnio kolega mi powiedział, że rozmawiał z właścicielem ostatniej generacji Camaro i od słowa do słowa zapytał co tam ma pod maską za motor. Padła odpowiedź, że 2.0 Turbo. No i tutaj mój kolega zrobił kwaśną minę, bo jak to tak Camaro z silnikiem o pojemności butelki Coca Coli. 
No, normalnie – powiedziałbym nawet, że całkiem dobrze, że jest turbo, bo właściciele Camaro 3 generacji nie mieli tego szczęścia i pod maską mogli mieć 2,5-litrowego Iron Duke’a, który może i dużo palił, ale za to nie jechał. A tutaj, w nowym Camaro 2.0 Turbo ma moc 275hp i przyspieszenie do setki w czasie 5,5 sekundy. Bardzo ładny wynik w mojej opinii. Dodatkowo – jeśli wierzyć opiniom – to Camaro z silnikiem 2.0 jest tym, które prowadzi się najlepiej, bo ma mniej masy z przodu. 
Niby Camaro 2.0 Turbo nie jest wersją sportową, ale była możliwość zakupienia go z pakietem 1LE, który dodatkowo poprawiał trakcję i sterowność. Owszem, ten samochód nie wyglądał wtedy tak hardcore’owo jak wersja ZL1 1LE, ale bądźmy szczerzy Camaro 2.0 z wielkim spoilerem wyglądałoby co najmniej obciachowo.

Chevrolet Corvette C8 ZR1

Myślę, że nikt się nie spodziewał 1000-konnej Corvetty z uturbionym V8.

Określanie Corvette mianem muscle cara było naciągane jeszcze gdy ten model miał silnik z przodu. Teraz, gdy V8 powędrowało za kierowcę określanie tego auta tym mianem jest jeszcze bardziej nie na miejscu, ale trudno. Uznajmy, że nadal oferuje szaloną prędkość w niskiej cenie i w takim razie nadal jest muscle carem – chociaż nawet ja w to nie wierzę.
Nowa Corvette ZR-1 to pierwsza w historii Corvette z turbodoładowaniem oraz jedno z nielicznych aut, które przekroczyło 1000hp. Tak, nowa Corvette ZR1 ma 1064hp generowane przez 5.5-litrowe V8 z układem podwójnego turbodoładowania. Jeśli wierzyć inżynierom, to tak szalona moc jest dziełem przypadku – po prostu sprawdzali ile mocy są w stanie wyciągnąć z silnika i okazało się, że 1064hp to wciąż bardzo bezpieczna liczba, więc… cóż, tak zostawili i zaczęli sprzedawać. Najciekawsze jest to, że o ile poprzednia Corvette ZR1 z silnikiem z przodu miała problemy ze sterownością przy mocy 755hp, tak ta z o wiele większą mocą prowadzi się idealnie. To pokazuje jak dużą przewagę w autach sportowych gwarantuje silnik umieszczony centralnie.
Jeśli komuś jednak 1064hp nie wystarczy, to jest jeszcze mocniejsza wersja ZR1, która nazywa się ZR1X i łączy potężny silnik spalinowy z podkręconym silnikiem elektrycznym z Corvette E-Ray, co razem daje moc 1264hp. Absolutnie szalone liczby, szczególnie jak na samochód, który kosztuje 1/3 tego co Ferrari SF90 Stradale o delikatnie mniejszej mocy. Nie mam więcej pytań, oprócz jednego: dlaczego Ferrari robi wolniejszy wóz niż Chevrolet i kasuje za niego o 66% więcej?

Czy muscle car może mieć turbo?

Fani tuningu powiedzą nawet że musi, bo przecież silniki stosowane w nowoczesnych autach tego typu tylko proszą się o zwiększenie mocy. Ale czy seryjny muscle car może mieć turbo? Czy raczej uważacie, że tutaj powinna grać rolę głównie pojemność silnika i wspomagania się suszarkami to tchórzostwo?
Cóż – mojej opinii możecie się pewnie domyślić z tekstu, swoimi przemyśleniami możecie dzielić się komentarzach – do czego Was gorąco zachęcam!

Zostaw komentarz