Jeśli zastanawiacie się, która Corvette to najlepsza Corvette, to już nie musicie.
Od czego by tu zacząć… O, wiem – zaczniemy od mocno starzejącej się w latach 80’ Corvette C3. Model ten był stary, bo kryzys paliwowy zrujnował amerykański przemysł motoryzacyjny. Tak, ten sam kryzys, który zniszczył Camaro i Mustanga. W każdym razie – Corvette C3 zadebiutowała w 1968 roku, gdy Ameryka kochała wielkie V8 i nikt nie spodziewał się, że za niedługo zabraknie paliwa na stacjach. Potem przyszedł kryzys i Corvette została zduszona przez normy emisji spalin. Zduszona w dosłownym tego słowa znaczeniu, ponieważ niektóre jej wersje miały grubo mniej niż 200hp. Dorzućcie do tego automat z lat 70’ i okaże się, że szybciej dotrzecie na miejsce idąc pieszo. A, żeby nie było, Corvette nadal miała problemy z piciem – była za to wolna, niczym ślimak z reumatyzmem.
Trzeba było działać
Gdy General Motors otrząsnęło się z kryzysu poprzez wypuszczenie całych szwadronów wolnych, przednionapędowych, niezbyt emocjonujących i często średnich (ekhem, Cadillac Cimarron, ekhem) samochodów, uznało, że dalsze produkowanie Corvette C3 to taka trochę nekromancja i że to niezbyt wypada. Postanowili dać Corvette jeszcze jedną szansę i zacząć od czystej kartki. Tak narodziła się Corvette C4 z elektronicznym wtryskiem paliwa i aerodynamiczną sylwetką. Jej design w dużej mierze wyewoluował z designu “cetrójki” z długą maską i przesuniętą do tyłu kabiną. Tutaj jednak te elementy zostały przygotowane do kanciastego świata lat 80’.
O właśnie - design
Nie będę ukrywał – głównym powodem, dla którego Corvette C4 znajduje się w moim Hangarze Marzeń jest to, jak wygląda. I nie mogę nawet powiedzieć, że jestem blacharzem z powodu faktu, że interesuje mnie tylko oblachowanie samochodu – wszak karoseria Corvette jest z tworzyw sztucznych. Ale przecież wszystkie ‘vette mają nadwozie z tworzyw sztucznych, co w tym niby wyjątkowego? Zasadniczo… nic. Ale jest kilka rzeczy, które powodują, że C4 wygląda lepiej niż jakakolwiek inna Corvette. Po pierwsze tył – tylny zderzak nie jest płaski lub wypukły, jak w większości samochodów, a wklęsły. Po co? Nie wiem. Zgaduję, że Jerry Palmer narysował to tak, a nie inaczej tylko dlatego, że wygląda to fajnie. Fajnie wygląda też kabina. Dzięki smukłemu, czarnemu słupkowi A i wielkiemu stelażowi słupka B, wygląd tego elementu zachowuje pewne podobieństwo do odrzutowca. ALBO LEPIEJ. Usuńcie słupki, szyby i dach, zostawcie tylko pałąk – przecież to wygląda jak wyścigowa łódź motorowa!
But wait - there's more!
Na ten element wyglądu Corvette’y C4 muszę poświęcić osobny akapit. Jak zapewne widzicie, ten samochód ma otwierane światła. Standard dla lat 80’ i 90’, nic ciekawego. Tylko, że to nie są zwykłe otwierane światła. Te światła robią salto! Wiecie, ruch góra-dół-góra-dół jest nudny. Natomiast obrót o 180 stopni? No, to jest jakieś, tego nie ma nikt! Jest to też przy okazji na swój sposób zabezpieczenie, żeby żaden “tjuner” nie zrobił w Corvette “śpiących oczu”. Jeszcze jedno, zostawiając już temat świateł – Corvette C4 w każdej wersji miała zdejmowany dach. W coupe zdejmowany był tylko główny panel dachowy – słupek i tylna szyba pozostawały na swoim miejscu. Cabriolet natomiast miał miękki dach, który zastępował również charakterystyczny pałąk i tylną szybę. Dużą różnicę jeśli chodzi o sam dach stanowił również sposób wykonania. Panel dachu w coupe wykonano w całości z tworzywa sztucznego, tak jak resztę nadwozia. Składany dach w cabrio był całkowicie materiałowy.
