ivolucja.pl

Co kupić – SUVy, które naprawdę wjadę w teren

Obecnie SUVy nie mają nic wspólnego z jazdą w terenie. Rynek wtórny pełen jest jednak aut, które nadają się do jazdy w terenie.

Jakiś czas temu napisał do mnie Pan Piotr, który szuka samochodu nadającego się do jazdy w teren w budżecie od 20 do 35 tysięcy złotych. Chciałbym z tego miejsca Panu Piotrowi podziękować za kontakt, bardzo to doceniam.

Lista, którą czytacie teraz jest rozwinięciem TEJ LISTY o zimowych SUVach i część propozycji z poprzedniej listy mogłoby z powodzeniem znaleźć się i tutaj. A dlaczego się nie znalazły? Bo nie lubię się powtarzać, po prostu. Więc w liście o SUVach na zime jest 10 samochodów, a tutaj macie kolejne 10 – tym razem nieco droższych i bardziej nietypowych. 

Porsche Cayenne

Tak, to jest oficjalne zdjęcie prasowe tego wozu.

Ceny pierwszej generacji Cayenne to jest coś niesamowitego. Gdy ten samochód debiutował to zdecydowanie nie był tani – był to raczej jeden z droższych SUVów na rynku – szczególnie europejskim, gdzie nie było Cadillaców Escalade, Lincolnów Navigatorów czy Fordów Excursion. Swoją drogą ten ostatni to niezły kawał drania.
Nieważne, wróćmy do Porsche. Obecnie Cayenne można kupić w naprawdę fajnych pieniądzach – myślę, że 30 tysięcy wystarczy już na sensowny egzemplarz. Wiadomo, że to nie będzie perełka po liftingu w odmianie Turbo S, ale przedliftowe Cayenne S z LPG spokojnie da się w takich pieniądzach kupić. Trzeba jednak pamiętać, że to był drogi wóz i nadal za naprawy płaci się jakby był drogi. Jednak nie uwzględniłem tego auta na tej liście tylko z powodu dużej różnicy między ceną auta nowego, a używanego. Ten samochód znalazł się tutaj, bo ma realne zdolności terenowe. Cayenne pierwszej generacji naprawdę zostało przemyślane z myślą o jeździe w terenie i nie dość, że potrafi w błoto wjechać, to jeszcze z niego wyjechać. 
Co do awaryjności Cayenne… Tak, ten samochód wiele potrafi, ale też wiele nie potrafi i jedną z rzeczy, które wykraczają poza umiejętności pierwszej generacji Cayenne jest bezawaryjność. Innymi słowy – jest tragicznie. Silnik 4.5 V8 lubi się zatrzeć, a zawieszenie pneumatyczne póki działa jest świetne, ale jak się zepsuje to wymiana wynosi tyle samo co koszt zakupu. Nawet diesel ma problemy z osprzętem i rozrządem, który szybko się zużywa, a ceny są typowe dla Porsche – czyli wysokie. No chyba, że znacie się na tych autach wystarczająco, żeby wiedzieć z jakiego Volkswagena akurat podebrano część. Jedynym silnikiem, który nie ma problemów jest bazowe 3.2 VR6 – czyli de facto silnik z Volkswagena Golfa R32. Ale czy naprawdę chcecie Porsche z silnikiem z Golfa?

Polecana wersja: Jeśli pasuje wam Porsche z silnikiem z Golfa to kupcie VR6, ale nie wiem czy nie lepiej zaryzykować i poszukać Cayenne S z V8.

Volkswagen Touareg

Touareg w topowych wersjach był Phaetonem w wersji SUV.

Porsche Cayenne to trochę za mało rozsądna propozycja? W sumie to się nie dziwie, trzeba mieć nierówno pod kopułą, żeby kupić Cayenne pierwszej generacji. Przedstawiam Wam więc bardziej rozsądnego krewnego Cayenne – czyli Volkswagena Touarega. Podobnie komfortowy, podobnie zdolny w terenie ale zdecydowanie wolniejszy i bardziej zdroworozsądkowy. 
Myśląc o Touaregu należy pamiętać, że ma zupełnie inną gamę silnikową niż Cayenne. Co to oznacza? A no tyle, że nie jest tak tragicznie awaryjny jak Porsche. Ofertę otwiera stary, dobry 2.5TDi R5, który co prawda jest wolny ale za to przeżyje kolejnych trzech właścicieli tego auta. Kolejnym dieslem jest polecany 3.0TDi V6, który jest raczej bezproblemowy, ale jak coś się zepsuje to potrafi negatywnie zaskoczyć kosztami napraw. Królem diesli był oczywiście 5.0TDi V10, ale to zdecydowanie nie ten budżet – chociaż zaznaczyć należy, że to silnik wyjątkowo wytrzymały. Ofertę silników benzynowych otwierało 3.2 VR6 czyli motor prosty i niezawodny. Potem było 3.6 V6 FSI z bezpośrednim wtryskiem paliwa oznaczającym, że na zaworach zbiera się nagar, którego usunięcie potrafi być kosztowne. 4.2 V8 to silnik ponadprzeciętnie mocny i godny polecenia – o ile szukacie 300-konnego SUVa i nie przeszkadza Wam wyższe zużycie paliwa. Ofertę benzynowych silników zwieńczało 6.0 W12 czyli silnik, który podobnie jak V10 TDi jest ciekawostką. 
Wybierając Touarega należy mieć świadomość, że chociaż same silniki są w większości godne polecenia, to skrzynie biegów są nieco bardziej filigranowe i katowanie ich w terenie może szybko zakończyć ich żywot. Inną sprawą jest opcjonalne zawieszenie pneumatyczne, które chociaż oferuje niesamowite możliwości to potrafi sprawiać problemy – podobnie z resztą jak elektronika, która czasem lubi zaliczyć jakieś zwarcie, szczególnie jeśli samochód nie miał lekkiego życia.

Polecana wersja: Zastanawiałbym się nad dwoma – nic nie palącym ale pancernym 2.5TDi lub nieco bardziej szalonym 4.2 V8 z LPG. V6 niezależnie od paliwa również można polecić z czystym sumieniem.

Audi A6 C5 Allroad

Audi A6 Allroad wygląda jak zwykłe kombi, ale dołożono wszelkich starań, żeby mogło wjechać w błoto.

To ostatni VAG na tej liście, obiecuję – ale skoro już było i Porsche i VW to wypadałoby skończyć temat aut tego koncernu. Audi A6 Allroad – zwane też po prostu Audi Allroad – może wyglądać jak normalne kombi z kilkoma plastikowymi nakładkami, ale producent dołożył wszelkich starań, żeby to auto mogło nie tylko wjechać w błoto ale też z niego wyjechać. Samochód dostał pancerne, terenowe zderzaki oraz regulowane zawieszenie pneumatyczne, które zależnie od warunków mogło mieć prześwit od 14 do aż 21 centymetrów.
Gama silnikowa Allroada była dość skromna i niezbyt udana. Do wyboru był jeden diesel i dwa benzyniaki. Motor wysokoprężny to owiane złą sławą 2.5TDi V6 – nie mylić z bezawaryjnym R5 montowanym w Touaregu. Z kolei silniki benzynowe prezentowały się następująco: 2.7T V6 oraz 4.2 V8. Pierwszy z nich może być naprawdę kosztowny w utrzymaniu, drugi natomiast sporo pali, ale jest bezproblemowy.
A propos braku problemów – zawieszenie pneumatyczne stosowane w Allroadzie (standardowe wyposażenie) nie jest awaryjne i bez problemu wytrzymuje 200 tysięcy kilometrów lub nawet więcej. Problemem są jednak wahacze, które sypią się często i zdarzają się sytuacje, gdy trzeba je wymieniać przy każdym przeglądzie olejowym – czyli mniej-więcej co 10 tysięcy kilometrów.

Polecana wersja: Nie mogę polecić z czystym sumieniem żadnego innego silnika niż 4.2 V8. Owszem, jest on paliwożerny, ale się nie psuje i można go przerobić na gaz.

Land Rover Discovery 2

Discovery 2 jest potężnym liftingiem "jedynki", w którym zmieniono przeszło 700 elementów.

Chciałem w tym miejscu polecić Land Rovera Range Rovera, ale pomimo nie zaprzeczalnych zdolności terenowych tego modelu uważam wbijanie się nim w bagno za kompletny bez sens. To jest tak jakby Bentleyem pojechać na wyścigi – niby ten samochód został zbudowany z myślą o szybkiej jeździe, ale… no męczyłby się. I właśnie dlatego na liście wylądował Land Rover Discovery 2. Zdecydowanie bardziej terenowy samochód, który chociaż nie jest tak komfortowy jak „Range” to zdecydowanie przerasta go zdolnościami terenowymi – oraz nie będzie szkoda jak się ubrudzi, odrapie i generalnie nabędzie nieco ran bojowych, bo to po właśnie Discovery został zbudowany.
Pod maską Disco 2 można było znaleźć jeden z trzech silników: Turbodiesla 2.5 Td5, benzynowe 4.0 V8 oraz oferowane tylko w USA 4.6 V8. Nie było nic pomiędzy rozsądnym, ale wolnym dieslem oraz szalonymi V8 – bez sensu, ale co poradzę. Za plus można jednak uznać fakt, że niezależnie od tego jaki silnik macie pod maską Discovery to nie powinniście mieć z nim problemów.
Jedynym problematycznym elementem Discovery jest system ACE czyli samopoziomującego się zawieszenia – to lubi się zepsuć, a gdy się zepsuje jedyną opcją jest wezwanie lawety. Cała reszta tego samochodu nie sprawia problemów chociaż czasem zdarzają się dziwne bolączki z dziedziny elektryki jak na przykład nie działający prawidłowo układ elektronicznie sterowanej przepustnicy czy zacinające się zamki drzwi. 

Polecana wersja: Potrzebujecie pod maską V8? Nie? Tak myślałem, więc wybierzcie diesla 2.5 Td5. 

Nissan Terrano II

Terrano dostępne było w dwóch wersjach, krótkiej i długiej. Krótka wygląda lepiej, ale jest mniej praktyczna.

Terrano II było sprzedawane również pod inną nazwą – mianowicie jako Ford Maverick. I nie chodzi mi o to, że amerykański samochód sportowy ma coś wspólnego z Nissanem, albo, że obecnie produkowany kompaktowy pick-up ma coś wspólnego z Nissanem – to trzy różne wozy, z czego Maverick oparty o Terrano II był dostępny tylko w Europie. Mało skomplikowane? To dorzucę jeszcze jedną rzecz: nie mylcie Terrano II z Terrano bez dwójki w nazwie, bo to dwa zupełnie różne samochody. Święty korbowodzie, co za burdel…
Skoro już kwestie nazewnictwa i znaczków mamy za sobą, to możemy zająć się silnikami, które można spotkać pod maską Nissana Terrano II. Ciekawostką jest fakt, że stosowany w tym modelu benzynowy silnik o pojemności 2.4 litra to ten sam motor, który występował w sportowym Nissanie 240SX. Trzeba jednak zaznaczyć, że już w niewielkim coupe nie był on najlepszym źródłem napędu, a do Terrano zupełnie nie wystarcza – szczególnie jeśli ma zamontowaną wątpliwej jakości instalację LPG. Na szczęście w Terrano występowały dwa, świetnej jakości diesle, oba 4-cylindrowe – 2.7TD oraz 3.0Di. Oba mogą mieć problemy wynikające z zaniedbań serwisowych, ale jeśli wszystko robione było na bieżąco to nie powinny być problematyczne. Chociaż warto wspomnieć, że jednostki 3.0Di okazjonalnie lubią się przegrzać.
Ważna w przypadku terenówki jest również wytrzymałość zawieszenia i podzespołów układu napędowego. Miło mi więc donieść, że Terrano jest wytrzymałe i jedyne na co trzeba uważać to skrzynia biegów, która nie jest przygotowana do długiego katowania i jeśli traktowana brutalnie lubi się rozlecieć. Trzeba też wspomnieć o tym, że Nissan Terrano II nie był produkowany w Japonii, a w Hiszpanii, więc jakość wykonania jest niższa, niż można by się spodziewać.

Polecana wersja: 2.7TD. Nie ma się co męczyć z benzynowym 2.4 oraz ryzykować 3.0Di.

Mitsubishi Pajero III

Pajero po hiszpańsku znaczy tyle co "osoba onanizująca się".

Zacznę od wiedzy elementarnej dla każdego fana japońskich terenówek: nazwy Pajero nie czyta się „Padżero” tylko „Pahero”. Nie wiem kto wymyślił, żeby to czytać Padżero, ale był w błędzie. A co do tego co właściwie znaczy Pajero… cóż, wystarczy powiedzieć, że na rynkach hiszpańskojęzycznych samochód ten otrzymał nazwę Montero z powodu niezbyt fortunnego znaczenia słowa Pajero.
Jeśli szukacie terenówki, która będzie oszczędna to od razu uprzedzam – nie wybierajcie Pajero. Zastosowany w nim silnik benzynowy 3.5 V6 co prawda nie jest problematyczny, ale za to dużo pali i nie można w nim zamontować instalacji LPG. Był też czterocylindrowy diesel 3.2 DI-D, który pali niewiele mniej niż benzyniak za to częściej się psuje. Padają pompy wtryskowe oraz rozpadają się baki paliwa. Nie ma tragedii, ale zdecydowanie nie jest najmniej awaryjny silnik.
Bezawaryjne jest natomiast zawieszenie, które bez problemu przyjmuje typową dla auta terenowego eksploatacje. Jedynym słabym punktem są piasty przednich kół, które – jeśli auto eksploatowane jest z wykorzystaniem pełni jego możliwości – mogą nadawać się do wymiany co rok. Wspomnę jeszcze szybko o korozji, bo problemy z nią trapią Pajero – na szczęście głównie na tylnej klapie, a nie na elementach konstrukcyjnych.

Polecana wersja:  Jedyny benzyniak czyli 3.5 V6 – wciąga paliwo, ale ma akceptowalne osiągi i się nie psuje.

Volvo XC70 I

Nie spisujcie XC70 na straty - na własne oczy widziałem co ten wóz potrafi w terenie.

Kolejne uterenowione kombi – ale czyż nie tym są właściwie SUVy? Kombi ze zdolnościami terenowymi? No dobra, teraz już nie, teraz SUVy to właściwie hatchbacki. Mniejsza z tym. XC70 pochodzi jeszcze z czasów, w których jeśli coś miało być terenowe to faktycznie takie było. To znaczy, że owszem, bryła XC70 może wyglądać jak dobrze Wam znane V70, ale zmiany poczynione przez Volvo faktycznie zrobiły z tego nudnego kombi niezłego terenowego zawadiakę. Widziałem na własne oczy jak to auto wbija się i wyjeżdża z naprawdę solidnego błota. 
Należy jednak pamiętać, że napęd tego auta – chociaż bezawaryjny – to opiera się na sprzęgle Haldex, więc nie jest stały, tylna oś dołączana jest tylko w razie potrzeby. Właściwie jedyną rzeczą, która faktycznie sprawia problemy to skrzynia automatyczna. Nawet silnikowo jest absolutnie bezpiecznie niezależnie czy weźmiecie diesla czy benzynę. Trzeba jednak wiedzieć, że każdy z silników stosowanych w XC70 miał 5 cylindrów i turbo. Diesle 2.4 niezależnie od wersji można polecić, podobnie z resztą jak silniki benzynowe – niezależnie czy mówimy o 2.4T czy 2.5T – chociaż potrafią one sporo spalić, więc LPG może być przydatne.
Jedyne na co trzeba faktycznie zwrócić uwagę przy oglądaniu Volvo XC70 to działanie napędu na 4 koła, bo jeśli jest niewłaściwie obsługiwany to przestaje działać i samochód korzysta tylko i wyłącznie z przednich kół do napędzania się. 

Polecana wersja: Wziąłbym benzynowe 2.5T, bo to ten sam motor, który potem wylądował w Focusie ST i RS. Jeśli jednak wolicie oszczędniejszego diesla to również będziecie zadowoleni.

Nissan Pathfinder III

Pathfinder to pick-up Navara z nadwoziem SUV.

Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale Nissan Pathfinder to chyba największe auto na tej liście. Jest też najbardziej użytkowe, bo ten SUV dzieli dużo podzespołów z pick-upem Nissana czyli Navarą. Swoją drogą to zabawne, że w tak dużym i użytkowy aucie Nissan pokusił się o ukrytą klamkę tylnych drzwi – trochę tak jakby chciał dodać temu autu sportowego charakteru.
Miłośników dużych aut z dużymi silnikami benzynowymi muszę zmartwić – w Pathfinderze były montowane naprawdę monstrualne jednostki napędowe, ale ciężko je znaleźć. Wersją, która w ogłoszeniach nie pojawia się w ogóle jest specyficzne dla amerykańskiego rynku 5.6 V8 – naprawdę potężny motor, ale nie do znalezienia w Europie. Łatwiej – chociaż nadal z pewnymi trudnościami – znaleźć będzie V6 o pojemności 4.0, które nie jest awaryjne wciąga paliwo jak złe i wynik 20l/100km nie jest niczym dziwnym. Zostają więc diesle, z których mniejszy 2.5 można odradzić, bo jest dość ryzykowną jednostką, w której mogą uszkodzić się tłoki, korbowody i inne istotne elementy. Silnik wysokoprężny 3.0 V6 jest natomiast jednostką znaną między innymi z Renault Laguny czy Latitude i nie ma istotnych wad. 
Utylitarny charakter Pathfindera ma swoje wady i zalety. Wady są takie, że wnętrze jest bardzo miernej jakości i mogą pojawić się problemy z elektroniką – na przykład z czujnikami ABSu. Zalety są takie, że układ napędowy jest właściwie bezawaryjny, a przypadki jego awarii są bardzo rzadkie. Innymi słowy – podczas terenowych przygód może się wyświetlić jakaś kontrolka, ale nic na tyle poważnego by unieruchomić tego japońskiego brutala.

Polecana wersja: 3.0 V6 diesel – benzyniaki są zbyt paliwożerne i zbyt trudno je znaleźć, żeby je sensownie polecać.

Jeep Grand Cherokee WK

Grand Cherokee miał być połączeniem luksusu i zdolności terenowych. Z tym luksusem to średnio wyszło.

Na każdej liście z samochodami terenowymi musi być jakiś Jeep. No nie ma zmiłuj, takie są prawa natury. Poprzednio był Cherokee, tym razem będzie jego większy brat czyli… cóż, Grand Cherokee. Wiem, że ten model nie wygląda jak Wrangler i nie ma tego wojskowego stylu, z którym możemy utożsamiać markę Jeep – ale to nie zmienia faktu, że jest to samochód ponadprzeciętnie zdolny w terenie. Na asfalcie z resztą też, bo Jeep przygotował sportową odmianę SRT-8 – ale to zupełnie inna historia…
Normalny Grand Cherokee miał pod maską jeden z pięciu silników: benzynowe 3,7 V6, 4,7 V8, 5,7 V8 oraz 6.1 V8 w odmianie SRT lub diesla 3.0 CRD z Mercedesa. Silnik wysokoprężny jest dość bezproblemowy chociaż zdarzają mu się typowe dla tych konstrukcji problemy z turbiną lub wtryskiwaczami. Temat silników benzynowych jest nieco bardziej skomplikowany – użytkownicy nie polecają dwóch najmniejszych silników, ale nie dlatego, że są awaryjne. Problemem jest zużycie paliwa, które niewiele różni się pomiędzy wersjami, niezależnie czy mówimy o V6 czy V8. Nietrudno się więc domyślić, że jeśli każdy z silników oferuje takie samo spalanie to nie ma powodu by ograniczać się do wersji słabszych i lepiej wybrać topowe 5,7 HEMI – no chyba, że komuś zależy na tańszym ubezpieczeniu, wtedy pojemność silnika może mieć znaczenie.
Największą wadą Grand Cherokee jest słaba jakość wnętrza w egzemplarzach przed liftingiem, bo potrafi się ono rozpadać już po 100 000km. I to pomimo tego, że Grand Cherokee reklamowany był jako produkt premium(!). Inne problemy są związane raczej z zawieszeniem, które szybko zużywa się na polskich drogach – WK jest ciężkim autem, więc nie ma się co dziwić. Uwagę należy też zwrócić na pracę układu kierowniczego, bo w tych autach dochodzi do przedwczesnego zużycia pompy wspomagania. 

Polecana wersja: 5.7 HEMI. Ewentualnie diesel, jeśli naprawdę zależy Wam na niskim spalaniu, chociaż nawet w CRD należy liczyć się z 10-12l na 100km.

WILDCARD

Znajomi będą krzyczeć "ALE DZIWNA MAZDA MX-5", a Ty wiesz, że to bardziej Vitara.

To jest najlepsza dzika karta jaką wymyśliłem do tej pory. Jest ona tak dzika, że trzeba pojechać do japońskiej dżungli żeby ją oswoić… Czy w Japonii są w ogóle dżungle? Mniejsza o to. Samochód, który widzicie na obrazku to Suzuki X-90 – jedna z najbardziej pokracznych terenówek jakie kiedykolwiek powstały. Coś co wygląda jak Mazda MX-5, ale w terenie jedzie bardziej jak Jeep Wrangler. Idealne auto dla kogoś, kto chce mieć i terenówkę i auto sportowe w jednym. Czyli właściwie dla nikogo, ale Suzuki tak czy tak ten samochód wyprodukowało. 
Biorąc pod uwagę, że X-90 pod spodem nie jest niczym innym niż Vitarą, nie jest niczym dziwnym, że pod maską tego Suzuki znajdziemy ten sam silnik co w Vitarze, czyli wolnossące 1.6 o mocy 79hp. Nie ma żadnych V6, żadnych mocniejszych silników – jeśli jesteś gotów zaakceptować X-90 to gotów jesteś też zaakceptować mierne osiągi.
Nie rozpędzaj się jednak zbytnio, bo nieważne jak bardzo X-90 Ci się podoba to nie wolno Ci zapomnieć o jednym – to stary samochód japoński. Innymi słowy – rdza atakuje go zewsząd nie szczędząc ani ramy ani karoserii. Wielu właścicieli zabezpieczało antykorozyjnie swoje terenówki przez jazdą w terenie, ale nie wszystkie X-90 miały to szczęście. Bycie starym japońcem ma też jednak zalety – ten samochód jest prosty jak nóż do masła i raczej nie występują w nim usterki, które totalnie wykluczą go z jazdy. No chyba, że serio przegniecie w terenie i go zagotujecie/zalejecie/wywrócicie.

Polecana wersja: Nie wiem co mam Wam polecać, jak do wyboru był jeden silnik. Skrzynię sobie możecie wybrać i osobiście preferowałbym manuala od automatu.

Wolicie prawdziwą terenówkę, czy terenową osobówkę?

Tanich aut, które w teren wjadą naprawdę głęboko jest całe zatrzęsienie. Czego byście nie szukali to znajdziecie. Jeśli wolicie samochód bardziej skupiony na jeździe po asfalcie, który tylko okazjonalnie wjedzie w teren – weźcie A6 Allroad lub XC70. Jeśli jednak naprawdę zależy Wam na zdolnościach terenowych to lepsze będzie Pajero lub Discovery 2. To od Waszych priorytetów zależy, które z tych aut finalnie wybierzecie.
Ale wybór macie, więc dajcie znać, który z tych samochodów najbardziej przypadł Wam do gustu.
Tylko nie mówcie, że X-90 bo jest ich mało, a ja też chcę sobie to ustrojstwo kupić.

Zostaw komentarz