ivolucja.pl

Lifting ma odświeżać. Ale tych 10 nie wyszło!

Idea liftingu jest prosta - zmienić istniejący model tak, by znów wyglądał modnie i świeżo.

Egzekucja może być jednak bardzo trudna. To nawet nie jest kwestia tego, że pierwotna wersja samochodu jest wybitnie piękna. To raczej kwestia tego, że nie zawsze wszystko pójdzie jak powinno.

Dziś pokażę Wam 10 aut, którym lifting zdecydowanie zaszkodził zamiast dopasować wygląd do nowych czasów. Postaram się, by pokazane samochody były obiektywnie gorsze po liftingu niż przed, bo moje opinie dotyczące liftingów znacie. A jeśli nie znacie – co do zasady wolę auta przed liftingiem, często „polifty” zupełnie mi się nie podobają. W tych 10 przypadkach zawsze wolałbym polifta, nawet mimo swoich generalnych upodobań.

Hyundai Coupe

Ładne, ale mało agresywne coupe.
Nie wiem co stało się tutaj...

Hyundai Coupe jest znany głównie ze swojej drugiej generacji, którą mogliśmy zobaczyć w kilku grach i która do tej pory jest popularna na drogach. Ale my dziś mówimy o pierwszej generacji Hyundaia Coupe, której na drogach już właściwie nie ma, a i znalezienie sensownego egzemplarza w ogłoszeniach staje się właściwie nie możliwe. Tylko nie mylcie Hyundaia Coupe z Hyundaiem S-Coupe, to dwa różne auta, dobra?
W przedliftowych Hyundaiach Coupe widać postaranie. Jakby Hyundai chciał zrobić wszystko by stworzyć atrakcyjne coupe pomimo ograniczeń finansowych i technologicznych. Dość urodziwy, ale bardzo obły wóz.
Nie wiem natomiast co Hyundaiowi strzeliło do głowy gdy przeprowadzali lifting tego modelu. Myślę, że zapatrzeli się za bardzo na scenę tuningową lat 90′ i postanowili, że wystroją Coupe w bodykit już w fabryce. No cóż, nie wyszło – potrójne przednie lampy poliftowych Coupe zdecydowanie odbierają autu uroku, a większe tylne reflektory zupełnie nie pasują do delikatnej budowy reszty nadwozia. 
Powtórzę: nie wiem o co chodziło Hyundai’owi, ale patrząc na efekt chyba nie chcę wiedzieć.

Fiat Multipla

Może i brzydkie, ale przynajmniej jakieś.
Nuda! Ah, wnętrze pozostało takie samo.

To chyba najbardziej kontrowersyjna pozycja na tej liście, bo przedliftowa powszechnie uważana jest za najbrzydsze auto świata – z czym, ja się swoją drogą zupełnie nie zgadzam. Rozumiem jednak, że design inspirowany delfinem (tak, serio), nie każdemu musiał przypaść do gustu.
Dlaczego więc umieszczam Fiata Multiplę na liście najgorszych liftingów modelowych w historii? Bo wersja poliftowa jest niewyobrażalnie nudna. Zauważył to z resztą nawet Jeremy Clarkson, który w swojej recenzji poliftowego Fiata Multipli pisał tak:

„(…)tym razem ekscentryczna stylistyka ustąpiła miejsca tak bezbarwnemu nadwoziu, że aż woła o pomstę do nieba. (…) jest to najnudniej wyglądająca maszyna w całej historii ludzkości. Widziałem już pudła z tektury, które były bardziej emocjonujące”

Chyba więcej nie muszę pisać.

Maserati Coupe

Bardzo charakterystyczny tył Maserati 3200 GT.
Natomiast ten w 4200 GT wygląda jak Passat.

Każdy kto rozmawiał ze mną osobiście, wie, że nie lubię Maserati. Uważam, że marka z Trójzębem powinna już dawno pójść na dno, bo od ponad dekady nie zrobiła niczego wartego uwagi. A skoro już przy zamykaniu marek jesteśmy – Alfa Romeo powinna towarzyszyć Maserati w tej podróży.
W każdym razie – nawet taki malkontent jak ja musi docenić niektóre modele nielubianej marki i jednym z takich modeli jest Maserati Coupe zwane także 3200 GT lub 4200 GT. Przedliftowe egzemplarze, z mniejszym silnikiem noszą nazwę 3200 GT, natomiast te późniejsze z większym silnikiem 4200 GT lub po prostu Coupe/Cabrio. 
Ale dlaczego uważam ten lifting za jeden z najgorszych? Spójrzcie na tylne lampy. Te zastosowane w przedliftach noszą slangową nazwę „bumerang” i nie trudno się domyślić dlaczego – ich smukły kształt idealne zawija się dookoła tyłu Maserati 3200 GT. W ramach liftingu zmieniono „bumerangi” na lampy z bardziej konwencjonalnym kloszem, co spowodowało, że auto wygląda jakimś cudem… starzej?

MG MGB

Wczesne MGB mają smukłe linie.
A późne... wyglądaja jakby spędziły za dużo czasu w Ameryce.

Z klasycznymi, brytyjskimi roadsterami mam miej więcej tyle wspólnego co Tata Kazika z Mercedesami – czyli nic. Nie jestem ich wielkim fanem i chociaż rozumiem ich fenomen, to nie rozumiem czemu nie wybrać ich bardziej współczesnego odpowiednika, na przykład Mazdy MX-5, który będzie szybszy, bardziej bezawaryjny i bardziej przyczepny w zakrętach. 
Właśnie z powodu mojej niechęci do klasycznych brytyjskich aut sportowych czuję się idealnie wykwalifikowany by narzekać na ich wygląd. No więc wczesne MG MGB korzystające z delikatnych chromowanych zderzaków wyglądały naprawdę dobrze. Miały świetne proporcje i wszystkie elementy nadwozia pasowały do siebie tworząc spójną całość.
Jednak w 1974 roku, gdy na rynku amerykańskim weszły nowe normy bezpieczeństwa wymagające „pięciomilowych” zderzaków, MG musiało kombinować. Zastosowano więc duże, plastikowe elementy, które burzyły proporcje MG MGB, bo były zbyt ciężkie, a do tego czarne i zupełnie odstawały stylistycznie od reszty nadwozia. Wiem, że dla małej marki, jaką było MG, opracowanie nowego modelu byłoby niemożliwe i wiem, że projektanci starali się jak mogli… ale wciąż nie był zbyt udany lifting. 

Ferrari Testarossa/512M

Uwielbiam wczesne Testarossy.
Późne... no, nie wyglądają najlepiej.

Ferrari Testarossa to jeden z dwóch modeli marki z Maranello, który naprawdę chciałbym mieć. Dla ciekawskich powiem, że drugim jest F40. Jestem wielkim fanem wyglądu Testarossy, jej żebrowych przetłoczeń, klinowatej sylwetki i kształtu, którego nie da się pomylić z niczym innym. A już nawet nie wspominam o absolutnie szalonych wersjach budowanych przez Koenig Specials, bo to zupełnie inny świat napędzany białym proszkiem. I nie mówię tutaj ani o proszku do prania, ani o proszku do pieczenia, ani o soli, ani o cukrze. 
Problem w tym, że Ferrari próbowało doić Testarossę zdecydowanie za długo. Póki ten samochód przechodził niewielkie zmiany to wszystko było w porządku. Gorzej, że w 1994 roku przemianowano Testarossę na 512M i pozbawiono ją całego uroku. Otwierane światła zastąpiono stałymi, tylne lampy z prostokątnych stały się okrągłe, a przód zaczął „zdobić” niezręczny uśmiech. Widać było, że Ferrari robi co może byle tylko jeszcze trochę hajsu zarobić na starzejącym się supersamochodzie.

Citroen C4 Cactus

Charakter! Radość z życia!
Kolejne auto zniszczone przez korporację...

Gdy Citroen pokazał model C4 Cactus byłem zachwycony. No niesamowicie mi się ten wóz podobał. Airbumpy, podzielone reflektory, nazwa nawiązująca do mojego ulubionego materiału wybuchowego… um, to znaczy mojej ulubionej rośliny, tak rośliny… A do tego fajna cena i jaskrawe kolory. No wszystko było w tym samochodzie tak, jakbym chciał. Nawet fakt, że ten samochód był crossoverem mi jakimś cudem nie przeszkadzał.
Ale to co nastąpiło przy okazji liftingu to była zbrodnia podobna do tej, którą Fiat zaserwował Multipli. No przecież, jak tak można. Citroen wydestylował cały fikuśny charakter C4 Cactusa i wywalił go przez okno zostawiając tylko pustą i nudną skorupę. Ten lifting nie zasługuje nawet na dwóję na szynach. To jest ocena niedostateczna i bez dyskusji.

Pontiac Sunfire Coupe

Zaskakująco urodziwe, budżetowe coupe.
Nie wiem co się stało z tym frontem, ale nic dobrego.

Kolejne coupe, ale tym razem takie, które nie było oferowane w Europie i było endemitem na rynek amerykański. Ale nie myślcie nawet o tym, że Sunfire Coupe to Muscle Car. Nie myślcie nawet, że to samochód jakoś bardzo sportowy. To po prostu samochód o bardziej sportowym wyglądzie, tak jak nowoczesny crossover to samochód o bardziej terenowym wyglądzie.
Skoro już to czym Pontiac Sunfire Coupe był, to możemy przejść do niefortunnego liftingu. Przedliftowe Sunfire’y mógłbym nazwać futurystycznymi. Ich zaokrąglone linie, opływowy kształt i niewielkie wloty powietrza sprawiają wrażenie bardzo aerodynamicznych, zaprojektowanych według tego jak w latach 90′ wyobrażano sobie przyszłość. Naprawdę nie narzekałbym gdybym miał przedliftowego Sunfire’a Coupe używał na daily. A w każdym razie nie narzekałbym na jego wygląd.
Styliści Pontiaca chyba mieli jednak inne wrażenia i uznali, że to czego Sunfire Coupe potrzebuje najbardziej to agresja, siła i potęga. Więc dokleili agresywny ryj do delikatnej sylwetki tworząc niezbyt urodziwego potwora, z wielką paszczą, ale bez umiejętności ryku. 

Chevrolet Corvette C3

C3 to jeden z piękniejszych amerykańskich wozów.
Ale końcowa wersja już wieje Polonezem Caro+.

Powiedzmy sobie jedno: trzecia generacja Corvette produkowana była o wiele za długo. 24 lata w produkcji do dużo. Szczególnie jeśli ciągle próbuje się udoskonalać wygląd auta, dopasowując go do zmieniających się realiów rynku. Na przykład Mercedesa G zostawili w spokoju, dzięki czemu nawet… no, powiem pół wieku, po premierze nadal wygląda świetnie. Ale Corvette?
Cóż – Pierwsze roczniki, korzystające z chromowanych zderzaków to absolutnie genialny pokaz stylistów General Motors. Wczesna Corvette C3 wygląda świetnie i chyba ciężko będzie znaleźć kogokolwiek, kto powie, że jest inaczej. Ale produkowane w latach 80′ egzemplarze wyglądają… cóż, jak pudrowany trup. Niezależnie od kształtu zderzaków i ilości plastiku nie dało się ukryć, że Corvette C3 trąci myszką i zdecydowanie odstaje od konkurencji pod względem i technologicznym i wizualnym. A już nie mówię nawet, że wraz z postępem produkcji moc silników w Corvette C3 sukcesywnie zmniejszano i finalne roczniki mają moc na poziomie 150hp lub mniej.
Należy jednak dodać, że pomimo ciągle podnoszonych cen – czasem nawet kilkadziesiąt procent w ciągu roku – Corvette cały czas sprzedawała się świetnie. Nawet ludzie z GM mieli problem by zrozumieć ten fenomen.

Mercedes SL R230

Pomimo "Okularów" R230 jest bardzo atrakcyjny.
Szczególnie, że jego twarz dużo straciła bez nich.

Mercedes SL to legenda motoryzacji i nie mówię tutaj konkretnie o 300 SL’u, ale o wszystkich generacjach tego modelu. Luksusowy kabriolet, który oferował styl, prowadzenie i komfort to zdecydowanie rzadkie połączenie cech, które oprócz SLa można było znaleźć w tylko jednym innym modelu – Mercedesie S-Klasie Cabriolet. 
Nawet okularowy język stylistyczny nie zaszkodził SLowi. Pomimo okrągłych, niezbyt udanych w innych modelach, lamp przednich SL generacji R230 wygląda szałowo i do tej pory robi wrażenie. Proporcje są idealne z długą maską, krótkim tyłem i mocno pochyloną szybą czołową. Coś pięknego.
Lifting na szczęście nie zmienił proporcji, ale całkowicie zmienił język stylistyczny przedniej części pojazdu. Kanciaste i agresywne reflektory zupełnie nie pasowały do reszty nadwozia i jedyna wersja, w której potrafiłem tę zmianę usprawiedliwić to SL 65 Black Series Coupe. Zwykłe poliftowe SL-e R230… Cóż, nie moja bajka.

Alfa Romeo 166

Kiedyś uważałem Alfę 166 za brzydką.
Teraz uważam, że jest brzydka tylko po liftingu.

Kojarzycie taki utwór jak „The Sound of Silence”? I nie mówię tutaj o tym beznadziejnym, wykręcającym uszy, asłuchalnym disco-remixie opartym o wersję zagraną przed Disturbed. Mówię o oryginalnej wersji napisanej przez zespół Simon&Garfunkel. Jeśli nie, to nadróbcie zaległości i wróćcie tutaj. Albo i nie nadrabiajcie, jestem tylko literkami na ekranie. W każdym razie – najbardziej znaną wersją „The Sound of Silence” jest zdecydowanie cover wykonany przez Disturbed. Gdy puściłem go mojemu tacie to powiedział on, że chyba Disturbed nie zrozumiało materiału źródłowego i nie tak ten utwór powinien być grany, bo jest zbyt wykrzyczany co stoi w sprzeczności z oryginalnym przekazem.
Podobnie jest z liftingiem Alfy Romeo 166. Przedlity są delikatne, ale robią wrażenie. Mają klasę, ale nie są krzykliwe. Naprawdę świetnie narysowany sedan. Ale ktoś, kto przygotował lifting 166 chyba nie zrozumiał materiału źródłowego i zrobił z tego auta coś ordynarnego i wulgarnego. Nie tak wulgarnego jak nowoczesne wozy premium, ale w porównaniu z przedliftem… Starczy powiedzieć, że całkowicie zmieniły się emocje, które czujemy patrząc na poliftowe 166. Szkoda, wielka szkoda.

Nie każdy lifting szkodzi...

…większość pomaga. Jest wiele aut, które dopiero po liftingu uzyskało pożądany kształt. Na przykład Nissan 180SX, który we wczesnej wersji – tzw. „Pignose” – wygląda nieco niezręcznie, a dopiero po liftingu faktycznie przypomina nowoczesny patrzący w przyszłość wóz sportowy. 
A może znacie jakieś inne przykłady samochodów, którym lifting zaszkodził bardziej niż pomógł? Albo może jesteście zdania, że gadam bzdury i samochody, które tu wypisałem wyglądają o niebo lepiej po zmianach? Komentarze są Wasze. Albo i nie – ponownie, jestem tylko tekstem na ekranie.

Zostaw komentarz