ivolucja.pl

Repliki? To zawsze Pontiac Fiero i jest ku temu powód.

Najlepsze kasztany są na Placu Pigalle, a najlepsze repliki są na Pontiacu Fiero.

Kilka dni temu pisałem na Facebook’u Ivolucji o Pontiacu Fiero Mira – czyli o Ferrari 308, które Ferrari 308 NIE JEST. Był to wpis widoczny tylko na FB, więc polecam obserwować fanpage Ivolucji właśnie po takie krótsze formy. 
Wracając jednak do Miry, bo dziś zamierzam ten temat rozwinąć – po pierwsze dlatego, że Fiero jest fajne, a po drugie dlatego, że to tylko czubek góry lodowej, którą są repliki budowane na tym aucie. 

Na początek kilka słów o samym Pontiacu Fiero

Nie mylić tylko Pontiaca Fiero z Guy’em Fierim, okej? W każdym razie – Fiero to wybitnie dziwaczny projekt, rzekłbym nawet, że jeden z najbardziej absurdalnych jakie powstały w General Motors zaraz za marką Saturn i Cadillakiem BLS. 

Dlaczego? Otóż dlatego, że inżynierowie pracujący w Pontiacu mieli jobla na punkcie aut sportowych. I to takiego totalnego, ich jedynym marzeniem było zmajstrowanie czegoś co będzie zapieprzać aż się kurzy. Z tym, że należy pamiętać, że to były lata 70′, czasy kryzysu, drogiej benzyny i General Motors zupełnie nie miało pieniędzy na eksperymenty – do tego stopnia, że nawet Corvette była utrzymywana w produkcji raczej z przyzwyczajenia, bez szans i funduszy na realny rozwój. Generalnie tragedia, kiła, mogiła, obstrukcje, torsje i mokry kaszel.

To jest wczesny, przedprodukcyjny prototyp Pontiaca Fiero.

Z tych właśnie powodów, wszystkie pomysły na budowę auta sportowego to jak rzucanie grochem o ścianę, wszystko odbijało się od zarządu, który ni cholery nie miał ochoty wydawać pieniędzy – głównie dlatego, że ich nie było. Ale inżynierowie nie potrafili usiedzieć na du… w spokoju i musieli wpaść na jakiś poroniony pomysł, żeby auto sportowe przepchnąć. I wpadli na pomysł. Pomysł tak diabolicznie zły, że nie mógł się nie udać. 

Postanowili oni powiedzieć zarządowi, że ten samochód, ta klinowata konstrukcja nad którą pracują to nie jest auto sportowe, to auto ekologiczne. I na wszystko mieli odpowiedź!

Dlaczego silnik jest centralnie?
Bo to zmniejsza powierzchnie przodu obniżając opór aerodynamiczny.

A dlaczego wygląda jak supersamochód?
Bo to dobry kształt jeśli chodzi o opór aerodynamiczny, przecież mamy na to papiery.

Ale panele z kompozytu? Po co to komu?
Obniża masę, a tym samym spalanie, wszystko się zgadza. 

Ale po kiego grzyba wmontowaliście tam V6?
A, a, a – bazowym silnikiem będzie 2,5 litrowy Iron Duke – tanie, proste i niezawodne, panie zarząd. 

Wiem, że nikt z Was nie wie jak wygląda Chevrolet Citation, ale to właśnie to.

Finalnie zarząd Pontiaca i GM zgodził się na samochód sportowy ekologiczny, inżynierowie mogli wziąć się do pracy – tym razem tak na serio. Pojawił się tylko inny problem – budżet nie był z gumy. Tak więc większość podzespołów, takich jak opony, zawieszenie czy ramy pomocnicze zostały przeniesione wprost z typowych tanich aut GM – tak jak na przykład Chevrolet Chevette czy Citation. Rezultat był taki, że Fiero może i wyglądało dobrze, ale prowadziło się zdecydowanie gorzej niż konkurencja – trzeba jednak przyznać, że zespół odpowiedzialny za ten model z każdym rokiem wprowadzał poprawki i egzemplarze z końca produkcji jeżdżą zupełnie inaczej niż te z początku.

Zatrzymajmy się na chwilę przy nadwoziu Fiero

I nie chodzi mi o jego kształt – chociaż ten też jest wyjątkowy. Chodzi mi raczej o jego konstrukcję. W normalnym samochodzie – takim o budowie samonośnej, czyli jak większość obecnie produkowanych aut – niektóre elementy nadwozia są jednocześnie elementami ramy. Oznacza to, że tylnych błotników nie da się wymienić, podobnie z resztą jak dachu czy progów. Dobra, napiszę inaczej – nie da się tych elementów po ludzku wykręcić trzeba je rozcinać albo usuwać zgrzewy, bo to części konstrukcyjne. Czyli na przykład – podczas uderzania przodem pojazdu, błotnikiem czy zderzakiem możecie części łatwo wykręcić i wymienić, ale jeśli uderzenie będzie na tylnym nadkolu to prawdopodobnie będzie trzeba szpachlować.

Pontiac Fiero, szczególnie w wersji GT, wygląda po prostu świetnie.

Pontiac Fiero tego problemu nie miał. Samochód ten miał owszem, konstrukcję samonośną, ale zbudowaną nieco inaczej. Konstrukcja opierała się na ramie przestrzennej – metalowej oczywiście – do której przykręcone były elementy z kompozytu. Rezultat był taki, że każdy panel można było z Fiero zdjąć i zostać z samą ramą z silnikiem i kołami, która nie miała żadnego elementu nadwozia. 
To rozwiązanie nie było jednak niczym nowym, bo przejęto je prosto z większego auta sportowego General Motors – czyli Corvette.

Skoro Corvette była taka sama, to dlaczego repliki są na Fiero?

Wspaniałe pytanie. Odpowiedź jest jednak nieco prozaiczna. W latach 80′ wszystkie nowoczesne supersamochody – takie jak Lamborghini czy Ferrari – miały silniki umieszczone centralnie. Było to nawet jeszcze bardziej widoczne niż obecnie. Ferrari na przykład uznało, że układ z silnikiem za kierowcą jest tak dobry, że nawet ich auta typu GT powinny taki mieć – tutaj dobrym przykładem jest 512BBi oraz Testarossa. Gdzie zarówno poprzednicy – czyli 365GTB/4, jak i następcy – czyli 550 oraz 575 mieli silnik umieszczony z przodu. W latach 80′ wszystko co robiło Ferrari, Lamborghini i… um… w każdym razie – lata 80′ to były czasy gdy superauta musiały mieć silnik za kierowcą, nie przed.

Z auta o takich proporcjach ciężko zrobić replikę Ferrari 308GTS...

I niezależnie jak dobra byłaby Corvette – czyli w przypadku schyłkowej C3 wcale – to nie miała ona silnika centralnie. Potężne V8 zawsze było w Corvette z przodu – byli ludzie, którzy chcieli żeby było inaczej, ale status quo się utrzymywał.
Fiero jednak ta zasada nie dotyczyła – to był przecież wóz „ekonomiczny”, więc silnik centralnie był jak najbardziej na miejscu. Pod względem czysto konstrukcyjnym Fiero było więc bliżej Ferrari niż Corvette. Pod względem wizualnym też, bo długa maska Chevroleta zupełnie nie nadawała się do budowania replik samochodów z silnikiem umieszczonym centralnie. 

Inną zupełnie sprawą był koszt. Fiero w salonie kosztowało właściwie połowę tego co Corvette i nie mówię tutaj o dychawicznym Fiero z 2.5 Iron Duke, a już o Fiero GT z 2.8 V6 za plecami kierowcy. To nadal nie był zabójczo szybki wóz, ale z czystym sumieniem można powiedzieć, że był żwawy. Corvette była szybsza, ale Corvette miała też na tyle respektu na dzielni, że nie musiała nic udawać. Fiero natomiast było z założenia tanie i za takie też uchodziło – upodobnienie go do Ferrari było więc sposobem na nadanie temu autku charyzmy.

Repliki sprzedawano nawet w salonach Pontiaca!

Rynek replik zbudowanych na Pontiacu Fiero był w pewnym momencie na tyle popularny, że niektóre salony nawiązały współpracę z firmą Corporate Concepts i zaczęły sprzedawać już gotowe repliki Ferrari 308 pod nazwą Pontiac Fiero Mera. Normalnie z gwarancją i ciągle o 1/3 taniej niż Corvette i nieporównywalnie taniej od realnego Ferrari. 

Po 250 sztukach sprawa się rypła i Ferrari zepsuło całą zabawę zaskarżając Corporate Concepts o kradzież projektu. Czy słusznie czy nie, to zostawiam Wam do oceny – po lewej możecie zobaczyć Ferrari 308 GTB, a po prawej Pontiaca Fiero Mera zbudowanego przez Corporate Concepts.

Najśmieszniejsze jednak w przypadku Mery jest to, że Corporate Concepts umieściło na swojej „repliczce” znaczki, które zarówno kształtem jak i miejscem umieszczenia i czcionką przypominały te z prawdziwego Ferrari 308. Wcale nie dlatego, żeby właściciel mógł zdjąć znaczki Mery i założyć te od Ferrari, zupełnie nie o to chodziło. Zupełnie, ani trochę no.

Mera nie była jedyną repliką na Fiero

Oczywiście replik, czy to tych sprzedawanych, czy budowanych przez innych ludzi było o wiele więcej, szczególnie, że replikowano wszystko, byle tylko materiał źródłowy był egzotyczny. 
Na tym obrazku możecie zobaczyć na przykład Pontiaca Fiero przebranego za Lamborghini Countach:

Szczerze? Podoba m się taki "skompresowany" Countach.

A tutaj wydłużony Pontiac Fiero udaje Ferrari F50:

Kierunkowskazy pochodzą chyba z Mazdy MX-5 NA/źródło: CarsAndBids.com

Tutaj to mi już w ogóle oczy wypadli, bo ktoś zbudował na Fiero replikę Lamborghini Murcielago:

Nie dajcie się zwieść, to nie jest Lamborghini/źródło: Carbuzz

Nie wszystkie repliki były udane i trzymały właściwe proporcje, czego dowodem jest ten Nie-Ford Nie-GT40:

Doceniam starania, ale nie do końca wyszło.../zdjęcie: Carbuzz

Były też repliki na Toyocie MR2

Chciałem powiedzieć, że szkoda marnować tak ładny wóz na replikę, ale Fiero też jest śliczne.

…Ale to była zupełnie inna para kaloszy. Budowa samochodów na bazie sportowego Pontiaca była o tyle łatwa, że można było zdjąć wszystkie panele z tego auta i zamontować nowe przypominające inne auto.
Repliki na Toyocie MR2 wymagały więcej pracy, bo japoński sportowiec zbudowany był w oparciu o typową konstrukcję samonośną – czyli, że dopóki zmienialiśmy drzwi, klapy, błotniki przednie czy zderzaki to wszystko było w miarę łatwe, ale wymiana tylnych błotników wymagała cięcia i spawania – co nie każdy potrafił zrobić, a jeszcze mniej osób potrafi zrobić dobrze. 

Obecnie już raczej nie buduje się replik...

Są pewne wyjątki, jak pewna Repliczka na bazie Porsche 924, ale to raczej dzika fantazja na temat tego jak Lamborghini wygląda, a nie faktyczna próba zbudowania czegoś co ma faktycznie przypominać Reventona lub Murcielago.

Nowoczesne repliki samochodów sportowych już raczej nie bazują na tańszych autach, a oparte są o konstrukcję ramową, na którą nakładane jest odpowiednie nadwozie. W ten sposób mamy większą dowolność w wyborze silnika czy skrzyni biegów. Inna sprawa, że nikt już nie próbuje udawać, że ma nowoczesny supersamochód – wiele replik nawiązuje od lat 60′ i odwzorowuje Lamboghini Miura, Ferrari 250 GTO czy Fordy GT. Często z takich usług korzystają nawet bogaci ludzie, którzy mają realny samochód, ale boją się nim jeździć ze względu na jego wartość. 

Wolelibyście Fiero czy replikę na bazie Fiero?

Teraz Pontiac Fiero jest zapomnianym klasykiem, którego populacja została w dużej mierze zarżnięta właśnie przez rynek replik – nikt nie chciał mieć Fiero, ale każdy chciał mieć coś co wygląda jak Lamborghini czy Ferrari. Na rynku wtórnym takie auta mają niewielką wartość, bo większość ludzi raczej nie szuka repliki tylko albo oryginalnego Pontiaca albo oryginalne Ferrari. 

Zostaw komentarz