ivolucja.pl

Ford Flex to wielka, kanciasta… LODÓWKA.

Wiele aut można nazwać mianem "lodówki na kołach", ale to Ford Flex najbardziej pasuje do tego określenia.

Ford Flex jest modelem zupełnie nieznanym w Europie – nigdy nie był tu oficjalnie sprzedawany, a także nie osiągnął wystarczającego sukcesu na rynku by być tak powszechnie znanym jak Ford Mustang czy F-150. W USA jest z resztą podobnie – to auto nie kojarzy się z niczym więcej niż tanią podróbą Range Rovera. Podróbą, która na dobrą sprawę tylko delikatnie przypomina brytyjskie auto, bo Flex nie ma ani prześwitu, ani prezencji ani odpowiedniej jakości materiałów. 

Ale mimo to Flex znalazł swoją bardzo niewielką niszę entuzjastów, którzy absolutnie uwielbiają tę lodówkę na kołach. I co najlepsze – nie chodzi o wygląd, a o wyjątkowy silnik. Ale do tego przejdziemy.

Amerykanie nie lubią kombi

Patrząc na tego Forda Taurusa można dojść do wniosku, że producenci aktywnie starali się zniechęcić klientów do kombi.

Amerykański oddział Forda wiedział, że rynek USA nie przepada za samochodami kombi. Kilka razy próbowano, na przykład z Focusem, Taurusem czy Escortem, ale te auta nigdy nie zdobyły popularności. Amerykanie kochają sedany, ale jeśli potrzebują czegoś bardziej praktycznego to wolą albo minivany albo SUVy. Kombi to dla amerykanów taki ni pies ni wydra. Ani nie wjedzie to tak daleko jak SUV, ani nie jest tak praktyczne jak minivan.

O ile w Europie nadwozie kombi przez długie lata było niezwykle popularne i właściwie każdy, nawet najmniejszy model można było w tym nadwoziu kupić, o tyle do ameryki większość z tych aut nie trafiła. W każdym razie nie oficjalnymi kanałami. 

Malibu Maxx było wyjątkowo głupim pomysłem, a i tak doczekało się wersji SS.

Nie mniej jednak, producenci zauważyli, że często warto oferować coś, co SUVem nie jest, a zachowa nieco praktyczności tego typu nadwozia. Tak powstało sporo dziwnych aut, które jakimś cudem się sprzedawały. Dobrym przykładem niech będzie Chevrolet Malibu Maxx czy nawet Dodge Caliber, który nie do końca był hatchbackiem, ale też nie do końca był crossoverem. 

U Forda cudakiem był Flex

Polecam zwrócić uwagę na fakt, że nad grillem znajduje się napis "FLEX" zamiast "FORD".

Flex łączył cechy kombi, minivana i SUVa, a jeśli doliczyć elementy stylistyczne to można się także doszukiwać pick-upa – konkretnie Forda F-150. Chociaż niektórzy złośliwcy mówią, że tam żadnego F-150 nie ma i projektanci inspirowali się Range Roverem – który z resztą również budowany był przez koncern Ford Motor Corporation.

Właśnie w tym dziwnym nadwoziu był problem Flexa. Ten samochód był połączeniem trzech rodzajów aut w jedno. Problem w tym, że klienci na każdy ze składowych aut szukali czegoś innego czego we Flexie znaleźć nie mogli. Kombi to w USA rodzaj auta dla entuzjasty, który chce mieć bardziej praktyczne nadwozie bez rezygnowania z prowadzenia normalnego auta, minivan to wybór kierowców szukających auta maksymalnie praktycznego, a SUV często wybierają osoby ceniące sobie wyższy prześwit. Ford Flex ani nie jeździł jak normalne auto, ani nie był tak praktyczny jak minivan, ani nie miał charakterystycznego dla SUVa wyższego prześwitu. Był za to zdecydowanie bardziej charakterystyczny. Nie powiem, że ładny, bo to kwestia subiektywna, ale mi się bardzo ten samochód podoba.

Na początku myślałem, że Flex jest mniejszy

Ford Flex nie jest nieco większy niż Mini. On je absolutnie deklasuje rozmiarem.

Pierwszy raz z modelem Ford Flex spotkałem się czytając książkę Jeremy’iego Clarksona „Wytrącony z równowagi” – jest to zbiór recenzji, wśród których znalazła się taka poświęcona dziś omawianemu samochodowi. Czytając ją – recenzję w sensie – za dzieciaka wyciągnąłem z niej tyle, że Flex jest Fordową odpowiedzią na Mini, Fiata 500 czy Volkswagena New Beetle. Czyli jest kompaktowym autem, którego główną zaletą jest wygląd i możliwość personalizacji. 

Otóż nie. Znaczy, tak, Flex jest stylowy i nie można mu tego odmówić. Ale jest też o wiele większy niż Mini czy Fiat 500. O ile większy? Hm… tak z półtorej metra dłuższy i ćwierć metra szerszy. Innymi słowy jest to wielka, kanciasta krowa, która w Europie wymiarami przypomina bardziej S-Klasę niż auto kompaktowe. I teraz gdy przeczytałem tekst Jeremy’iego jeszcze raz to zastanawiam się, jak doszedłem do wniosku, że Flex jest kompaktowy. Musiałem naprawdę nie rozumieć proporcji aut, bo w tekście było wyraźnie napisane, że Flex jest 30cm dłuższy niż Volvo XC90 – które i tak jest wielkie jak na europejskie standardy. Lampka z oznaczeniem „gargantuiczna kolubryna” powinna mi się zapalić również gdy mowa o 3,5-litrowym V6 EcoBoost, który znajduje się pod maską tej lodówki na kołach. Z drugiej strony, gdy czytałem te książkę to nie bardzo rozumiałem jak wielkie są silniki i nie potrafiłem pojąć czemu Opel nie wsadzi pod maskę Astry V6 z Insignii OPC. 

Flex jest większy niż i tak ogromne Volvo XC90!

Obecnie gdy widzę Flexa – niezbyt często, ale raz na kilka miesięcy się jakiś zdarzy – to widzę jak wielki to jest wóz. Ogromna kolubryna, która dobrze maskuje swoje wymiary niskim prześwitem i całkowicie płaskim dachem i pionową tylną klapą. Pomimo wielkich wymiarów Flex nadal jednak pozostaje stylowy. Nie tak stylowy jak Mini, ale wciąż bardziej stylowy niż większość kombi, minivanów i SUVów.

Ford Flex ma swoją niszę... wśród entuzjastów?

To jest właśnie 3,5-litrowa V6 EcoBoost, która sprawia, że Ford Flex jest wyjątkowy.

Na papierze Flex nie wydaje się być autem dla entuzjasty jazdy samochodem. A szczególnie dla takiego, który uwielbia jeździć szybko. Ten samochód jest za duży i zbyt „tatusiowaty”, żeby nadawał się do szybkiej jazdy.

Ford Flex ma jednak asa w rękawie. Tym asem jest silnik 3,5 EcoBoost V6. Nie kojarzycie? To z grubsza ten sam silnik, który napędzał Forda GT z 2015 roku, obecnego Forda Raptora czy supersamochód Noble M500. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że Ford Flex ma napęd na 4 koła. To bardzo istotny argument, szczególnie jeśli znacie charakterystykę mocnych aut z napędem na 4 koła, na przykład wszystkich Audi RS czy Lancerów Evo i Subaru WRX. Czyli duża moc połączona z napędem na 4 koła oznacza szalone przyspieszenie. 

No dobra, nie oszukujmy się – seryjny Flex nie jest bardzo szybkim autem, bo osiąga pierwszą setkę w okolicach 7 sekund. To całkiem żwawo, ale nie szybko-szybko. Ale silnik 3,5 EcoBoost jest bardzo podatny na modyfikacje – jak większość silników z turbo z resztą. Wyciągnięcie z tego silnika 500hp prostymi modyfikacjami to nie jest problem, zdarzają się nawet Flexy z mocą powyżej 700 czy 800hp, a to w połączeniu z napędem na obie osie zapewnia rakietowe przyspieszenia. W samochodzie, który ma 3 rzędy siedzeń i wygląda jak lodówka. 

Zgaduję, że nie jestem jedyną osobą, która widząc połączenie AWD z dużą mocą i nie-sportowym wyglądem myśli o samochodzie typu sleeper. Gdyby ktoś nie wiedział – sleepery to samochody, które wyglądają jak nic szczególnego ale mają wyjątkowo wysokie osiągi. A w tym przypadku przepis na sleepera napisał się sam, nawet nie trzeba do tego dużych modyfikacji.

Weird Flex, but okay...

Biały dach i ryflowane burty nadają Flexowi oldchool'owego sznytu.

Ten tekst był memem przez krótką chwilę i do tego lata temu, ale to jest jedyna okazja kiedy faktycznie mogę go wykorzystać tak, żeby to miało sens. Po pierwsze dlatego, że Ford Flex jest dziwny, a po drugie dlatego, że jest okay. 

No dobra, Ford Flex nie jest okay. Ford Flex jest kozacki w opór. To auto ma wszystko: aparycję lodówki, mocny silnik, komfortowe zawieszenie i wystarczająco miejsca w środku by zawstydzić Volkswagena T4. Nie widzę wad. 
No dobra, widzę jedną. Nie mam do niego kluczyków. I raczej miał nie będę, bo ceny egzemplarzy z EcoBoostem są szalone i znam kilkanaście lepszych sposobów żeby spożytkować takie pieniądze. 

Nie zmienia to jednak faktu, że Ford Flex to fajny wóz.

Zostaw komentarz