miniaturka-vw-kit-cars

VW Garbus jest do kitu. To znaczy – do kit cara.

Garbus to najpopularniejsza baza pod kit cary. Ale dlaczego?

Ten wpis zaczynam trochę z grubej rury, bo nie dość, że mówię o kit carach, to jeszcze o tym, że Garbus jest najpopularniejszą bazą pod tego typu rodzaj samochodu. Przy takim początku macie pewnie więcej pytań, niż odpowiedzi i prawdopodobnie jedynym punktem zaczepienia, jeśli chodzi o to co znajdziecie na tej stronie jest fakt, że wiecie jak wygląda Volkswagen Garbus. Ale spoko, spoko, pełen luz, to wcale nie jest takie trudne.

Skąd się wziął Garbus? (jakby ktoś nie wiedział)

Adolf Hitler był bardzo zadowolony z propozycji przedstawionej przez Ferdinanda Porsche.

Pytanie “skąd się wziął Garbus?” zwykle kończy się historią, która niezależnie od tego jak zostanie opowiedziana, to na sto procent opowiadający zawrze w niej dwie konkretne osobistości: Adolfa Hitlera i Ferdinanda Porsche. Historia pierwszego Volkswagena (czyli Typ 1) jest generalnie dość długa i zawiła, a my nie mamy całego dnia, więc tutaj znajdziecie ją w mocno skróconej formie, a jeśli zależy Wam na pełnej historii tego samochodu to polecam poszukać pierwszego odcinka “Samochodów dla ludu Jamesa May’a” – świetny program, w którym Kapitan Snuja opowiada o całej maszynie propagandowej, która sfinansowała II Wojnę Światową. I Garbusa. Ale głównie II Wojnę Światową.

A jeśli nie chce Wam się szukać, to proszę, oto streszczenie: wujek Adolf kazał wybudować setki kilometrów autostrad, by przyspieszyć transport lądowy i ułatwić szybkie przemieszczanie się swoich sił militarnych po terytorium Niemiec, a także przyszłej wielkiej Germanii. Z tym, że to trochę kapa mieć wybitną sieć dróg, gdy nikt nie posiada samochodu, by po nich jeździć. No więc nasz niespełniony malarz poprosił genialnego inżyniera, Ferdynanda Porsche, by opracował Samochód Dla Ludu, czyli Volkswagena.

I ten projekt był GENIALNY!

Uważajcie teraz, bo robi się ciekawie. Garbus miał silnik z tyłu, by podczas poruszania się z prędkościami autostradowymi, czyli około 100km/h, dźwięk silnika “zostawał z tyłu”, a nie przechodził przez kabinę zmniejszając komfort podróży. Co również istotne, silnik Garbusa chłodzony był powietrzem, nie potrzebował więc chłodnicy ani płynu chłodniczego, więc był tańszy w produkcji i obsłudze. Czyli idealnie, szczególnie jeśli bierzemy pod uwagę, że Volkswagen Garbus miał być autem dla ludu, które było tanie i łatwe w użytkowaniu. 

Podobny widok można było zobaczyć w pierwszych samochodach marki Porsche

Inną zaletą tego projektu był fakt, że cały układ napędowy był w jednym miejscu i zajmował niewiele przestrzeni. To oznaczało, że wyjęcie garbusowego silnika nie było bardzo trudne. Inna sprawa, że podłoga w Garbusie była płaska i wystarczyła szlifierka, by odciąć ją od podwozia. Można także ją było skrócić (lub wydłużyć), bo nie było wału napędowego i innych dupereli, które wymagały modyfikacji przy zmianie długości pojazdu. I to właśnie te cechy powodowały, że Garbus szybko zyskał popularność jako baza pod wszelkiego rodzaju kit cary.

Kit car to nic więcej jak auto z Ikei

Kit car to innymi słowy auto dostarczane jako “kit”, czyli zestaw do samodzielnego montażu. Czyli sprawa jest prosta: bierzemy auto-dawcę, na przykład Garbusa, rozmontowujemy go do ramy, a potem do tej ramy dokręcamy nowe części nadwozia. I tyle, fajrant, koniec. Z tym, że budowa takiego kit cara często wymaga pewnych umiejętności technicznych, bo nierzadko trzeba coś pociąć lub pospawać. Dlatego też są firmy, które po dostarczeniu auta-dawcy zwrócą nam od razu gotowe auto, jedyne co wtedy trzeba wziąć pod uwagę to fakt, że do kosztu zestawu modyfikacji dochodzi koszt robocizny.

A skoro dziś wpis poświęcony jest kit carom na VW Garbusie…

…to właśnie teraz nadszedł czas, bym pokazał Wam najciekawsze z nich. A jest co pokazywać, bo dzięki prostocie konstrukcji Volkswagena był taki moment, gdy producenci kit carów wyrastali jak grzyby po deszczu. Nie przesadzam, kitów do VW były setki, w tym nawet takie, które upodabniały Garbusa do Porsche(!), Lamborghini(!!) czy Jeepa(!!!).

Brubaker Box

Brubaker Box był pierwszym vanem na bazie Garbusa - powstał jeszcze przed Transporterem

Zaczniemy od kit cara, który zainspirował mnie do napisania tekstu, który teraz czytacie. Brubaker Box to wynalazek o tyle dziwny, że zupełnie nie widać po nim tego, że zaczął swój żywot jako skromny Volkswagen. Box był minivanem, który korzystał z niezmodyfikowanej płyty podłogowej Garbusa, jedyna różnica polegała na tym, że bak został przesunięty z przodu pojazdu do jego centralnej części. Problem Brubakera leżał jednak w zupełnie innym miejscu – czyli w finansach. Produkcja Boxa była zupełnie nieopłacalna, a to oznacza, że kit o nazwie Brubaker Box produkowano przez niecały rok. I tyle. Szkoda.

Meyers Manx

Nie wyobrażam sobie Manxa w jakimś "normalnym" kolorze. Manxy muszą być kolorowe!

Warto byłoby też wspomnieć o najpopularniejszym kicie montowanym na Garbusie, inspiracji dla wszystkich plażowych buggy – czyli Meyersie Manxie. Manx to, jak nietrudno się domyślić, kit wymyślony w Australii, zbudowany z myślą o lansowaniu się na plażach wśród surferów, ładnych dziewczyn i drinków opłaconych mokrymi banknotami. I prawdopodobnie właśnie z powodu wyglądu i popularności tego kitu jest on tak samo kultowy jak oryginalny Garbus i doczekał się niezliczonej ilości akcesoriów tuningowych.

Puma GT/GTE/GTS i tak dalej...

Puma była nawet na Ultrace 2022! Wtedy jeszcze średnio wiedziałem co to...

Tak, wiem, Puma to marka odzieżowa, ale Puma samochodowa i odzieżowa to dwie zupełnie różne firmy. A jako, że na modzie znam się jak Jan Sebastian Bach na rynku smartfonów, to porozmawiamy sobie o tej samochodowej Pumie. Może zacznijmy od tego, że Puma nie była stricte kit carem, bo była produkowana w fabryce, ale mimo to uwzględniłem ją w tym wpisie, bo korzystała z oryginalnego układu napędowego i platformy Garbusa. Jaka fabryka wymyśliła, by robić auto sportowe na Garbusie? Brazylijska. Dlaczego? Bo w Brazylii były kosmiczne cła od importu samochodów, a skoro fabryka VW była na miejscu, to czemu nie?

Ale kit car nie musi być na Garbusie

Zapewne już domyśliliście się, że kit cary nie muszą być budowane na Garbusie. Właściwie, to mogą być budowane na czymkolwiek, albo jeszcze lepiej, na niczym. Idealnym przykładem kit cara, który nie posiada samochodu-bazy jest Caterham – tam wszystko, co potrzebne jest w zestawie, łącznie z ramą samochodu i nadwoziem. Wynika to z faktu, że samodzielna budowa samochodu pozwala w wielu krajach rejestrować samochody z pominięciem norm emisji spalin i bezpieczeństwa, co obniża koszta.

Co ciekawe, jednym z nielicznych krajów, gdzie kit cary muszą spełniać normy jest Polska, co właściwie uniemożliwia rejestrację takich wynalazków. A szkoda, bo jak już kiedyś pisałem, Caterhama to bym sobie zbudował…

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis:

czytaj inne wpisy:

Duża poprawa – Ultrace 2024 – Relacja

Jak co roku redakcja Ivolucji była na Ultrace – i miło mi donieść, że tym razem odbyło się bez dużych Faux Pas z żadnej strony. Nie wiem czy pamiętacie zeszłoroczną relację z Ultrace 2023 – możecie ją przeczytać tutaj: KLIK. Ale jeśli nie chce Wam się czytać to wystarczy Wam wiedzieć, że nie wróciliśmy z

Czytaj więcej »

Zegary nowego Bugatti Tourbillon to mistrzostwo świata.

Nie przesadzam – nikt nigdy wcześniej nie zrobił tak odjechanych wskaźników. Nie codziennie debiutuje nowe Bugatti. Właściwie to nowe modele Bugatti debiutują bardzo rzadko – Chiron debiutował 9 lat temu, a Veyron ma już 20 lat(!). Poczuliście się staro? Ja też.  Niektórym Veyron wydaje się nudny – nie można mu jednak odmówić, że zmienił świat.

Czytaj więcej »

Suzuki X-90 kładzie nacisk na Sport w Sport Utility Vehicle

“Sportowe” SUVy to chwyt marketingowy – oprócz jednego: Suzuki X-90. Wiecie jaki kraj produkuje najdziwniejsze samochody? Utarło się mówić, że Francja. Coś w tym jest – hydropneumatyczne zawieszenia, 3-drzwiowe minivany, hot-hatche z silnikiem umieszczonym centralnie i długo jeszcze można by wymyślać.  I po co? Ale nawet najbardziej szalony pomysł Francuzów nie dorasta do pięt pomysłom

Czytaj więcej »

Haldex w większości przypadków nie pomaga.

Na pewno kojarzycie układy napędu AWD realizowane przy pomocy Haldexu – o to dlaczego to bez sensu. Podchodząc do swojego samochodu zapewne czujecie dumę widzą emblemat mówiący o obecności napędu na 4 koła. Bo wyciągnie Was z opresji, bo ułatwi jazdę na mokrej nawierzchni, bo Was stać na kupno bezpieczniejszego samochodu. Ja czuję pogardę. No

Czytaj więcej »

Typowy niemiecki porządek – historia Porsche 911 cz. 2

W modelach chłodzonych cieczą ciężko nie dostrzec ręki Volkswagena. Gdy Porsche 911 chłodzone było powietrzem, to rozwój tego modelu był bardzo chaotyczny, poprawki często wprowadzane były losowo albo bez ładu i składu – pisałem o tym w pierwszej części historii tego modelu (KLIK!). W przypadku modeli chłodzonych cieczą natomiast rozwój był już uporządkowany, a zmiany

Czytaj więcej »

Wiecie co? Mam tego dość. I Stellantis pewnie też.

Rewitalizacja Alfy Romeo? Co proszę? Na pewno obiło Wam się o uszy, że od niedawna istnieje motoryzacyjny moloch o nazwie Stellantis, który jest połączeniem dwóch koncernów – FCA i PSA. I ostatnio zacząłem się zastanawiać jaki jest pożytek z tak wielkiego koncernu. Nie, nie żartuję, naprawdę wydaje mi się, że to maszyna do generowania strat

Czytaj więcej »