ivolucja.pl

Zanim był Veyron było to – Bugatti EB110

Bugatti EB110 to zapomniany fragment historii tej marki. Jeszcze nie Veyron, ale już nie Typ 37.

Zanim Bugatti Veyron złamało wszystkie granice, które kojarzyliśmy z supersamochodami i stało się najwspanialszym autem jakie młodziak mógł mieć na plakacie, jego poprzednik… zrobił to samo, ale 15 lat wcześniej.

Każdy zna numerki otaczające Veyrona i jego osiągnięcia – pierwsze seryjne auto z mocą ponad 1000hp, czasem do setki w okolicach 2,5 sekundy i prędkością maksymalną przebijającą 400km/h. Ten samochód był cudem inżynierii na kołach.

Niewielu jednak pamięta jego poprzednika

Marka Bugatti nie zaczęła się od Veyrona. To znaczy, tak, jej wielka sława i przebicie się do – nazwijmy to – popkultury, zaczęło się od Veyrona. Ale przed tym samochodem było jeszcze kilka modeli.

Bugatti Type 57SC Atlantic to jeden z najbardziej kultowych aut "oryginalnego" Bugatti.

Były naprawdę klasyczne modele Bugatti. Samochody wyścigowe, ale zrobione z taką starannością i przywiązaniem do detali, że bliżej im było do dzieł sztuki niż środków transportu. Wystarczy powiedzieć, że rzędowe ośmiocylindrowe silniki Bugatti były wykonane z taką starannością, że nie potrzebowały uszczelek pod głowicą. Albo, że blok każdego z nich był ozdabiany przeróżnymi wzorami, pomimo, że całkowicie chował się pod nadwoziem.

Problem w tym, że w 1963 po śmierci Ettore Bugatti’ego marka zbankrutowała i przestała produkować jakiekolwiek samochody.

Bugatti było martwe aż to 1987 roku

Tutaj Romano Artioli przekazuje kluczyki do EB110 samemu Michaelowi Schumacherowi.

Wtedy właśnie zostało wykupione przez Romano Artioli’ego… albo nawet nie wykupione, a wskrzeszone, bo Romano po prostu wykupił prawa do nazwy, a oficjalnie była to inna firma.
A właśnie, skoro już przy nim jesteśmy – sama postać włoskiego przedsiębiorcy Romano Artioli’ego jest dość ciekawa, bo wzbogacił się on zajmując się importem japońskich samochodów, by stać się w końcu pierwszym oficjalnym dystrybutorem Suzuki na rynek włoski. Potem nie tylko wskrzesił Bugatti, ale także zarządzał lotusem gdy powstawał pierwszy Elise.
Ale wróćmy do Bugatti.

Wskrzeszenie marki nie jest takie proste i sam Artioli tego nie zrobił – razem z nim pracowało dwóch innych włoskich geniuszy – Paolo Stanzani oraz Ferruccio Lamborghini. Tak, ten Ferruccio Lamborghini. Żeby było lepiej – założona przez to trio marka nie miała nazywać się Bugatti, a FerLa, od imienia i nazwiska założyciela marki Lamborghini. Historia pokazała, że ten pomysł nie spotkał się z aprobatą.

Wskrzeszone Bugatti zbudowało jedno auto

Ferruccio Lamborghini zawsze był miłośnikiem aut komfortowych, takich, które pomimo wysokich osiągów nadal prowadzą się delikatnie i nie męczą kierowcy. Dlatego przy okazji premiery Countacha odszedł on z założonej przez siebie firmy – ale to inna historia. Jego miłość do samochodów sportowych, których można używać na co dzień była jednak żywa, nawet po osieroceniu swojej marki.

To prototyp EB110 nazwany... Bugatti 110.

Dlatego Ferruccio Lamborghini wpadł na pomysł, by jego kolejny supersamochó