Witam na ostatniej prostej, czyli cotygodniowym podsumowaniu newsów z motoryzacyjnego świata.
W dzisiejszym odcinku Ostatniej Prostej pokażę Wam nowego XM’a, Ferrari pokaże nowy model, którego nie kupicie, Lamborghini skończy produkcję Aventadora (znowu), a Nissan zabierze się za wyścigi autem, którego produkcja dopiero się zaczęła.
Nowy XM! Citroen? Nie…
Ja wiem, że zaczynać wpis od takiego widoku, to aż nie wypada. Właściwie to nikogo nie wypada skazywać na taki widok. A właśnie – co właściwie znajduje się na obrazku? Otóż jest to BMW XM. XM czyli prezent dla działu M-Power z okazji 50 urodzin. Drugi w historii samochód, który jest ekskluzywny dla sportowego oddziału BMW. Wiecie jaki był pierwszy? Pierwszy nazywał się M1 i wyglądał tak:
I CZY WAM W TYM BMW MÓZGI AMPUTOWALI? Nie wiem, zamieniliście się na rozumy z paczką fajek? Drastycznie obcięli Wam budżet do 8 pixeli i 3 posunięć ołówka? XM to są jakieś jaja potężne, jakaś kpina, żart, porażka totalna. Aha, pamiętajcie, że jest to model M, co znaczy tyle, że ma być sportowy. Ta, sportowy w mojej dupie – SUV, który waży 2.7 tony nie jest sportowy. I guzik mnie obchodzi, że ma V8, jest hybrydą i 644hp (w limitowanej wersji Label nawet 735hp!), oraz że w planach jest wersja o mocy prawie 800hp.
Naprawdę mam nadzieję, że za miesiąc wyjdzie jakiś inżynier i powie “It’s just a prank, bro” i pokaże faktycznego następcę M1, bo na XM nie da się patrzeć.
Pieniądze szczęścia nie dają... Ale lepiej płakać w robionym na zamówienie Ferrari.
Zawsze chciałem mieć swój własny supersamochód. W sensie, nie chodzi mi o to, żeby kupić sobie Lamborghini i mieć spokój. Nie – zawsze chciałem mieć superauto własnego projektu – takie, w którym każdy element i detal byłby zrobiony na moje zamówienie. Cóż, ci, którzy również mają podobne marzenie, ale grają trochę lepiej w Monopoly mogą je spełnić. Ferrari ma program zamówień specjalnych, dzięki któremu najbogatsi ludzie tego świata mogą zaprojektować swoje własne Ferrari. Tym razem, człowiekiem, który skorzystał z takiej możliwości jest pewien obywatel Tajwanu. Jego Ferrari nazywa się SP51 i jest typowym roadsterem, co oznacza, że nie ma dachu. Nie tak, że jest składany, po prostu nie ma go w ogóle. Null, zero.
A jeśli kształt SP51 Wam się z czymś kojarzy, to nic dziwnego. Model ten bazuje na modelu 812 GTS, z którego prawdopodobnie przejęła również układ napędowy czyli V12 o pojemności 6.5 litra i mocy 812hp.
